Piosenki

czwartek, 5 czerwca 2014

Rozdział 15.

Weszliśmy do Pokoju Tajemnic i usiedliśmy na podłodze. Pytania były związane z rodziną,przyjaciółmi spoza szkoły i siebie.
-Pytanie czy wyzwanie?-zapytał Fred,kiedy ta głupia butelka zatrzymała się przy mnie.
-Wyzwanie-odpowiedziałam pół przytomnie.
-Włazisz do szafy z Dimitrim-oznajmił.
-Tu nie ma szafy-zauważyłam. Tak się zaczęły poszukiwania szafy. Już zasypiałam wtulona w Iwanowa,kiedy oznajmili,że znaleźli szafę. Podnieśliśmy się i weszliśmy do szafy.
Walnęłam się do wyra i zasnęłam. Wyczerpująca ta gra.
Iwanow już czekał na nas z chłopakami pod drzwiami,wpuściłam ich i poszłam do łazienki. Wzięłam prysznic i ubrałam się. Rozczesałam włosy i wyszłam z łazienki. Granger wleciała jak wicher do zwolnionej łazienki. Ziewnęłam i przeciągnęłam się.
-Nigdy więcej nie zagram z Wami w nocy w butelkę-oznajmiłam . Zaśmiali się i wyszliśmy z pokoju. Mijaliśmy nieznajome twarze uczniów,którzy się nam przyglądali.
-Czy tylko ja nie kojarzę tych uczniów?-zapytałam reszty.
-Za cholerę ich nie kojarzę. Praktycznie wszystkim zrobiliśmy żarty-potwierdził moje przypuszczenia George.
-Pamiętasz może,wczorajsze wyzwanie?-zapytałam,kiedy zobaczyłam na horyzoncie Snape'a-No to powodzenia-mruknęłam i popchnęłam go w stronę profesora. To będzie piękne. Mina profesorka była bezcenna. Zwijaliśmy się ze śmiechu z dobre dwadzieścia minut.
-Ale te schody brudne-powiedział Dimitri. Za nim zmaterializował się profesor.
-Skoro tak uważasz to je umyjesz-oznajmił. Iwanow posłał mi błagalne spojrzenie.
-Ale nie zdążymy na śniadanie-zaprotestowałam. Skończyło się na tym,że nasza ósemka dostała mopy i wiadra z wodą-Mogłam siedzieć cicho-westchnęłam i wylałam wodę na kilkanaście schodów i jakąś drobną blondynkę o niebieskich oczach-Przepraszam!-pisnęłam i podbiegłam do niej.
-Nic się nie stało-powiedziała. Uśmiechnęłam się do niej miło,co odwzajemniła.
-Jestem Clary Hell-przedstawiłam się i wyciągnęłam rękę w jej stronę.
-Luna Lovegood-uścisnęła mi rękę-Powodzenia w myciu schodów-powiedziała.
-Do zobaczenia na Mugoloznawstwie-mruknęłam za nią. Ona poszła się przebrać,a ja zaczęłam czyścić schody. Snape podzielił nas na cztery dwuosobowe grupy. Obiecał,że po lekcjach wyczyścimy wszystkie inne schody. Usłyszałam huk z dołu i popatrzyłam w stronę hałasu. Iwanow wywinął pięknego orła. Zaśmiałam się i wróciłam do czyszczenia schodów. Po pół godzinnej męczarni schody,aż błyszczały czystością. Odnieśliśmy mopy i wiadra do schowka i weszliśmy do Wielkiej Sali. Mamy jeszcze dziesięć minut na zjedzenie śniadania i na lekcje. Nareszcie wynieśli stół,przy którym zawsze siedzieliśmy-cała nasza drużyna. Teraz siedzimy z innymi uczniami Gryffindoru. Zdziwiło mnie to,że koło nas został dodany jeszcze jeden stół-taki jak reszta. Siedzieli przy nim tajemniczy chłopacy i dwie dziewczyny. Zaczęłam szukać wzrokiem Harrego,Rona,Hermionę,Freda,Georga i Austina. Harry się nade mną zlitował i wstał z ich kryjówki. Uśmiechnęłam się i razem z Iwanowem usiedliśmy koło nich.
-Jakim cudem tak szybko umyliście te obrzydliwe schody?-zapytałam ciekawa.
-Trzeba mieć do tego talent albo różdżkę. My mieliśmy to drugie-odpowiedział dumny Black. Walnęłam się z otwartej ręki w czoło. Ja i moja głupota...
-Trzeba być mną,żeby nie wpaść na taki banalny pomysł-westchnęłam,czym rozśmieszyłam przyjaciół i nie tylko...Odwróciłam się i zobaczyłam uśmiechniętego bruneta. Prychnęłam i wróciłam do rozmowy z przyjaciółmi. Po zjedzeniu śniadania,zawołał mnie Moody. Zawołał. Tsa. On po prostu wrzasnął,tak,że o mało nie spadłam z ławki. Wstałam i podeszłam do końca naszego stołu.
-Czego się tak grzesz?-zapytałam na wstępie,siadając obok kapitana drużyny.
-Dziś po obiedzie jest trening-odpowiedział.
-I po to drzesz jadaczkę,zamiast jak cywilizowany człowiek podejść?-zapytałam,a on lekko poczerwieniał ze złości. Nadal lubię go denerwować,ma taki fajny głos jak się porządnie wścieknie...
-Tak,tylko po to-odpowiedział,kiedy policzył do dziesięciu. Wywróciłam oczami i wróciłam do tych debili,niemal w podskokach i z bananem na twarzy. Usiadłam obok Iwanowa i Pottera.
-Czego się tak szczerzysz?-zapytał Fred-Po obiedzie ciąg dalszy mycia schodów-przypomniał mi. Mój uśmiech powiększył się jeszcze bardziej.
-Zaraz po obiedzie mamy trening i nie będziemy bawić się w sprzątaczki-oznajmiłam. Bliźniacy zaczęli piszczeć i skakać na ławce,na przeciwko. Śpiewali "Oł jee Snape może nam podskoczyć!!" i inne wymyślone piosenki. My jak to my przyłączyliśmy się do nich i przez śmiech śpiewaliśmy z nimi. Dziś mam iść do pielęgniarki Patty,która ma mi zdjąć szwy z ramienia. Więcej powodów do radości mi nie potrzeba. Uświadomiłam sobie,że zamieniam się w Freda. Przerażające! Wstaliśmy i ruszyliśmy do wyjścia jak reszta uczniów. Splotłam swoje palce z palcami Iwanowa i ruszyliśmy pod klasę. Nie chce się chwalić ale szybko się uczę i jestem w zaawansowanej klasie z Potterem i Granger. Ron jakoś też dał radę i cała nasza czwórka chodzi do zaawansowanej klasy. Iwanow pożegnał się ze mną całusem w usta i zmył się do swojej klasy. Weszliśmy do klasy razem z profesorem "krasnalem". Jest niski,bardzo sympatyczny i dużo mówi o wybranej lekcji. Już nawet się przygotowałam,że będę sobie drzemać w najlepsze na jego lekcji,obok Pottera. Kiedy tylko usiedliśmy zaczął przedstawiać nowych uczniów. Stwierdziłam,że rozmowa z Harrym w myślach jest lepsza. Opracowywaliśmy najlepszy kawał na Bliźniaków. To będzie niezapomniany kawał. Dopracowaliśmy wszystkie szczegóły,kiedy Profesor skończył ich przedstawiać i zaczął lekcje. Już miałam zapaść w drzemkę ale Harry mnie szturchnął,przez co nie mogłam zasnąć.
-Mam nadzieję,że masz dobry powód dla którego nie mogę się zdrzemnąć-warknęłam na niego.
-Ten nowy brunet się na ciebie gapi z dobre dziesięć minut-szepnął.
-Mam w dupie kto się na mnie gapi-oznajmiłam mu cicho.
-Ale on nie odrywa od Ciebie wzroku-upierał się. Odwróciłam się do Hermiony,wcześniej sprawdzając czy Profesor pisze na tablicy.
-Zamień się miejscami,bo Harry mi spać nie daję-poprosiłam ją cicho.
-Najwyraźniej ma powody-mruknęła-Ten nowy się na Ciebie gapi jak na jakąś zwierzynę-oznajmiła.
-Ja pierdole-warknęłam do siebie i odwróciłam się przodem do tablicy. Przepisałam wszystko. Dla świętego spokoju popatrzyłam pod wskazane miejsce. Z miną pokerzysty zlustrowałam wzrokiem bruneta,który faktycznie się gapił na mnie. Prychnęłam ale zanim wróciłam do przepisywania z tablicy,przesłałam mu przerażającą wizję śmierci. Przez resztę lekcji nie czułam na sobie jego spojrzenia. Zadowolona z siebie uśmiechnęłam się. Wyszłam równo z Harrym. Granger została z Profesorem w klasie i pytała go o jakieś rzeczy związane z tematem. Przebrałam się w strój do szermierki i weszłam na sale. Jak to bywa na tej lekcji,beształam się z Malfoy'em.
-Hell,Malfoy na matę!-krzyknął nowy wredny nauczyciel.
-Zobaczymy jak sobie teraz poradzisz-syknął w moją stronę blondyn. Wzięłam to coś zwane bronią i weszłam na matę. Stanęłam przed pewnym siebie blondynem. Bez trudu odparowałam ciosy w nogi i sama zaczęłam atakować. Po chwili blondyn leżał na macie,pokonany.
-I co teraz,blondyneczku?-zadrwiłam z niego. Wściekły wstał błyskawicznie i zaczął mnie atakować. Szkoda tylko,że ja władanie mieczem czy podobnymi rzeczami mam we krwi...Po kilku porażkach,po których się nie poddał podcięłam go jednym ruchem i przyłożyłam szpadę do jego gardła.
-Potter,Hell,Granger i Weasley do dyrektora!-rozkazała Profesor McGonagall. Rzuciłam szpadę i ruszyłam z przyjaciółmi do dyrektora. Po drodze dołączyli jeszcze Bliźniacy,Black i Iwanow,który przewiesił mnie sobie przez ramię. Zaśmiałam się. Podróż do gabinetu dyrektora była szybka. Weszliśmy i dopiero teraz Iwanow mnie postawił,ale objął ręką w talli i przyciągnął do siebie.
-Zapewne zastanawiacie się czemu wezwałem Was wszystkich?-zapytał Dumbledore na co przytaknęliśmy mu wszyscy-Voldemord może powstać silniejszy. Musicie zniszczyć horkruksy. Jest ich dziesięć. Są w różnych rzeczach i miejscach. Tylko Wy możecie je znaleźć i zniszczyć. Jeśli Voldemort powróci to nie będzie taki silny jak dawniej. Dostaniecie trzy wykrywacze horkruksów. Macie pięć miesięcy na znalezienie wszystkich. To mało czasu ale Wy sobie poradzicie,bo łączy Was przyjaźń i wspaniała miłość-kiedy wymawiał ostanie słowo spojrzał na mnie i na Granger. Była lekko czerwona jak ja. Skąd on to wie? Dostałam niebieski kryształ zawieszony na naszyjniku. Kryształ był ciemny,prawie granatowy. Hermiona też dostała taki sam. Ron dostał żenień z pokruszonym kryształem. Włożyłam "naszyjnik" na szyję,tak jak reszta-Kiedy kryształy będą prawie białe,oznacza,że jesteście przy horkruksie,a jeśli będą delikatnie piekły znaczy,że jesteście zagrożeni. Będę Was usprawiedliwiał,jakbyście nie zdążyli na lekcję. A teraz zmykajcie-powiedział. Wyszliśmy i ustaliliśmy grupy. Ja i Iwanow pierwsza. Hermiona i bliźniacy druga grupa. Ron,Harry i Austin trzecia. Poszukiwania zaczniemy już dzisiaj w nocy. Pojutrze bal przebierańców. Mam już pewną kreację ale nikomu o tym nie mówiłam. Chce widzieć jak im gęby czyszczą podłogę. Zdążyliśmy na nasze lekcje...
Weszłam do Wielkiej Sali razem z Iwanowem i Potterem. Chyba mam jednak jakieś uczucia,bo czuję motylki w brzuchu jak widzę Dimitrija,jak się z nim wymieniam śliną też. To się chyba nazywa miłość. Szłam z nim za rękę do stolika. Nawet jak usiedliśmy przy stolę to nie puszczaliśmy swoich rąk. Wisiały pod stołem. Jakoś jadłam lewą ręką. Zjedliśmy szybko obiad,w dodatku pośpieszał nas James. Między kęsami jedzenia przeklinałam. Kiedy skończyliśmy James zebrał resztę drużyny,przebraliśmy się i ruszyliśmy na boisko.
-Zapomniałam miotły z Sali-oznajmiłam i walnęłam się z otwartej ręki w czoło. Iwanow puścił moją rękę,a ja sprintem pobiegłam do Wielkiej Sali. Kiedy wbiegłam do Sali wszyscy sobie gadali,tylko stół Drakonów ucichł i obserwował mnie. Z lekkim poślizgiem zatrzymałam się koło Hermiony i Rona. Wzięłam swoją własność i z miotłą w ręce wyleciałam jak strzała z Sali. Pięć minut później zziajana wbiegłam na boisko. Rozgrzewkę mam za sobą. Wsiadłam na miotłę i wzbiłam się w powietrze...
Trenowałam właśnie skomplikowane uniki przed tłuczkiem posyłanym przez Bliźniaków,kiedy James mnie zawołał. Przeleciałam obok niego,bo tłuczek nadal mnie gonił. Jakimś cudem mnie doganiał...Czary. Wleciałam między gałęzie drzew i wyleciałam z drugiej strony cała w liściach. Osiągnęłam niebezpieczną szybkość,ale nie obchodziło mnie to,że jakbym teraz wleciała w drzewo albo mur zginęłabym na miejscu. Nawet się uśmiechałam lekko. Wzbiłam się w chmury. Z dołu uczniowie mogą pomyśleć,że jestem ptakiem. Tłuczek dalej za mną leciał. Zawróciłam i z zawrotną prędkością leciałam w dół. Tłuczek jak jakiś paparazzi leciał za mną. Ostatnia szansa na wyeliminowanie go. Kilka centymetrów od ziemi,wyrównałam lot. Tłuczek wbił się w ziemię. Wylądowałam...o dziwo...normalnie,obok wielkiej dziury. Ups!
-Co to do cholery było?!-wrzasnął na mnie James.
-Jestem niewinna-powiedziałam. Sprawdziłam czy nie ma kogoś w pobliżu i już miałam przestać ale usłyszałam myśl "Kurwa!"-Zaraz wracam-rzuciłam i wsiadłam na miotłę. Poleciałam w krzaki i wylądowałam przed kimś kto chce mojej śmierci. Brunet,kakaowe oczy,wysportowany i bardzo przystojny. Ten chłopak gapił się na mnie na lekcji.
-Czego Ty chcesz?!-zapytałam wkurzona. Zmrużyłam groźnie oczy,w których kryła się niema groźba.
-Twojej śmierci-odpowiedział i znikł. Nigdy nie wiedziałam,czy można kogoś zabić psychicznie,ale za niedługo się dowiem i nawet spróbuje to zrobić,jak jeszcze raz coś takiego zrobi. Ten chłopak jest głupi. Odwróciłam się i wsiadłam na miotłę. Gdy na nią wsiadam,wszystko przestaje istnieć. Jestem tylko ja,miotła i niebo. James zrobił,krótką przerwę. Razem z Harrym i Iwanowem poszliśmy do Patty. Nie powiem im co się dokładnie stało chyba,że to się powtórzy. Pielęgniarka ściągnęła szwy z mojego przedramienia i przejechała wacikiem,na który wylała jakieś zioła i przetarła moją bliznę,która znikła. Pisnęłam zaskoczona i popatrzyłam na wacik. Znam te zioła ale nigdy bym nie sądziła,że po nich zniknie mi blizna. Wróciliśmy na trening. James zrobił taką rozgrzewkę rozciągającą,że stawy nawet poczułam. Nigdy nie potrafiłam zrobić szpagatu,a tu proszę! Zrobiłam! Byłam tak rozciągnięta,że aż bolało mnie całe ciało. Kiedy Moody skończył rozwaliłam się na trawie i oddychałam płytko.
-Od dzisiaj będę się oficjalnie spóźniać na trening. Z pół godziny-oznajmiłam,siadając. Nigdy więcej nie będę tak ciężko ćwiczyć! Chłopaki też leżeli na trawie i stękali. Oparłam się o ramię Iwanowa,objął mnie w pasie i przyciągnął do siebie. Siedzieliśmy tak z dobrą godzinę. Chłopaki dawno się zmyli do zamku. Patrzyliśmy na zachód słońca. Wstaliśmy i ruszyliśmy do zamku. Nie wiedzieliśmy,że jesteśmy obserwowani...
Nie mogłam w nocy spać. Jeszcze godzina do spotkania. Cały czas śniły mi się koszmary. Siedziałam na parapecie i gapiłam się na księżyc w pełni. Uspokajał mnie widok księżyca jak i słońca. W nocy bardziej czułam się bezpieczniej. Granger wstała pięć minut przed czasem. Ubrała się i popatrzyła na moje łóżko.
-Clary?-zapytała lekko zdenerwowana i przestraszona.
-Jestem przy oknie-odpowiedziałam. Odwróciła się i odetchnęła z ulgą.
-Nie śpisz?
-Koszmary-odpowiedziałam i zeszłam z parapetu. Przypięłam pasek z różdżką do uda i wyszłyśmy. Pod drzwiami czekała już reszta. Ja z Iwanowem ruszyłam w stronę pokoi nauczycieli,Granger z jej grupą miała sprawdzić pokoje uczniów,a Ron miał szukać na trzecim piętrze i innych. Bezszelestnie szłam obok mojego chłopaka. Kryształ rozjaśnił się,kiedy przechodziłam obok pokoju Umbrage (różowej ropuchy). Weszłam do środka sama,a brunet pilnował drzwi. Kiedy się zbliżałam do łóżka Dolores,kryształ jaśniał. Ma horkruksa! Podeszłam do jej łóżka. Naszyjnik jest horkruksem! Skopiowałam go i wzięłam ten prawdziwy,a zostawiłam podróbę,żeby się nie kapnęła. Wyszłam z jej pokoju i razem z Iwanowem wróciliśmy na miejsce spotkania. Pokój Tajemnic. Ron,Harry i Austin już byli. Mieli jakiś pamiętnik czarny.
-Mamy następnego horkruksa-oznajmiłam. Usiedliśmy wygodnie w fotelach i czekaliśmy na Hermionę i Bliźniaków. Po godzinie wreszcie przyszli,z mapą. Dwie godziny niszczyliśmy te jebane horkruksy,ale za chuja nam nie wyszło. Wściekła wbiłam różdżkę w jebany pamiętnik Księcia Półkrwi. Horkruks się rozsypał na popiół. Zrobiłam to samo z resztą. Poskutkowało.
-Myślałam,że nigdy nie znajdziemy sposobu na rozwalenie ich-powiedziała Hermi-A wystarczył tylko wybuch Clary-dodała na co wszyscy się zaśmialiśmy. Wróciliśmy do swoich pokoi i położyliśmy się spać. Niestety ja nie mogłam usnąć,a gdy już zasnęłam śniła mi się moja śmierć na jakimś cmentarzu. Obudziłam się po piątej nad ranem i nie mogłam usnąć. Moją uwagę przykuła karteczka na mojej poduszce. Co jest do cholery?! Kawał Bliźniaków? Usiadłam i podniosłam karteczkę,była złożona na pół i podpisana moim imieniem. Otworzyłam ją. "Pożegnaj się z przyjaciółmi,bo dziś o północy umrzesz. P.S. Wyglądasz ślicznie i bezbronnie kiedy śpisz :)". To nie napisali Bliźniacy. Ich charakter pisma jest inny...Nagle mnie olśniło! To ten brunet,który mi groził,a potem znikł! Chcesz się tak bawić? Proszę bardzo! Czeka go niespodzianka,bo ja też zagram w tę grę. Przebrałam się i wyszłam z pokoju cichutko. Dermitorium Dragonów nie było jakoś pilnie strzeżone więc spokojnie mogłam sobie tam wejść. Weszłam do pokoju bruneta i zostawiłam kartkę na stoliku nocnym. "Zobaczymy. P.S. Za to Ty wyglądasz jak gówno." to zawierała kartka. Wyszłam z jego pokoju i zmyłam się do swojego pokoju. Tak przy okazji weszłam w jego umysł i dodałam coś od siebie. Mianowicie w jego śnie pojawiłam się Ja,a wokół mnie mgła.
-Nie wybieram się do grobu,ale Ty chyba chcesz wąchać kwiatki od spodu-powiedziałam. Był zszokowany i blady.
-Co?-zapytał zdezorientowany. Postanowiłam się nad nim zlitować i odpowiedzieć.
-Zostawiłeś u mnie karteczkę z groźbą. Odpowiadam na nią. Jeśli tak Ci śpieszno do grobu to spokojnie możesz wypełniać zadanie-odpowiedziałam spokojnie. Przeraziło go to.
-Skąd wiesz o moim zadaniu?-zapytał,jeszcze bardziej blady.
-Mam swoje sposoby-odpowiedziałam wymijająco-Mam nadzieję,że Twoja siostra nie patrzy na Ciebie,bo byś ją rozczarował.
-Co? Skąd wiesz o mojej siostrze?!-zapytał przerażony i wściekły zarazem.
-Tessa,tak miała na imię Twoja siostra-powiedziałam. Obok mnie zjawiła się ruda dziewczyna o zielonych oczach. Ubrana w czarną sukienkę,w której ją pochował-Wiem znacznie więcej niż myślisz-powiedziałam i zostawiłam go z martwą siostrą. Teraz jego ruch. usiadłam przy biurku i zaczęłam się uczyć na kartkówkę z Historii Magii. Zajęło mi to tylko godzinę. Wzięłam się za czytanie książki. Dwie godziny zleciały szybko. Razem z Granger wyszłyśmy z pokoju. Dojście do Wielkiej Sali zajęło nam piętnaście minut. Zostało siedem horkruksów. Weszłyśmy do Sali i poczułam kilkanaście par oczu na sobie. Dragoni obserwowali mnie. Brunet tylko sztyletował mnie wzrokiem. Usiadłam zadowolona z siebie obok Iwanowa. Pocałowałam go na powitanie i zaczęłam z nim rozmawiać o wydarzeniach z wczorajszej nocy. Po śniadaniu mieliśmy trening.
Nabawiłam się kilku siniaków. Nie moja wina,że nie umiem biegać po nierównym terenie! Ruszyłam w drogę do Patty. Człowiek sobie normalnie idzie,a tu nagle pojawia się czyjaś ręka i popycha na ścianę...Zdziwiona i zdezorientowana popatrzyłam na napastnika.
-Odwal się ode mnie!-warknęłam i spróbowałam się wyrwać,ale na marne.
-Jak pojawiłaś się w moim śnie i pokoju?-zapytał ostro.
-Jak wszedłeś do mojego pokoju i co zrobiłeś,że widziałam swoją śmierć?-odpowiedziałam pytaniem.
-Zaklęcie i drzwi-odpowiedział wymijająco.
-To czego się pytasz?-warknęłam.
-Jeszcze raz włamiesz się do mojego pokoju,albo głowy zabiję Cię przed wyznaczonym czasem-zagroził patrząc mi w oczy,puścił i odszedł w swoją stronę. Zobaczymy czy w ogóle mnie zabijesz. Nie myśląc teleportowałam się na sam szczyt zamku i położyłam na dachu. Obserwowałam jak chmury zmieniają kształty. Siedziałam tak bardzo długo,aż pojawiły się gwiazdy i księżyc. Wróciłam do swojego pokoju i położyłam się do łóżka. Zasnęłam od razu.
Obudziłam się po piętnastej. Dziś bal o siedemnastej. Dwie godziny! Wzięłam moją sukienkę,buty i maskę. Weszłam do łazienki. Wzięłam długi prysznic. Pomalowałam powieki niebieskim cieniem,rzęsy tuszem i kredką zrobiłam kreski pod oczami. Ubrałam błękitną długą suknie z kokardkami,trampki czarne oraz błękitną maskę. Wyszłam z łazienki i popatrzyłam na godzinę. 16:50. Do naszego pokoju przyszli Iwanow i Ron. Granger była ubrana w różową sukienkę i wyglądała uroczo. Iwanow podszedł do mnie ubrany w garnitur i pocałował mnie w usta. Wyszliśmy we czwórkę i po piętnastu minutach weszliśmy do Wielkiej Sali. Pod ścianami były stoliki. Środek Sali zajmowały tańczące pary. Zajęliśmy miejsce przy stoliku Pottera.
-Teraz jestem Aria-oznajmiłam im. Pogadaliśmy trochę i poszłam zatańczyć z Harrym. Co jakiś czas mnie deptał. W połowie piosenki Malfoy zrobił "odbijanego". Moje stopy mogły odpocząć od deptania,ale byłam zdziwiona.
-Czemu zachciałeś ze mną tańczyć?-zapytałam. Łatwiej byłoby mi wejść do jego umysłu ale nie zamierzałam tam wchodzić.
-Nie chciałem,żeby Potter Cię zadeptał na śmierć-odpowiedział.
-Aha-mruknęłam,bo mnie zatkało.
-Co taka piękna i urocza osoba jak Ty,robi z takim łamagą jak on?-zapytał zaciekawiony.
-Zaprosił mnie,więc jestem-skłamałam. Zaśmiał się.
-Nie chciałabyś zmienić towarzystwa?-zapytał,przyglądając się mojej twarzy. Teraz to flirtujesz? Wcześniej to jakoś Cię do tego nie ciągnęło.
-Odpowiadam mi moje towarzystwo-odpowiedziałam.
uratowały mnie dziewczyny,"porywając" do "łazienki".
-Dzięki dziewczyny. Uratowałyście mnie od tego idioty-powiedziałam.
Vanessa Wayland. Gryfonka.
-Nie wdać było,że Cię męczy-mruknęła Vanessa.
-To pewnie przez maskę-stwierdziłam.
-Gdzieś w piwnicy jest horkruks-oznajmiła Granger. Tam właśnie poszłyśmy. Dziewczyny o mało się nie pozabijały na śliskich schodach. Dobrze,że ja ubrałam trampki!
Ciemno,zimno,brudno i dużo miejsca tak wygląda piwnica. Kilka lamp oświetla to miejsce. O mało nie wpadłyśmy na Śmierciożerców...Jak oni się tu znaleźli?! Cofnęłyśmy się kilka kroków do tyłu.
-Jakiś pomysł?-zapytała przerażona Vanessa.
-Jeden-odpowiedziałam. Złapałam dziewczyny za ręce i teleportowałam przed drzwi do wielkiej sali. Odetchnęłyśmy z ulgą. Ale to dopiero początek co Nas czeka...

                               ***Pół roku później***
Wakacje minęły Nam szybko. Za szybko. Zniszczyliśmy wszystkie horkruksy na początku wakacji. Cieszyliśmy się z życia. Nadal chodzę z Dimitrim. Wiele się zmieniło. Ron chodzi z Hermioną i tworzą piękną parę. Vanessa chodzi z Blackiem. Bliźniacy dalej są żartownisiami i nadal są wolni. Luna też dołączyła do naszej paczki. Po części stałam się taka jak oni. Razem robimy głupie żarty. Czasami nawzajem sobie.
-No chodź,bo pociąg nam odjedzie!-krzyknął Black. Całą naszą grupą zaczęliśmy biec do pociągu. Zdążyliśmy w samą porę. Wpakowaliśmy się do wolnego przedziału. Było tylko sześć miejsc,a nas dziewięcioro. Usiadłam na kolanach Iwanowa. Hermi na kolanach Rona,a Weyland na kolanach Blacka i Luna na kolanach Harrego. Połowę drogi tak siedzieliśmy,aż pani McGonagall nie zabrała mnie,Harrego i Rona do innego przedziału. Weszliśmy do przedziału...Malfoy'a.
-Macie tu zostać,aż nie dojedziemy do Hogwartu-oznajmiła i wyszła.
-Uważaj,bo Cię kurwa posłucham-warknęłam.
-Siadaj na dupie Hell-rozkazał blondyn.
Triest Hoste. Dragon.
-Nie mam zamiaru Cię słuchać imbecylu-syknęłam i wyszłam z przedziału. Wpadłam prosto na
bruneta,który mi groził kiedyś. Podniosłam się z ziemi i otrzepałam ubrania.
-Uważaj,Hoste-warknęłam i wyminęłam go. Po pięciu minutach o mało nie wpadłam na Snape'a.
Oczywiście umieścił mnie w jakimś przedziale i zagroził,że jak wyjdę z wagonu to będę miała szlaban przez miesiąc. Mówił o drzwiach,nie wspominał nic o oknie. Tak więc wyszłam oknem. Jakoś weszłam na dach pociągu,chodź nie było to wcale takie proste jak pokazują w filmach. Wstałam i od razu się zachwiałam.
-Zachciało mi się wychodzenia oknem z przedziału-mruknęłam pod nosem do siebie. Usłyszałam śmiech za sobą. Przestraszona odwróciłam się i od razu cofnęłam kilka kroków. Śmierciożerca. Wyciągnęłam różdżkę błyskawicznie.
-Nie zawaham się jej użyć,jeśli podejdziesz!-krzyknęłam. na filmach działa,ale w życiu nie koniecznie. Brunet zaśmiał się z moich słów i zaczął się zbliżać. Cofałam się i potknęłam. Teleportowałam się na drugi wagon. Poczułam lekki ból pomiędzy łopatkami. O ja głupia! Odwróciłam się przodem do blond włosego śmierciożercy. Jego włosy,aż się prosiły o obcięcie. Najbardziej przeraziło mnie kto biegł w naszą stronę. Potter. Od razu zesztywniałam. Różdżka o mało mi z ręki nie wyleciała. Myśl! Przed oczami mignęły mi obrazy jak mogłabym unieszkodliwić napastnika.

Jece Hoste. Śmierciożerca.
-Nie bój się zabiję Cię szybko-szepnął mi do ucha blondyn.
 -Ale Ciebie będzie-powiedziałam.
Kopnęłam go z kolanka w kroczę,a potem skosiłam i wykopałam mu z ręki różdżkę. Podbiegłam do Harrego.
-Co Ty tu robisz?-zapytaliśmy w tym samym momencie.
-Wyszłam przez okno,bo przez drzwi nie mogłam i spotkałam ich-odpowiedziałam.
-Poczułem,że masz kłopoty i wyszedłem oknem z przedziału-odpowiedział. Odwróciłam głowę do tyłu i zobaczyłam,że brunet i blondyn idą w naszą stronę wściekli.
-Pora stąd spadać-stwierdziłam i dotknęłam ramienia Pottera. Teleportowałam nas do przedziału,gdzie reszta się śmiała. Opowiedzieliśmy im o spotkaniu Śmierciożerców na dachu. Kiedy skończyliśmy,pociąg się zatrzymał. Wzięliśmy nasze walizki i jako pierwsi wyszliśmy z pociągu. Wsiedliśmy do powozów,które ciągnęły białe konie. Oczywiście podzieliliśmy się na dwie grupy. Ja,Vanessa,Hermiona i Luna w jednym. Chłopaki w następnym. Gadałyśmy o różnych głupotach,aż temat zszedł na chłopaków. Śmiałyśmy się jak głupie z mojego przejęzyczenia.
Wysiadłyśmy z walizkami i ruszyłyśmy do naszego wspólnego pokoju. Będziemy mieszkać w cztery. Rzuciłam się na łóżko pod oknem. Obok mojego łóżka było kolejne,które zajęła Luna. Hermi i Vani zajęły łóżka pod ścianą. Jedna łazienka na cztery dziewczyny. Może się nie pozabijamy. Wzięłam prysznic,ubrałam się,rozczesałam włosy i wyszłam z łazienki. Rozpakowałam się,kiedy dziewczyny kolejno wchodziły do łazienki. Wyszłyśmy z pokoju i ruszyłyśmy do wielkiej sali.
Niestety musiałam usiąść obok James'a. Obgadaliśmy moje rewolucje na miotle. Za godzinę mamy mieć trening. A myślałam,że sobie potańczę. Kiedy skończył gadać,kiwnęłam głową,że rozumiem i poszłam do przyjaciół.
Alec Lingwood.
Piłam sobie spokojnie herbatę,kiedy tiarę włożył Śmierciożerca. Zakrztusiłam się. Iwanow poklepał mnie lekko po plecach. Kiedy mi przeszło Jece,bo tak ma na imię usiadł koło Malfoy'a. Ten drugi ślinił się do dziewczyny,która siedziała przed nim. Zaśmiałam się cicho i dalej uważnie słuchałam Triady Przydziału oraz profesor McGonagall. Nie zdziwiło mnie to zbytnio jak Drugi Śmierciożerca trafił do Slytherinu. Kilku jedenastoletnich dzieci trafiło do nas,pęcioro do Dragonów,kilkudo Ślizgonów i innych rodów. Moody,bo był prefektem po obiedzie oprowadzał po zamku dzieci.
-Mamy zaraz trening-oznajmiłam,pijąc sok.
-Za co?!-jęknął Fred.
-Nie narzekajcie,bo nie jesteście Szukającym-poradziłam-Ja powinnam narzekać i jęczeć,bo będę miała codziennie treningi i to ciężkie-powiedziałam-Jest jeden plus tego. Będę mogła dowolnie wkurwiać Moody'ego-stwierdziłam ucieszona.
Przebrałam się w mój strój na treningi,wzięłam miotłę i poszłam na trening. James'a jeszcze nie było więc zrobiliśmy lekką rozgrzewkę i wsiedliśmy na miotły. Po zrobieniu dokładnie tego co zażądał kapitan drużyny. Wylądowałam na trawie,koło Freda. Zaczął robić jakieś dziwne ruchy. Najpierw zmarszczyłam brwi,a potem wybuchłam śmiechem.
-Co Ty robisz?-zapytałam przez śmiech.
-Tańczę-odpowiedział. Zaczęłam się śmiać jeszcze głośniej.
-Tańczyć? Ty to nazywasz tańcem?-zapytałam,kiedy przestałam się śmiać.
-Tak-przytaknął-Pokaż jak Ty tańczysz,śmieszko-poprosił. Położyłam miotłę na mokrej trawie...Tak,zaczął padać deszcz,a Ci na miotłach jeszcze nawet w połowie nie są swoich ćwiczeń. Tak więc pokazałam mu co to znaczy tańczyć. Co z tego,że padało? Tak jakoś wyszło,że zrobiliśmy bitwę na taniec. Ja hip-hop. On inny taniec. Po godzinie padał z nóg,a ja dopiero się rozkręciłam. Rozłożyłam go na łopatki,więc z pomocą przybył George. Śmialiśmy się w trójkę i tańczyliśmy jednocześnie. Kiedy skończyliśmy swoje wygłupy,z trybun rozniosły się oklaski i gwizdy uznania. Lekko zdziwieni,ukłoniliśmy się przed naszą publicznością. Luna,Vanessa i Hermiona patrzyły w naszą stronę uśmiechnięte i zdziwione. Wyczuwam dużo pytań. Razem z Bliźniakami wycofaliśmy się do reszty,w powietrze. Cali mokrzy,zmęczeni i roześmiani wylądowaliśmy na trawie. Trochę zbyt ślisko jak dla mnie,więc po dwóch krokach wylądowałam na tyłku. Zaśmiałam się razem z Potterem,Fredem i George'em. Pomogli mi wstać i ruszyliśmy powoli do szkoły. Na korytarzu zostawały ślady wody więc,ślizgając się przyśpieszyliśmy. Gdy zobaczyliśmy na końcu korytarza woźnego,ruszyliśmy biegiem. Pokonaliśmy jakoś schody,choć nie było łatwo. Wbiegłam do pokoju zdyszana i cała mokra. Przebrałam się w piżamę i usiadłam po turecku na łóżku.
-Czemu nie powiedziałaś,że tańczysz?-zapytała Granger.
-Bo nie tańczę. Tańczyłam w przeszłości-odpowiedziałam. Odpowiedziałam na wiele pytań i zmęczona usnęłam.
Obudziłam się w nocy. Po trzeciej w nocy,z powodu hałasu z korytarza. Wzięłam różdżkę i niewiele myśląc wyszłam na korytarz. Jedna zbroja rozsypała się na podłodze.
-Reparo-powiedziałam i skierowałam różdżkę w stronę rozwalonej zbroi. Zbroja zaczęła się składać do kupy. Po chwili stała na swoim miejscu taka jak dawniej. Uśmiechnęłam się zadowolona z zaklęcia. Odwróciłam się na pięcie i weszłam do pokoju,który dzieliłam z dziewczynami. Rzuciłam się na moje łóżko i zasnęłam.
Obudziłam się o szóstej. Wzięłam jakieś ubrania i weszłam do łazienki ledwie przytomna. Wzięłam lodowaty prysznic i od razu się ożywiłam. Ubrałam się i wyszłam z łazienki. Po mnie weszła Luna.
Rozczesałam włosy i wzięłam do ręki książkę oprawioną w białą skórę. Nikt nie mógł widzieć nazwy ani liter,oprócz mnie. Jak ktoś ją otwierał widział przeróżne napisane bajki,to tylko przykrywka. Książka nosiła nazwę "Tajemnica". Książka napisana przez moją mamę. Nie odważyłam się jej czytać. Potrafiłam godzinami patrzeć na książkę,ale jej nie otwierać. Dochodziła ósma,więc wstałam z łóżka i razem z dziewczynami wyszłam z pokoju.
Do Wielkiej Sali dotarłyśmy po dziesięciu minutach. Gadałyśmy o kwiatkach. Takie tam pseudo na chłopaków,żeby nie wiedzieli,że o nich gadamy. Usiadłam obok Iwanowa i Granger. Dimitry mnie nawet nie zauważył. Wpatrywał się w blondynkę,która siedziała kilka miejsc od nas na prawo. Pewnie jego przyjaciółka. Wciągnęłam się w rozmowę z Granger i Luną. Patrzyły na mnie współczująco. Nic nie rozumiejąc weszłam do umysłu Miony. Czy wszyscy dookoła wiedzą o...










                   *************************************************************
Hej! Mam w nosie czy nie komentujecie. Chociaż jest mi przykro z tego powodu :(. Wena mnie odwiedziła i powstał długi i chaotyczny rozdział. Jak czegoś nie kumacie,napiszcie pytanie w komentarzu,a na pewno odpowiem. Podoba się Wam rozdział? (Spokojnie i tak wiem,że nie). Dziękuję za 656 wejść! Mam nadzieję,że będzie ich więcej...Podobno nadzieja matką głupich...Heh. Jak myślicie,o co chodzi Clary? Od teraz będę tak ucinać rozdziały.











Brak komentarzy:

Prześlij komentarz