Piosenki

środa, 18 czerwca 2014

Rozdział 16.

Czy wszyscy dookoła wiedzą o małym romansiku Iwanowa i blondynki,oprócz mnie?! Popatrzyłam na dziewczyny z wyrzutem i teleportowałam się do pokoju. Rzuciłam na łóżko i rozpłakałam się. Przez pół dnia ryczałam do poduszki,dając upust emocjom ale nie pomogło. Wylałam już wszystkie łzy i jedyne co mogłoby mi pomóc jest zabronione. Tak mówię o alkoholu. Chociaż nie...Weszłam do łazienki. Wzięłam prysznic,ubrałam sportowy zielony podkoszulek,szare spodenki oraz buty za kostkę i wyszłam z łazienki. Teleportowałam się do Pokoju Życzeń,który był dobrze ukryty na trzecim piętrze. Po jednej stronie były lustra. Kilka półek z książkami. Pokój był czysty i duży. Włączyłam cichutką muzykę i dałam się ponieść emocją. Nawet nie wiedziałam,że ktoś nie obserwuje...
-Ładnie tańczysz-odezwał się męski głos gdzieś za mną. Odwróciłam się,zmęczona i zobaczyłam blond włosego Śmierciożerce. Zmarszczyłam brwi.
-Wiem-powiedziałam. Byłam gotowa w każdym momencie się teleportować.
-Pomocy!!!-znajomy głos krzyczał przerażony.
-Luna?-zapytałam sama siebie-Luna!!!-krzyknęłam i popędziłam do drzwi. Szarpnęłam klamkę i wypadłam na korytarz.
-Clary!!! Pomocy!!!-krzyczała Luna,gdzieś w dole. Schody! Rzuciłam się na nie i zaczęłam z nich zbiegać co dwa schody w dół. Wleciałam do piwnicy jak strzała. Stanęłam jak wryta widząc kruchą blondynkę związaną do krzesła i zakneblowaną. Wyciągnęłam scyzoryk z kieszeni i podbiegłam do niej. Przecięłam sznury na jej nadgarstkach i nogach,a potem pozbyłam się z jej twarzy jakiejś brzydkiej chusty.
-Nic Ci nie jest?-zapytałam,przytulając ją. Była przerażona i w dużym szoku.
-Chyba nie-odpowiedziała cicho. Odwróciłam się przodem do drzwi. Metalowe drzwi zatrzasnęły się z hukiem. To są chyba jakieś jaja! Szarpałam drzwi dobre dziesięć minut.
-Jak to jest kolejny głupi żart Bliźniaków,to popamiętają mnie-warknęłam do drzwi.
-To był plan Alec'a-oznajmiła Luna.
-Co?-zapytałam zdezorientowana. Usiadłam pod ścianą,obok blondynki.
-Zaplanowali całą swoją akcję. Nie bez powodu się tutaj znalazłam. Miałam zwabić Ciebie. Obie umrzemy tutaj. W piwnicy-powiedziała cichutko.
-Ja tutaj nie umrę. Śmierć czeka na mnie,ale nie tutaj-szepnęłam cicho. Nagle zaczęłam jechać w dół.
-Aaaaa!-wrzeszczałyśmy jadąc głową w dół. Tajne przejście! Normalnie jak zjeżdżalnia! Jakoś udało mi się odwrócić,ale nie zwolnić. Wszystko było zamazaną czarną plamą. Zbyt szybko jechałyśmy,żeby móc podziwiać widoki. Kilka zakrętów i wypadłam z rury jak pocisk. Zaliczyłam kilka koziołków na trawie i zatrzymałam się pod drzewem. Kręciło mi się w głowie i widziałam gwiazdki. Jęknęłam i złapałam się za głowę. Od dzisiaj nienawidzę zjeżdżalni! Obok mnie wylądowała Luna w podobnym stanie. Obraz mi się zamazał i żadne dźwięki do mnie nie dochodziły. Zemdlałam.
Otworzyłam ciężkie powieki i zamrugałam kilkakrotnie i rozejrzałam się z przerażeniem po pomieszczeniu. To nie był lasek,w którym wylądowałam wraz z Luną. Właśnie! Gdzie ona jest?!
-Luna?!-krzyknęłam,ale odpowiedziała mi cisza,a po chwili kroki. Zaczęłam się szarpać na krześle. Ręce i nogi miałam związane liną. To z pewnością zrobił człowiek. Bolał mnie tyłek od głupiej zjeżdżalni. Pomieszczenie,w którym byłam było ciemne. Do pomieszczenie weszły dwie postacie ale zbytnio się tym nie przejęłam. Próbowałam uwolnić ręce ze sznura. Gówno głupie! Prychnęłam z irytacją i podniosłam głowę. Dwie czarne postacie obserwowały mnie.
-Gdzie jest Luna?!-zapytałam lekko zirytowana.
-Radze Ci zmienić ton,mała-ostrzegł mnie męski głos należący do czarnej postacie bliżej mnie.
-Bo co mi kurwa zrobisz?!-krzyknęłam wyzywająco. Moja głowa poleciała na prawo,a policzek zaczął piec. Dostałam z liścia. To upewnia mnie,że facet to świnia. Są wyjątki takie jak Bliźniacy czy Harry Potter. Nie wytrzymałam i zaśmiałam się. On myśli,że biciem coś wskóra? Jeśli tak,to jest w dużym błędzie! Wielkim błędzie!
-Myślisz,że tym coś wskórasz? Jeśli tak to jesteś debilem!-powiedziałam rozbawiona i znudzona. Wkurzyłam go,widać po tym jak zaciska pięści. Oboje wyszli. Dla rozrywki zaczęłam sobie nucić "Wlazł kotek na płotek,pierdalnoł go młotek,siekiera dobiła i kotka zabiła. Kotek nieżywy pierdalnoł nieżywy w pokrzywy" i tak w kółko. Naprawdę fajna krótka piosenka. Zabawne...Nie mogłam się teleportować,nie wiedziałam dlaczego. Przymknęłam powieki i odchyliłam do tyłu głowę. Nudzi mi się jak cholera! A do tego bałam się o Lunę. Jeśli Ci ludzie złapali też ją,nic dobrego z tego nie wyniknie. Pojedyńcza łza spłynęła po moim policzku. Ktoś wszedł do pokoju,gdzie siedziałam związana. Miałam wyjebane na całego,więc nawet nie otworzyłam oczu. Coś było nie tak. Otworzyłam oczy szeroko i rozejrzałam się. To co zobaczyłam mnie zdezorientowało. Czarnowłosy chłopak pochylał się nade mną. Ręce oparł na moich nogach. Był sam. Patrzył mi głęboko w oczy. Jego czarne jak noc oczy nie wyrażały żadnych uczuć.
-Gdzie jest Luna?-zapytałam głosem wypranym z emocji. Uśmiechnął się lekko.
-Chodzi Ci o taką niską,kruchą blondynkę z niebieskimi oczami?-zapytał spokojnie,a mnie kurwica wzięła.
-Gdzie ona jest?!-krzyknęłam wściekła.
-Niech pomyślę...-udawał,że się zastanawia. Zaczęłam się szarpać z liną i krzesłem wściekła.
-Gdzie ona jest do kurwy nędzy?!!-wrzasnęłam wściekła. Miałam ochotę go walnąć patelnią.
-Daleko-odpowiedział z uśmieszkiem i wyszedł. Dość tego!






                              *******************************************
Miał być dłuższy,ale jakoś mi nie wyszło. Wiem,zshrzaniłam rozdział. Przepraszam! Komentujcie!




                                                                                                           Marzycielka Zapomnienia.


















poniedziałek, 9 czerwca 2014

czwartek, 5 czerwca 2014

Rozdział 15.

Weszliśmy do Pokoju Tajemnic i usiedliśmy na podłodze. Pytania były związane z rodziną,przyjaciółmi spoza szkoły i siebie.
-Pytanie czy wyzwanie?-zapytał Fred,kiedy ta głupia butelka zatrzymała się przy mnie.
-Wyzwanie-odpowiedziałam pół przytomnie.
-Włazisz do szafy z Dimitrim-oznajmił.
-Tu nie ma szafy-zauważyłam. Tak się zaczęły poszukiwania szafy. Już zasypiałam wtulona w Iwanowa,kiedy oznajmili,że znaleźli szafę. Podnieśliśmy się i weszliśmy do szafy.
Walnęłam się do wyra i zasnęłam. Wyczerpująca ta gra.
Iwanow już czekał na nas z chłopakami pod drzwiami,wpuściłam ich i poszłam do łazienki. Wzięłam prysznic i ubrałam się. Rozczesałam włosy i wyszłam z łazienki. Granger wleciała jak wicher do zwolnionej łazienki. Ziewnęłam i przeciągnęłam się.
-Nigdy więcej nie zagram z Wami w nocy w butelkę-oznajmiłam . Zaśmiali się i wyszliśmy z pokoju. Mijaliśmy nieznajome twarze uczniów,którzy się nam przyglądali.
-Czy tylko ja nie kojarzę tych uczniów?-zapytałam reszty.
-Za cholerę ich nie kojarzę. Praktycznie wszystkim zrobiliśmy żarty-potwierdził moje przypuszczenia George.
-Pamiętasz może,wczorajsze wyzwanie?-zapytałam,kiedy zobaczyłam na horyzoncie Snape'a-No to powodzenia-mruknęłam i popchnęłam go w stronę profesora. To będzie piękne. Mina profesorka była bezcenna. Zwijaliśmy się ze śmiechu z dobre dwadzieścia minut.
-Ale te schody brudne-powiedział Dimitri. Za nim zmaterializował się profesor.
-Skoro tak uważasz to je umyjesz-oznajmił. Iwanow posłał mi błagalne spojrzenie.
-Ale nie zdążymy na śniadanie-zaprotestowałam. Skończyło się na tym,że nasza ósemka dostała mopy i wiadra z wodą-Mogłam siedzieć cicho-westchnęłam i wylałam wodę na kilkanaście schodów i jakąś drobną blondynkę o niebieskich oczach-Przepraszam!-pisnęłam i podbiegłam do niej.
-Nic się nie stało-powiedziała. Uśmiechnęłam się do niej miło,co odwzajemniła.
-Jestem Clary Hell-przedstawiłam się i wyciągnęłam rękę w jej stronę.
-Luna Lovegood-uścisnęła mi rękę-Powodzenia w myciu schodów-powiedziała.
-Do zobaczenia na Mugoloznawstwie-mruknęłam za nią. Ona poszła się przebrać,a ja zaczęłam czyścić schody. Snape podzielił nas na cztery dwuosobowe grupy. Obiecał,że po lekcjach wyczyścimy wszystkie inne schody. Usłyszałam huk z dołu i popatrzyłam w stronę hałasu. Iwanow wywinął pięknego orła. Zaśmiałam się i wróciłam do czyszczenia schodów. Po pół godzinnej męczarni schody,aż błyszczały czystością. Odnieśliśmy mopy i wiadra do schowka i weszliśmy do Wielkiej Sali. Mamy jeszcze dziesięć minut na zjedzenie śniadania i na lekcje. Nareszcie wynieśli stół,przy którym zawsze siedzieliśmy-cała nasza drużyna. Teraz siedzimy z innymi uczniami Gryffindoru. Zdziwiło mnie to,że koło nas został dodany jeszcze jeden stół-taki jak reszta. Siedzieli przy nim tajemniczy chłopacy i dwie dziewczyny. Zaczęłam szukać wzrokiem Harrego,Rona,Hermionę,Freda,Georga i Austina. Harry się nade mną zlitował i wstał z ich kryjówki. Uśmiechnęłam się i razem z Iwanowem usiedliśmy koło nich.
-Jakim cudem tak szybko umyliście te obrzydliwe schody?-zapytałam ciekawa.
-Trzeba mieć do tego talent albo różdżkę. My mieliśmy to drugie-odpowiedział dumny Black. Walnęłam się z otwartej ręki w czoło. Ja i moja głupota...
-Trzeba być mną,żeby nie wpaść na taki banalny pomysł-westchnęłam,czym rozśmieszyłam przyjaciół i nie tylko...Odwróciłam się i zobaczyłam uśmiechniętego bruneta. Prychnęłam i wróciłam do rozmowy z przyjaciółmi. Po zjedzeniu śniadania,zawołał mnie Moody. Zawołał. Tsa. On po prostu wrzasnął,tak,że o mało nie spadłam z ławki. Wstałam i podeszłam do końca naszego stołu.
-Czego się tak grzesz?-zapytałam na wstępie,siadając obok kapitana drużyny.
-Dziś po obiedzie jest trening-odpowiedział.
-I po to drzesz jadaczkę,zamiast jak cywilizowany człowiek podejść?-zapytałam,a on lekko poczerwieniał ze złości. Nadal lubię go denerwować,ma taki fajny głos jak się porządnie wścieknie...
-Tak,tylko po to-odpowiedział,kiedy policzył do dziesięciu. Wywróciłam oczami i wróciłam do tych debili,niemal w podskokach i z bananem na twarzy. Usiadłam obok Iwanowa i Pottera.
-Czego się tak szczerzysz?-zapytał Fred-Po obiedzie ciąg dalszy mycia schodów-przypomniał mi. Mój uśmiech powiększył się jeszcze bardziej.
-Zaraz po obiedzie mamy trening i nie będziemy bawić się w sprzątaczki-oznajmiłam. Bliźniacy zaczęli piszczeć i skakać na ławce,na przeciwko. Śpiewali "Oł jee Snape może nam podskoczyć!!" i inne wymyślone piosenki. My jak to my przyłączyliśmy się do nich i przez śmiech śpiewaliśmy z nimi. Dziś mam iść do pielęgniarki Patty,która ma mi zdjąć szwy z ramienia. Więcej powodów do radości mi nie potrzeba. Uświadomiłam sobie,że zamieniam się w Freda. Przerażające! Wstaliśmy i ruszyliśmy do wyjścia jak reszta uczniów. Splotłam swoje palce z palcami Iwanowa i ruszyliśmy pod klasę. Nie chce się chwalić ale szybko się uczę i jestem w zaawansowanej klasie z Potterem i Granger. Ron jakoś też dał radę i cała nasza czwórka chodzi do zaawansowanej klasy. Iwanow pożegnał się ze mną całusem w usta i zmył się do swojej klasy. Weszliśmy do klasy razem z profesorem "krasnalem". Jest niski,bardzo sympatyczny i dużo mówi o wybranej lekcji. Już nawet się przygotowałam,że będę sobie drzemać w najlepsze na jego lekcji,obok Pottera. Kiedy tylko usiedliśmy zaczął przedstawiać nowych uczniów. Stwierdziłam,że rozmowa z Harrym w myślach jest lepsza. Opracowywaliśmy najlepszy kawał na Bliźniaków. To będzie niezapomniany kawał. Dopracowaliśmy wszystkie szczegóły,kiedy Profesor skończył ich przedstawiać i zaczął lekcje. Już miałam zapaść w drzemkę ale Harry mnie szturchnął,przez co nie mogłam zasnąć.
-Mam nadzieję,że masz dobry powód dla którego nie mogę się zdrzemnąć-warknęłam na niego.
-Ten nowy brunet się na ciebie gapi z dobre dziesięć minut-szepnął.
-Mam w dupie kto się na mnie gapi-oznajmiłam mu cicho.
-Ale on nie odrywa od Ciebie wzroku-upierał się. Odwróciłam się do Hermiony,wcześniej sprawdzając czy Profesor pisze na tablicy.
-Zamień się miejscami,bo Harry mi spać nie daję-poprosiłam ją cicho.
-Najwyraźniej ma powody-mruknęła-Ten nowy się na Ciebie gapi jak na jakąś zwierzynę-oznajmiła.
-Ja pierdole-warknęłam do siebie i odwróciłam się przodem do tablicy. Przepisałam wszystko. Dla świętego spokoju popatrzyłam pod wskazane miejsce. Z miną pokerzysty zlustrowałam wzrokiem bruneta,który faktycznie się gapił na mnie. Prychnęłam ale zanim wróciłam do przepisywania z tablicy,przesłałam mu przerażającą wizję śmierci. Przez resztę lekcji nie czułam na sobie jego spojrzenia. Zadowolona z siebie uśmiechnęłam się. Wyszłam równo z Harrym. Granger została z Profesorem w klasie i pytała go o jakieś rzeczy związane z tematem. Przebrałam się w strój do szermierki i weszłam na sale. Jak to bywa na tej lekcji,beształam się z Malfoy'em.
-Hell,Malfoy na matę!-krzyknął nowy wredny nauczyciel.
-Zobaczymy jak sobie teraz poradzisz-syknął w moją stronę blondyn. Wzięłam to coś zwane bronią i weszłam na matę. Stanęłam przed pewnym siebie blondynem. Bez trudu odparowałam ciosy w nogi i sama zaczęłam atakować. Po chwili blondyn leżał na macie,pokonany.
-I co teraz,blondyneczku?-zadrwiłam z niego. Wściekły wstał błyskawicznie i zaczął mnie atakować. Szkoda tylko,że ja władanie mieczem czy podobnymi rzeczami mam we krwi...Po kilku porażkach,po których się nie poddał podcięłam go jednym ruchem i przyłożyłam szpadę do jego gardła.
-Potter,Hell,Granger i Weasley do dyrektora!-rozkazała Profesor McGonagall. Rzuciłam szpadę i ruszyłam z przyjaciółmi do dyrektora. Po drodze dołączyli jeszcze Bliźniacy,Black i Iwanow,który przewiesił mnie sobie przez ramię. Zaśmiałam się. Podróż do gabinetu dyrektora była szybka. Weszliśmy i dopiero teraz Iwanow mnie postawił,ale objął ręką w talli i przyciągnął do siebie.
-Zapewne zastanawiacie się czemu wezwałem Was wszystkich?-zapytał Dumbledore na co przytaknęliśmy mu wszyscy-Voldemord może powstać silniejszy. Musicie zniszczyć horkruksy. Jest ich dziesięć. Są w różnych rzeczach i miejscach. Tylko Wy możecie je znaleźć i zniszczyć. Jeśli Voldemort powróci to nie będzie taki silny jak dawniej. Dostaniecie trzy wykrywacze horkruksów. Macie pięć miesięcy na znalezienie wszystkich. To mało czasu ale Wy sobie poradzicie,bo łączy Was przyjaźń i wspaniała miłość-kiedy wymawiał ostanie słowo spojrzał na mnie i na Granger. Była lekko czerwona jak ja. Skąd on to wie? Dostałam niebieski kryształ zawieszony na naszyjniku. Kryształ był ciemny,prawie granatowy. Hermiona też dostała taki sam. Ron dostał żenień z pokruszonym kryształem. Włożyłam "naszyjnik" na szyję,tak jak reszta-Kiedy kryształy będą prawie białe,oznacza,że jesteście przy horkruksie,a jeśli będą delikatnie piekły znaczy,że jesteście zagrożeni. Będę Was usprawiedliwiał,jakbyście nie zdążyli na lekcję. A teraz zmykajcie-powiedział. Wyszliśmy i ustaliliśmy grupy. Ja i Iwanow pierwsza. Hermiona i bliźniacy druga grupa. Ron,Harry i Austin trzecia. Poszukiwania zaczniemy już dzisiaj w nocy. Pojutrze bal przebierańców. Mam już pewną kreację ale nikomu o tym nie mówiłam. Chce widzieć jak im gęby czyszczą podłogę. Zdążyliśmy na nasze lekcje...
Weszłam do Wielkiej Sali razem z Iwanowem i Potterem. Chyba mam jednak jakieś uczucia,bo czuję motylki w brzuchu jak widzę Dimitrija,jak się z nim wymieniam śliną też. To się chyba nazywa miłość. Szłam z nim za rękę do stolika. Nawet jak usiedliśmy przy stolę to nie puszczaliśmy swoich rąk. Wisiały pod stołem. Jakoś jadłam lewą ręką. Zjedliśmy szybko obiad,w dodatku pośpieszał nas James. Między kęsami jedzenia przeklinałam. Kiedy skończyliśmy James zebrał resztę drużyny,przebraliśmy się i ruszyliśmy na boisko.
-Zapomniałam miotły z Sali-oznajmiłam i walnęłam się z otwartej ręki w czoło. Iwanow puścił moją rękę,a ja sprintem pobiegłam do Wielkiej Sali. Kiedy wbiegłam do Sali wszyscy sobie gadali,tylko stół Drakonów ucichł i obserwował mnie. Z lekkim poślizgiem zatrzymałam się koło Hermiony i Rona. Wzięłam swoją własność i z miotłą w ręce wyleciałam jak strzała z Sali. Pięć minut później zziajana wbiegłam na boisko. Rozgrzewkę mam za sobą. Wsiadłam na miotłę i wzbiłam się w powietrze...
Trenowałam właśnie skomplikowane uniki przed tłuczkiem posyłanym przez Bliźniaków,kiedy James mnie zawołał. Przeleciałam obok niego,bo tłuczek nadal mnie gonił. Jakimś cudem mnie doganiał...Czary. Wleciałam między gałęzie drzew i wyleciałam z drugiej strony cała w liściach. Osiągnęłam niebezpieczną szybkość,ale nie obchodziło mnie to,że jakbym teraz wleciała w drzewo albo mur zginęłabym na miejscu. Nawet się uśmiechałam lekko. Wzbiłam się w chmury. Z dołu uczniowie mogą pomyśleć,że jestem ptakiem. Tłuczek dalej za mną leciał. Zawróciłam i z zawrotną prędkością leciałam w dół. Tłuczek jak jakiś paparazzi leciał za mną. Ostatnia szansa na wyeliminowanie go. Kilka centymetrów od ziemi,wyrównałam lot. Tłuczek wbił się w ziemię. Wylądowałam...o dziwo...normalnie,obok wielkiej dziury. Ups!
-Co to do cholery było?!-wrzasnął na mnie James.
-Jestem niewinna-powiedziałam. Sprawdziłam czy nie ma kogoś w pobliżu i już miałam przestać ale usłyszałam myśl "Kurwa!"-Zaraz wracam-rzuciłam i wsiadłam na miotłę. Poleciałam w krzaki i wylądowałam przed kimś kto chce mojej śmierci. Brunet,kakaowe oczy,wysportowany i bardzo przystojny. Ten chłopak gapił się na mnie na lekcji.
-Czego Ty chcesz?!-zapytałam wkurzona. Zmrużyłam groźnie oczy,w których kryła się niema groźba.
-Twojej śmierci-odpowiedział i znikł. Nigdy nie wiedziałam,czy można kogoś zabić psychicznie,ale za niedługo się dowiem i nawet spróbuje to zrobić,jak jeszcze raz coś takiego zrobi. Ten chłopak jest głupi. Odwróciłam się i wsiadłam na miotłę. Gdy na nią wsiadam,wszystko przestaje istnieć. Jestem tylko ja,miotła i niebo. James zrobił,krótką przerwę. Razem z Harrym i Iwanowem poszliśmy do Patty. Nie powiem im co się dokładnie stało chyba,że to się powtórzy. Pielęgniarka ściągnęła szwy z mojego przedramienia i przejechała wacikiem,na który wylała jakieś zioła i przetarła moją bliznę,która znikła. Pisnęłam zaskoczona i popatrzyłam na wacik. Znam te zioła ale nigdy bym nie sądziła,że po nich zniknie mi blizna. Wróciliśmy na trening. James zrobił taką rozgrzewkę rozciągającą,że stawy nawet poczułam. Nigdy nie potrafiłam zrobić szpagatu,a tu proszę! Zrobiłam! Byłam tak rozciągnięta,że aż bolało mnie całe ciało. Kiedy Moody skończył rozwaliłam się na trawie i oddychałam płytko.
-Od dzisiaj będę się oficjalnie spóźniać na trening. Z pół godziny-oznajmiłam,siadając. Nigdy więcej nie będę tak ciężko ćwiczyć! Chłopaki też leżeli na trawie i stękali. Oparłam się o ramię Iwanowa,objął mnie w pasie i przyciągnął do siebie. Siedzieliśmy tak z dobrą godzinę. Chłopaki dawno się zmyli do zamku. Patrzyliśmy na zachód słońca. Wstaliśmy i ruszyliśmy do zamku. Nie wiedzieliśmy,że jesteśmy obserwowani...
Nie mogłam w nocy spać. Jeszcze godzina do spotkania. Cały czas śniły mi się koszmary. Siedziałam na parapecie i gapiłam się na księżyc w pełni. Uspokajał mnie widok księżyca jak i słońca. W nocy bardziej czułam się bezpieczniej. Granger wstała pięć minut przed czasem. Ubrała się i popatrzyła na moje łóżko.
-Clary?-zapytała lekko zdenerwowana i przestraszona.
-Jestem przy oknie-odpowiedziałam. Odwróciła się i odetchnęła z ulgą.
-Nie śpisz?
-Koszmary-odpowiedziałam i zeszłam z parapetu. Przypięłam pasek z różdżką do uda i wyszłyśmy. Pod drzwiami czekała już reszta. Ja z Iwanowem ruszyłam w stronę pokoi nauczycieli,Granger z jej grupą miała sprawdzić pokoje uczniów,a Ron miał szukać na trzecim piętrze i innych. Bezszelestnie szłam obok mojego chłopaka. Kryształ rozjaśnił się,kiedy przechodziłam obok pokoju Umbrage (różowej ropuchy). Weszłam do środka sama,a brunet pilnował drzwi. Kiedy się zbliżałam do łóżka Dolores,kryształ jaśniał. Ma horkruksa! Podeszłam do jej łóżka. Naszyjnik jest horkruksem! Skopiowałam go i wzięłam ten prawdziwy,a zostawiłam podróbę,żeby się nie kapnęła. Wyszłam z jej pokoju i razem z Iwanowem wróciliśmy na miejsce spotkania. Pokój Tajemnic. Ron,Harry i Austin już byli. Mieli jakiś pamiętnik czarny.
-Mamy następnego horkruksa-oznajmiłam. Usiedliśmy wygodnie w fotelach i czekaliśmy na Hermionę i Bliźniaków. Po godzinie wreszcie przyszli,z mapą. Dwie godziny niszczyliśmy te jebane horkruksy,ale za chuja nam nie wyszło. Wściekła wbiłam różdżkę w jebany pamiętnik Księcia Półkrwi. Horkruks się rozsypał na popiół. Zrobiłam to samo z resztą. Poskutkowało.
-Myślałam,że nigdy nie znajdziemy sposobu na rozwalenie ich-powiedziała Hermi-A wystarczył tylko wybuch Clary-dodała na co wszyscy się zaśmialiśmy. Wróciliśmy do swoich pokoi i położyliśmy się spać. Niestety ja nie mogłam usnąć,a gdy już zasnęłam śniła mi się moja śmierć na jakimś cmentarzu. Obudziłam się po piątej nad ranem i nie mogłam usnąć. Moją uwagę przykuła karteczka na mojej poduszce. Co jest do cholery?! Kawał Bliźniaków? Usiadłam i podniosłam karteczkę,była złożona na pół i podpisana moim imieniem. Otworzyłam ją. "Pożegnaj się z przyjaciółmi,bo dziś o północy umrzesz. P.S. Wyglądasz ślicznie i bezbronnie kiedy śpisz :)". To nie napisali Bliźniacy. Ich charakter pisma jest inny...Nagle mnie olśniło! To ten brunet,który mi groził,a potem znikł! Chcesz się tak bawić? Proszę bardzo! Czeka go niespodzianka,bo ja też zagram w tę grę. Przebrałam się i wyszłam z pokoju cichutko. Dermitorium Dragonów nie było jakoś pilnie strzeżone więc spokojnie mogłam sobie tam wejść. Weszłam do pokoju bruneta i zostawiłam kartkę na stoliku nocnym. "Zobaczymy. P.S. Za to Ty wyglądasz jak gówno." to zawierała kartka. Wyszłam z jego pokoju i zmyłam się do swojego pokoju. Tak przy okazji weszłam w jego umysł i dodałam coś od siebie. Mianowicie w jego śnie pojawiłam się Ja,a wokół mnie mgła.
-Nie wybieram się do grobu,ale Ty chyba chcesz wąchać kwiatki od spodu-powiedziałam. Był zszokowany i blady.
-Co?-zapytał zdezorientowany. Postanowiłam się nad nim zlitować i odpowiedzieć.
-Zostawiłeś u mnie karteczkę z groźbą. Odpowiadam na nią. Jeśli tak Ci śpieszno do grobu to spokojnie możesz wypełniać zadanie-odpowiedziałam spokojnie. Przeraziło go to.
-Skąd wiesz o moim zadaniu?-zapytał,jeszcze bardziej blady.
-Mam swoje sposoby-odpowiedziałam wymijająco-Mam nadzieję,że Twoja siostra nie patrzy na Ciebie,bo byś ją rozczarował.
-Co? Skąd wiesz o mojej siostrze?!-zapytał przerażony i wściekły zarazem.
-Tessa,tak miała na imię Twoja siostra-powiedziałam. Obok mnie zjawiła się ruda dziewczyna o zielonych oczach. Ubrana w czarną sukienkę,w której ją pochował-Wiem znacznie więcej niż myślisz-powiedziałam i zostawiłam go z martwą siostrą. Teraz jego ruch. usiadłam przy biurku i zaczęłam się uczyć na kartkówkę z Historii Magii. Zajęło mi to tylko godzinę. Wzięłam się za czytanie książki. Dwie godziny zleciały szybko. Razem z Granger wyszłyśmy z pokoju. Dojście do Wielkiej Sali zajęło nam piętnaście minut. Zostało siedem horkruksów. Weszłyśmy do Sali i poczułam kilkanaście par oczu na sobie. Dragoni obserwowali mnie. Brunet tylko sztyletował mnie wzrokiem. Usiadłam zadowolona z siebie obok Iwanowa. Pocałowałam go na powitanie i zaczęłam z nim rozmawiać o wydarzeniach z wczorajszej nocy. Po śniadaniu mieliśmy trening.
Nabawiłam się kilku siniaków. Nie moja wina,że nie umiem biegać po nierównym terenie! Ruszyłam w drogę do Patty. Człowiek sobie normalnie idzie,a tu nagle pojawia się czyjaś ręka i popycha na ścianę...Zdziwiona i zdezorientowana popatrzyłam na napastnika.
-Odwal się ode mnie!-warknęłam i spróbowałam się wyrwać,ale na marne.
-Jak pojawiłaś się w moim śnie i pokoju?-zapytał ostro.
-Jak wszedłeś do mojego pokoju i co zrobiłeś,że widziałam swoją śmierć?-odpowiedziałam pytaniem.
-Zaklęcie i drzwi-odpowiedział wymijająco.
-To czego się pytasz?-warknęłam.
-Jeszcze raz włamiesz się do mojego pokoju,albo głowy zabiję Cię przed wyznaczonym czasem-zagroził patrząc mi w oczy,puścił i odszedł w swoją stronę. Zobaczymy czy w ogóle mnie zabijesz. Nie myśląc teleportowałam się na sam szczyt zamku i położyłam na dachu. Obserwowałam jak chmury zmieniają kształty. Siedziałam tak bardzo długo,aż pojawiły się gwiazdy i księżyc. Wróciłam do swojego pokoju i położyłam się do łóżka. Zasnęłam od razu.
Obudziłam się po piętnastej. Dziś bal o siedemnastej. Dwie godziny! Wzięłam moją sukienkę,buty i maskę. Weszłam do łazienki. Wzięłam długi prysznic. Pomalowałam powieki niebieskim cieniem,rzęsy tuszem i kredką zrobiłam kreski pod oczami. Ubrałam błękitną długą suknie z kokardkami,trampki czarne oraz błękitną maskę. Wyszłam z łazienki i popatrzyłam na godzinę. 16:50. Do naszego pokoju przyszli Iwanow i Ron. Granger była ubrana w różową sukienkę i wyglądała uroczo. Iwanow podszedł do mnie ubrany w garnitur i pocałował mnie w usta. Wyszliśmy we czwórkę i po piętnastu minutach weszliśmy do Wielkiej Sali. Pod ścianami były stoliki. Środek Sali zajmowały tańczące pary. Zajęliśmy miejsce przy stoliku Pottera.
-Teraz jestem Aria-oznajmiłam im. Pogadaliśmy trochę i poszłam zatańczyć z Harrym. Co jakiś czas mnie deptał. W połowie piosenki Malfoy zrobił "odbijanego". Moje stopy mogły odpocząć od deptania,ale byłam zdziwiona.
-Czemu zachciałeś ze mną tańczyć?-zapytałam. Łatwiej byłoby mi wejść do jego umysłu ale nie zamierzałam tam wchodzić.
-Nie chciałem,żeby Potter Cię zadeptał na śmierć-odpowiedział.
-Aha-mruknęłam,bo mnie zatkało.
-Co taka piękna i urocza osoba jak Ty,robi z takim łamagą jak on?-zapytał zaciekawiony.
-Zaprosił mnie,więc jestem-skłamałam. Zaśmiał się.
-Nie chciałabyś zmienić towarzystwa?-zapytał,przyglądając się mojej twarzy. Teraz to flirtujesz? Wcześniej to jakoś Cię do tego nie ciągnęło.
-Odpowiadam mi moje towarzystwo-odpowiedziałam.
uratowały mnie dziewczyny,"porywając" do "łazienki".
-Dzięki dziewczyny. Uratowałyście mnie od tego idioty-powiedziałam.
Vanessa Wayland. Gryfonka.
-Nie wdać było,że Cię męczy-mruknęła Vanessa.
-To pewnie przez maskę-stwierdziłam.
-Gdzieś w piwnicy jest horkruks-oznajmiła Granger. Tam właśnie poszłyśmy. Dziewczyny o mało się nie pozabijały na śliskich schodach. Dobrze,że ja ubrałam trampki!
Ciemno,zimno,brudno i dużo miejsca tak wygląda piwnica. Kilka lamp oświetla to miejsce. O mało nie wpadłyśmy na Śmierciożerców...Jak oni się tu znaleźli?! Cofnęłyśmy się kilka kroków do tyłu.
-Jakiś pomysł?-zapytała przerażona Vanessa.
-Jeden-odpowiedziałam. Złapałam dziewczyny za ręce i teleportowałam przed drzwi do wielkiej sali. Odetchnęłyśmy z ulgą. Ale to dopiero początek co Nas czeka...

                               ***Pół roku później***
Wakacje minęły Nam szybko. Za szybko. Zniszczyliśmy wszystkie horkruksy na początku wakacji. Cieszyliśmy się z życia. Nadal chodzę z Dimitrim. Wiele się zmieniło. Ron chodzi z Hermioną i tworzą piękną parę. Vanessa chodzi z Blackiem. Bliźniacy dalej są żartownisiami i nadal są wolni. Luna też dołączyła do naszej paczki. Po części stałam się taka jak oni. Razem robimy głupie żarty. Czasami nawzajem sobie.
-No chodź,bo pociąg nam odjedzie!-krzyknął Black. Całą naszą grupą zaczęliśmy biec do pociągu. Zdążyliśmy w samą porę. Wpakowaliśmy się do wolnego przedziału. Było tylko sześć miejsc,a nas dziewięcioro. Usiadłam na kolanach Iwanowa. Hermi na kolanach Rona,a Weyland na kolanach Blacka i Luna na kolanach Harrego. Połowę drogi tak siedzieliśmy,aż pani McGonagall nie zabrała mnie,Harrego i Rona do innego przedziału. Weszliśmy do przedziału...Malfoy'a.
-Macie tu zostać,aż nie dojedziemy do Hogwartu-oznajmiła i wyszła.
-Uważaj,bo Cię kurwa posłucham-warknęłam.
-Siadaj na dupie Hell-rozkazał blondyn.
Triest Hoste. Dragon.
-Nie mam zamiaru Cię słuchać imbecylu-syknęłam i wyszłam z przedziału. Wpadłam prosto na
bruneta,który mi groził kiedyś. Podniosłam się z ziemi i otrzepałam ubrania.
-Uważaj,Hoste-warknęłam i wyminęłam go. Po pięciu minutach o mało nie wpadłam na Snape'a.
Oczywiście umieścił mnie w jakimś przedziale i zagroził,że jak wyjdę z wagonu to będę miała szlaban przez miesiąc. Mówił o drzwiach,nie wspominał nic o oknie. Tak więc wyszłam oknem. Jakoś weszłam na dach pociągu,chodź nie było to wcale takie proste jak pokazują w filmach. Wstałam i od razu się zachwiałam.
-Zachciało mi się wychodzenia oknem z przedziału-mruknęłam pod nosem do siebie. Usłyszałam śmiech za sobą. Przestraszona odwróciłam się i od razu cofnęłam kilka kroków. Śmierciożerca. Wyciągnęłam różdżkę błyskawicznie.
-Nie zawaham się jej użyć,jeśli podejdziesz!-krzyknęłam. na filmach działa,ale w życiu nie koniecznie. Brunet zaśmiał się z moich słów i zaczął się zbliżać. Cofałam się i potknęłam. Teleportowałam się na drugi wagon. Poczułam lekki ból pomiędzy łopatkami. O ja głupia! Odwróciłam się przodem do blond włosego śmierciożercy. Jego włosy,aż się prosiły o obcięcie. Najbardziej przeraziło mnie kto biegł w naszą stronę. Potter. Od razu zesztywniałam. Różdżka o mało mi z ręki nie wyleciała. Myśl! Przed oczami mignęły mi obrazy jak mogłabym unieszkodliwić napastnika.

Jece Hoste. Śmierciożerca.
-Nie bój się zabiję Cię szybko-szepnął mi do ucha blondyn.
 -Ale Ciebie będzie-powiedziałam.
Kopnęłam go z kolanka w kroczę,a potem skosiłam i wykopałam mu z ręki różdżkę. Podbiegłam do Harrego.
-Co Ty tu robisz?-zapytaliśmy w tym samym momencie.
-Wyszłam przez okno,bo przez drzwi nie mogłam i spotkałam ich-odpowiedziałam.
-Poczułem,że masz kłopoty i wyszedłem oknem z przedziału-odpowiedział. Odwróciłam głowę do tyłu i zobaczyłam,że brunet i blondyn idą w naszą stronę wściekli.
-Pora stąd spadać-stwierdziłam i dotknęłam ramienia Pottera. Teleportowałam nas do przedziału,gdzie reszta się śmiała. Opowiedzieliśmy im o spotkaniu Śmierciożerców na dachu. Kiedy skończyliśmy,pociąg się zatrzymał. Wzięliśmy nasze walizki i jako pierwsi wyszliśmy z pociągu. Wsiedliśmy do powozów,które ciągnęły białe konie. Oczywiście podzieliliśmy się na dwie grupy. Ja,Vanessa,Hermiona i Luna w jednym. Chłopaki w następnym. Gadałyśmy o różnych głupotach,aż temat zszedł na chłopaków. Śmiałyśmy się jak głupie z mojego przejęzyczenia.
Wysiadłyśmy z walizkami i ruszyłyśmy do naszego wspólnego pokoju. Będziemy mieszkać w cztery. Rzuciłam się na łóżko pod oknem. Obok mojego łóżka było kolejne,które zajęła Luna. Hermi i Vani zajęły łóżka pod ścianą. Jedna łazienka na cztery dziewczyny. Może się nie pozabijamy. Wzięłam prysznic,ubrałam się,rozczesałam włosy i wyszłam z łazienki. Rozpakowałam się,kiedy dziewczyny kolejno wchodziły do łazienki. Wyszłyśmy z pokoju i ruszyłyśmy do wielkiej sali.
Niestety musiałam usiąść obok James'a. Obgadaliśmy moje rewolucje na miotle. Za godzinę mamy mieć trening. A myślałam,że sobie potańczę. Kiedy skończył gadać,kiwnęłam głową,że rozumiem i poszłam do przyjaciół.
Alec Lingwood.
Piłam sobie spokojnie herbatę,kiedy tiarę włożył Śmierciożerca. Zakrztusiłam się. Iwanow poklepał mnie lekko po plecach. Kiedy mi przeszło Jece,bo tak ma na imię usiadł koło Malfoy'a. Ten drugi ślinił się do dziewczyny,która siedziała przed nim. Zaśmiałam się cicho i dalej uważnie słuchałam Triady Przydziału oraz profesor McGonagall. Nie zdziwiło mnie to zbytnio jak Drugi Śmierciożerca trafił do Slytherinu. Kilku jedenastoletnich dzieci trafiło do nas,pęcioro do Dragonów,kilkudo Ślizgonów i innych rodów. Moody,bo był prefektem po obiedzie oprowadzał po zamku dzieci.
-Mamy zaraz trening-oznajmiłam,pijąc sok.
-Za co?!-jęknął Fred.
-Nie narzekajcie,bo nie jesteście Szukającym-poradziłam-Ja powinnam narzekać i jęczeć,bo będę miała codziennie treningi i to ciężkie-powiedziałam-Jest jeden plus tego. Będę mogła dowolnie wkurwiać Moody'ego-stwierdziłam ucieszona.
Przebrałam się w mój strój na treningi,wzięłam miotłę i poszłam na trening. James'a jeszcze nie było więc zrobiliśmy lekką rozgrzewkę i wsiedliśmy na miotły. Po zrobieniu dokładnie tego co zażądał kapitan drużyny. Wylądowałam na trawie,koło Freda. Zaczął robić jakieś dziwne ruchy. Najpierw zmarszczyłam brwi,a potem wybuchłam śmiechem.
-Co Ty robisz?-zapytałam przez śmiech.
-Tańczę-odpowiedział. Zaczęłam się śmiać jeszcze głośniej.
-Tańczyć? Ty to nazywasz tańcem?-zapytałam,kiedy przestałam się śmiać.
-Tak-przytaknął-Pokaż jak Ty tańczysz,śmieszko-poprosił. Położyłam miotłę na mokrej trawie...Tak,zaczął padać deszcz,a Ci na miotłach jeszcze nawet w połowie nie są swoich ćwiczeń. Tak więc pokazałam mu co to znaczy tańczyć. Co z tego,że padało? Tak jakoś wyszło,że zrobiliśmy bitwę na taniec. Ja hip-hop. On inny taniec. Po godzinie padał z nóg,a ja dopiero się rozkręciłam. Rozłożyłam go na łopatki,więc z pomocą przybył George. Śmialiśmy się w trójkę i tańczyliśmy jednocześnie. Kiedy skończyliśmy swoje wygłupy,z trybun rozniosły się oklaski i gwizdy uznania. Lekko zdziwieni,ukłoniliśmy się przed naszą publicznością. Luna,Vanessa i Hermiona patrzyły w naszą stronę uśmiechnięte i zdziwione. Wyczuwam dużo pytań. Razem z Bliźniakami wycofaliśmy się do reszty,w powietrze. Cali mokrzy,zmęczeni i roześmiani wylądowaliśmy na trawie. Trochę zbyt ślisko jak dla mnie,więc po dwóch krokach wylądowałam na tyłku. Zaśmiałam się razem z Potterem,Fredem i George'em. Pomogli mi wstać i ruszyliśmy powoli do szkoły. Na korytarzu zostawały ślady wody więc,ślizgając się przyśpieszyliśmy. Gdy zobaczyliśmy na końcu korytarza woźnego,ruszyliśmy biegiem. Pokonaliśmy jakoś schody,choć nie było łatwo. Wbiegłam do pokoju zdyszana i cała mokra. Przebrałam się w piżamę i usiadłam po turecku na łóżku.
-Czemu nie powiedziałaś,że tańczysz?-zapytała Granger.
-Bo nie tańczę. Tańczyłam w przeszłości-odpowiedziałam. Odpowiedziałam na wiele pytań i zmęczona usnęłam.
Obudziłam się w nocy. Po trzeciej w nocy,z powodu hałasu z korytarza. Wzięłam różdżkę i niewiele myśląc wyszłam na korytarz. Jedna zbroja rozsypała się na podłodze.
-Reparo-powiedziałam i skierowałam różdżkę w stronę rozwalonej zbroi. Zbroja zaczęła się składać do kupy. Po chwili stała na swoim miejscu taka jak dawniej. Uśmiechnęłam się zadowolona z zaklęcia. Odwróciłam się na pięcie i weszłam do pokoju,który dzieliłam z dziewczynami. Rzuciłam się na moje łóżko i zasnęłam.
Obudziłam się o szóstej. Wzięłam jakieś ubrania i weszłam do łazienki ledwie przytomna. Wzięłam lodowaty prysznic i od razu się ożywiłam. Ubrałam się i wyszłam z łazienki. Po mnie weszła Luna.
Rozczesałam włosy i wzięłam do ręki książkę oprawioną w białą skórę. Nikt nie mógł widzieć nazwy ani liter,oprócz mnie. Jak ktoś ją otwierał widział przeróżne napisane bajki,to tylko przykrywka. Książka nosiła nazwę "Tajemnica". Książka napisana przez moją mamę. Nie odważyłam się jej czytać. Potrafiłam godzinami patrzeć na książkę,ale jej nie otwierać. Dochodziła ósma,więc wstałam z łóżka i razem z dziewczynami wyszłam z pokoju.
Do Wielkiej Sali dotarłyśmy po dziesięciu minutach. Gadałyśmy o kwiatkach. Takie tam pseudo na chłopaków,żeby nie wiedzieli,że o nich gadamy. Usiadłam obok Iwanowa i Granger. Dimitry mnie nawet nie zauważył. Wpatrywał się w blondynkę,która siedziała kilka miejsc od nas na prawo. Pewnie jego przyjaciółka. Wciągnęłam się w rozmowę z Granger i Luną. Patrzyły na mnie współczująco. Nic nie rozumiejąc weszłam do umysłu Miony. Czy wszyscy dookoła wiedzą o...










                   *************************************************************
Hej! Mam w nosie czy nie komentujecie. Chociaż jest mi przykro z tego powodu :(. Wena mnie odwiedziła i powstał długi i chaotyczny rozdział. Jak czegoś nie kumacie,napiszcie pytanie w komentarzu,a na pewno odpowiem. Podoba się Wam rozdział? (Spokojnie i tak wiem,że nie). Dziękuję za 656 wejść! Mam nadzieję,że będzie ich więcej...Podobno nadzieja matką głupich...Heh. Jak myślicie,o co chodzi Clary? Od teraz będę tak ucinać rozdziały.











poniedziałek, 2 czerwca 2014

Rozdział 14!

 -Avada Kedavra!-krzyknął zamaskowany Śmierciożerca,mierząc różdżką w Hermione. W ostatniej chwili ją zasłoniłam własnym ciałem. Zielony promień uderzył we mnie,nie w nią. Upadłam na ziemię,ledwo oddychając. Hermiona zaczęła coś krzyczeć do mnie ale jej nie słyszałam.-Oni już tu idą-oznajmiłam jej cichym szeptem-Stary Malfoy'a to Śmierciożerca-powiedziałam jej i poddałam się ciemności. Tylko szczęście może uratować Wam przed śmiercią usłyszałam głos profesora Snape'a.
                                                                     ****
 Po chwili ktoś unieruchomił Śmierciożerców. Profesor McGonagall
odciągnęła mnie od ciała brunetki.
-Ona...mnie...uratowała-wychlipiała Hermiona,płacząc. Wiedziała,że to nie pomoże jej przyjaciółce,ożyć. Dyrektor Dumbledore sprawdzał czy Clarissa żyje. Jej klatka piersiowa unosiła się minimalnie i opadała. Oddychała z trudem,walcząc o następny oddech. Zanieśli ją do skrzydła szpitalnego i oddali pod opiekę Patty. Robiła co mogła,żeby tylko pomóc brunetce. Po kilku godzinach wszystko zależało od niej. Czy przeżyje czy umrze. To było bardzo dobre co zrobiła,byleby Granger przeżyła.
                                                                        ****
Kiedy tylko dyrektor Dumbledore wstał,w Wielkiej Sali zrobiło się cicho.
-W nocy jedna z uczennic Clarissa Hell uratowała Hermione przed śmiercią z różdżki Śmierciożercy. W ten sposób to ona dostała śmiercionośnym zaklęciem i teraz walczy o życie. To bardzo honorowe z jej strony. Przez najbliższy tydzień nie będzie lekcji-oznajmił poważnie siwowłosy dyrektor. W sali panowała cisza. Jedynie Hermiona płakała w ramię swojego przyjaciela Rona.
Hermiona Granger.
 Wszyscy byli,zdziwieni i smutni z tego powodu,że ich koleżanka leży na pograniczu życia i śmierci. Kilka uczennic się rozpłakało...
 Tydzień minął szybko,ale był udręką. Hermiona,Harry i Ron cały czas czuwali przy szpitalnym łóżku brunetki,aż się ocknie. Niestety,nic na to nie wskazywało,żeby w najbliższym czasie się obudziła. Była blada,pod oczami były czerwone wory,jakby płakała. Powoli zamieniały się w sine. Usta jej zbladły. Była zimna. Jedyne co wskazywało,że jeszcze żyła to niemiarowo unosząca się klatka piersiowa. Jedyny znak,że żyje...
                                                             ****
Ciemność nareszcie sobie poszła. Otworzyłam oczy i wzięłam głęboki oddech. Moje płuca. Widziałam wszystko jak przez mgłę. Zamrugałam i wpatrywałam się tępo w sufit. Po jakimś czasie przyszli moi przyjaciele. Wyściskali mnie,a Hermiona ze szczęścia,aż się popłakała.
-Jak się czujesz?-zapytał Potter.
-W miarę dobrze-odpowiedziałam-Ile "spałam"?-zapytałam ciekawa.
-Równy miesiąc-odpowiedziała Hermi.
-O ja pierdole-mruknęłam.
-Nawet najpotężniejsze zaklęcie Cię nie zmieniło-stwierdził Ron szczerząc się. Zaśmialiśmy się wszyscy.
-Muszę nadrobić czas. Przyniesiecie mi tu wszystkie podręczniki?-zapytałam.
-Pewnie!-odpowiedział Potter i zniknął za drzwiami z Ronem.
-Miałaś rację co do ojca Malfoy'a-oznajmiła brunetka.
-Wiem-westchnęłam-Coś się zmieniło w szkole?-zapytałam zmieniając temat.
-Dużo. Opiekę nad zwierzętami mamy z Hagridem. Jest jeszcze kilku aurorów w szkole. Pilnują jej przed Śmierciożercami. Uczymy się obrony,ucieczki i ataku na lekcji Spane'a-odpowiedziała.
-W następnym tygodniu mnie wypuszczą-oznajmiłam z uśmiechem.
-To dobrze-powiedziała Hermi. Pogadałyśmy jeszcze trochę,chłopaki przynieśli mi książki i musieli iść. Przez większość czasu uczyłam się zaklęć. To najbardziej mi się przyda.
Ubrałam się w strój szkolny i z książkami udałam się do Wielkiej Sali. Po wielu namowach Patty,zgodziła się. Oczywiście nie dane mi było dojść do Sali...
Po przesłuchaniu poszłam do Wielkiej Sali. W moich żyłach jest jeszcze eliksir prawdy. Kiedy tylko weszłam do Sali,wszystkie oczy były skierowane na moją osobę,co trochę mi przeszkadzało. Usiadłam na swoim miejscu między Potterem,a Granger.
-Sorki,że tak długo ale jeszcze chcieli mnie przesłuchać-powiedziałam na wstępie.
-Przesłuchać? Po co?-zapytała zdziwiona brunetka. Już nienawidzę tego eliksiru. Jeszcze tylko kilka minut i będę mogła mówić normalnie.
-Chcieli wiedzieć co robiłam na miejscu mojego wypadku i skąd wiedziałam o tym,że ojciec Malfoy'a jest Śmierciożercą-odpowiedzialam z niesmakiem. Spokojnie wszyscy mogą wyciągać ze mnie informację jakie ich interesują.
-Skąd wiedziałaś?-zapytał Ron. Wzięłam głęboki oddech.
-Na to pytanie odpowiem tylko jak będziemy sami-oznajmiłam cicho. Tak więc po śniadaniu szliśmy do tajnego pokoju na trzecim piętrze (Zakazanym). Kiedy już byliśmy w Pokoju Życzeń opowiedziałam im o moim darze. Oczywiście sprawdzili mnie. Nauczyłam ich chronić swoje umysły. Potem pędziliśmy na lekcje z Hagridem. Małe spóźnienie. Wściekłam się na Malfoy'a,który najeżdżał na wielkoluda. Stanęłam w jego obronie i zaczęłam wyzywać go od egoistycznych dupków,lam i tego typu. Tak go zjechałam,że się zamknął. Wypadek z pamiętnej nocy nauczył nocy nauczył mnie jednej rzeczy. Nosić różdżkę przy sobie. Byłam przygotowana na atak Śmierciożerców...
Po lekcji Hagrida wróciliśmy do zamku i na korytarzu spotkałam Iwanowa. Przez jeszcze dwie minuty nie mogę kłamać,co trochę utrudnia mi życie. Więc jak się zapytał czy chcę z nim chodzić,nie mogłam skłamać. Zrobiłam się czerwona i wydukałam cichutkie tak,bo jakbym powiedziała "nie",skłamałabym,a nie mogę. Tak więc oficjalnie z nim chodzę...
Po lekcjach poszliśmy do chatki Hagrida,za pozwoleniem Dambledora. Stanęliśmy jak wryci,gdy zobaczyliśmy jak jego chatka płonie,a obok są dwoje Śmierciożerców. Otrzeźwiałam najszybciej.
-Hagrid!!!-wrzasnęłam i zaczęłam biec do płonącej chatki.
-Clary!!-pisnęła Hermiona. Zwróciłam na siebie uwagę dwóch zamaskowanych Śmierciożerców.
GrangerOttorius
-Ottorius!!-krzyknęłam,wskazując różdżką dwóch napastników. Odrzuciło ich kilka metrów i zaczęli się zwijać z bólu. Potter,Ron i Hermi zajęli się ugaszeniem ognia. Ja natomiast napastnikami. Zabrałam im różdżki i złamałam. Moje zaklęcie przestało działać.
-Drętwota!-powiedziałam. Natychmiast zdrętwieli. Nie mogą się nawet ruszyć o krok. To lepsze niż Ottorius. Nawiązałam kontakt z trzema aurorami i przekazałam wiadomość. Zjawili się po kilku sekundach. "Aresztowali" Śmierciożerców,a ja pomogłam gasić ogień. Trochę to potrwało ale naprawiliśmy chatkę Hagrida.
-Moja miotła dalej jest w krzakach?-zapytałam Hermiony.
-Tak-odpowiedziała-Gdzie idziesz?!-krzyknęła,kiedy szłam w stronę Zakazanego Lasu.
-Po miotłę!-odkrzyknęłam i szłam dalej. Potter podbiegł do mnie i razem podeszliśmy do Zakazanego Lasu. Nie mam zamiaru tam wejść. Trzymaliśmy w pogotowiu różdżki. Tak na wszelki wypadek,sprawdziłam umysłowo czy nie ma Śmierciożerców. Zesztywniałam,gdy odkryłam,że czekają na nas ukryci w lesie.
- Ekspekto Patronum!!-krzyknęłam,podnosząc rękę z różdżką. Wystrzeliła z niej niebieskawa poświata,która po kilku sekundach zamieniła się w olbrzymiego wilka. To zaklęcie mniej więcej jak tarcza. Przez chwilę będzie nas chronić.
-Co się dzieję?-zapytał zdezorientowany Potter.
-Śmierciożercy-odpowiedziałam,wyciągając lewą rękę-Do mnie,Neti*!-krzyknęłam. Coś poruszyło krzakami,a po chwili wyleciała z niej moja miotła. Złapałam ją i oboje na nią wsiedliśmy. Patronum zniknął. Mamy problem!-Expulso!!!-wrzasnęłam,kierując różdżkę prosto w ukrytych Śmierciożerców. Odbiłam nas od ziemi i z szybką prędkością zaczęłam lecieć do Hermoiny i Rona. Jakimś cudem wylądowałam po ludzku,przed nimi. Zeszłam z miotły i wepchałam na nią przerażonego Rona-Lecie do zamku!-rozkazałam. Odlecieli,a ja złapałam Granger za rękę i zaczęłam ciągnąć w stronę zamku.
-Doganiają nas!-oznajmiła brunetka,oglądając się za siebie. Zachciało im się nas gonić.
-Chodziłaś na zajęcia Snepa! Co trzeba robić,żeby uciec?-zapytałam przyśpieszając. Ledwie mogłam oddychać,przez tak duży wysiłek fizyczny jakim jest bieg po miesiącu "spania".
-Trzeba się rozdzielić!-odpowiedziała piskliwym głosem.
-My tego nie zrobimy!-oznajmiłam jej-Musisz się uspokoić!-powiedziałam,robiąc unik w prawo-Dobrze,że umiem czytać w myślach-mruknęłam pod nosem. Odwróciłam się i zatrzymałam-Immobilus!!-krzyknęłam,kierując różdżką w stronę Śmierciożerców. Zaklęcie spowolniło ich wystarczająco,byśmy mogły wbiec na teren zamku.
-Serpensorita!!-krzyknęła Hermi. Wyczarowała węża. Ruszyłyśmy biegiem do zamku. Wkurzyłam się i teleportowałam nas do zamku. Czary ochronne wpuściły nas do niego i wylądowałyśmy w Wielkiej Sali,w której było zebranie nauczycieli i aurorów. Wylądowałyśmy na podłodze. Gleba z klasą. Sapnęłam i wstałam. Otrzepałam ubranie z kurzu.
-Następnym razem muszę się bardziej postarać-mruknęłam do siebie. Pomogłam wstać Granger.
-Co Wy tu robicie?-zapytał jeden z aurowów. Mają trudne imiona,więc je zapomniałam.
-Uciekałyśmy przed Śmierciożercami-odpowiedziałam,zginając się w pół. Kolka gigant,mnie złapała.
-Nie możliwe! Przecież aresztowaliśmy tamtych dwóch-powiedział czarnowłosy mężczyzna.
-Ukryli się w lesie-sapnęłam.
-To jakim cudem ich zobaczyłaś?-zapytał Snape.
-Wyczułam ich-odpowiedziałam wymijająco. O moim darze wiedzieli tylko aurorzy i Dumbledore. I tak ma zostać.
-Musimy przeczesać cały las-stwierdził czarnowłosy mężczyzna. Darius czy jakoś tak.
-Zgadzam się z całą pewnością z Dariusem-potwierdził Dumbledore.
-Niech dziewczyna odpocznie trochę,a później nam pomoże-powiedział niski facet.
-Ona?-zdumiał się Snape. Weszłam do jego umysłu. Mam złe przeczucia,które się potwierdziły. Popatrzyłam na dyrektora Dumbledora. Żeby móc rozmawiać,z kimś muszę nawiązać kontakt wzrokowy. "Profesor Snape to Książę Półkrwi,cokolwiek to znaczy. Ma znamię na plecach" przesłałam mu myśl. Wytrzeszczył oczy,zdumiony.
-Odpocznij Clarisso,a później pomożesz aurorom-powiedział.
-Dobrze-mruknęłam i razem z Hermi wyszłyśmy z Sali...
Przespałam się trochę i nabrałam sił. Zaklęcia,bieg,teleportowanie,wchodzenie w czyjś umysł i wiadomość dla Dumbledora,trochę mnie zmęczyły. Przebrałam się w biały kombinezon ochronny z herbem Gryffindoru,ubrałam buty i związałam włosy. Wyszłam z naszej wieży i skierowałam się do Wielkiej Sali. Po drodze natknęłam się na Malfoy'a.
-Bal przebierańców jest dopiero za tydzień-skomentował mój ubiór.
-Ty nie musisz mieć kostiumu-odszczekałam się nie zatrzymując.
-Ty też nie-warknął,blokując mi przejście.
-Mam ważniejsze sprawy na głowie niż kłótnie z Tobą-oznajmiłam-Z łaski swojej zejdź mi z drogi,albo użyję siły-powiedziałam.
-Tutaj jesteś Clarisso-odetchnął z ulgą Darius. Odwróciłam się do niego przodem-Wszyscy na Ciebie czekamy-dodał. Uśmiechnęłam się lekko.
-Wiem. Szłam już do Was ale Malfoy nie chce mnie przepuścić-oznajmiłam. Darius popatrzył na Malfoy'a karcacym wzrokiem.
-Draco czy przypadkiem nie powinieneś być na lekcji?-zapytał go.
-Ona też-odpowiedział wskazując na mnie palcem.
-Clarissa ma ważniejsze sprawy,niż nauka-powiedziałam mówiąc o sobie "ona".
-Co na przykład?-zadrwił blondyn.
-To już nie Twój interes-warknęłam razem z aurorem. Wściekły blondyn poszedł na lekcję. Ja z Dariusem poszłam do Wielkiej Sali. Aurorów było z trzydziestu i zdziwili się widząc mnie.
-Gdzie dokładnie Was przenieść?-zapytałam Dariusa.
-Przed Zakazany Las-odpowiedział.
-To nie będzie normalnie lądowanie-uprzedziłam ich i przeniosłam ich i siebie. Jak uprzedzałam mieliśmy twarde lądowanie. Przeszłam od razu do rzeczy. Zamknęłam oczy i zaczęłam szukać umysłów w lesie. Natrafiłam na kilka. Poinformowałam Dariusa i dwudziestu ośmiu aurorów wraz z Dariusem weszło do lasu. Musiałam się skupić,co przyszło mi łatwo. Mówiłam Dariusowi gdzie się ukrywają Śmierciożercy. Dziesięciu aurorów wróciło z dwudziestoma Śmierciożercami. Nie zwracałam na nich najmniejszej uwagi. Dalej pomagałam Dariusowi w poszukiwaniach Śmierciożerców. Po dwóch godzinach wrócili z trzydziestoma. Wysłałam jeszcze sygnał sprawdzający czy ktoś jest. Już miałam się odwrócić do aurorów i więźniów,gdy usłyszałam myśli Pottera. Wciągnęłam ze świstem powietrze przez usta. Moje źrenice wróciły do normy. Spięłam się i posłałam myśl Potterowi. Odwróciłam się przodem do Dariusa i reszty. Wszyscy na mnie patrzyli.
-Gdzie mam Was wysłać?-zapytałam z pokerową miną. Nie zamierzam się teleportować.
-Do Azkabanu-odpowiedział,przyglądając mi się badawczo. Utworzyłam z Potterem co podobnego do więzi i posyłałam mu siłę,a brałam na siebie ból i strach-Wszystko w porządku?-zapytał,widząc mów grymas na twarzy. Chciałam skłamać ale nie mogłam.
-Nic nie będzie w porządku jeśli Harry umrze-odpowiedziałam. Moje źrenice znów się rozszerzyły.
-O czym Ty mówisz? Co robisz?-zapytał zdezorientowany,kiedy zacisnęłam pieści i zrobiłam kilka kroków w stronę lasu.
-Ten idiota z brzydką gębą i bez nosa chce zabić Harrego-odpowiedziałam. Śmierciożercy warknęli,gdy zbeształam ich "Pana".
-Voldemord-szepnął Darius. Przytaknęłam.
-Spokojnie,załatwię to z Potterem-uspokoiłam go-Gotowi?-zapytałam.
Harry Potter.
-Tak-odpowiedział za nich wszystkich Darius. Kiwnęłam głową i teleportowałam ich do Azkabanu. Siebie teleportowałam do Harrego. Wstałam z ziemi i stanęłam obok Pottera,podnosząc rękę z różdżką.
-Co tu robisz?-zapytał zdziwiony moją obecnością.
-Jesteśmy przyjaciółmi,a przyjaciele sobie pomagają w takich chwilach-oznajmiłam-Twoje myśli są dość głośne-odpowiedziałam wymijająco na jego pytanie. Swoją różdżką dotknęłam różdżki Harrego. Obydwie błysnęły błękitnym światłem,zmierzając się z zielonym światłem brzydala. Po chwili on zamienił się na proch,a my oboje upadliśmy wyczerpani na ziemię.
-Czułem połowę bólu i obcą siłę-powiedział.
-Stworzyłam między nami więź,żebyś tak nie cierpiał i dodawałam Ci siły. To coś jak Ava-oznajmiłam. Po dwóch godzinach jakoś doszliśmy do zamku. Potter miał jeszcze nawet siłę mnie pchać do mojego pokoju. Już sięgałam do klamki,kiedy drzwi się otworzyły i najnormalniej w świecie poleciałam do przodu. Gratulację dla mnie! Przynajmniej miałam miękkie lądowanie.
-To się nazywa zgniecenie kogoś miłością-zażartował Iwanow. Wstałam z niego...Jak to zabrzmiało -.-
-Chyba zmiażdżenie miłością-mruknęłam. Byłam ledwie żywa,a ten mnie jeszcze głupimi żartami nęka. Rzuciłam się na fotel przy kominku. Iwanow usiadł obok mnie i gadał bez sensu,więc usnęłam...
Obudziłam się rano obolała i niekontaktująca jeszcze. Za wcześnie na to. Zerknęłam na zegar z kukułką. 7:03. Cudownie! Calutka godzina do śniadania. Dopiero po chwili skapnęłam się na kim jestem oparta. Iwanow smacznie sobie spał,a ja miałam głowę na jego ramieniu. W dodatku mnie objął. Zoś za bardzo sobie pozwala. Mój kark! Powoli wstałam i weszłam do swojego pokoju,który dzieliłam z Granger. Aktualnie jeszcze spała. Wzięłam swoje ciuchy i weszłam do łazienki. Zamknęłam się w niej. Wzięłam prysznic i ubrałam bieliznę. Przeszłam obok lustra i kątem oka zobaczyłam swoje odbicie. Zmarszczyłam brwi i podeszłam do lustra. Byłam blada,chude ręce i długie nogi niczym się nie różniły od moich wcześniejszych. Jednak kiedy popatrzyłam na swoją twarz,stłumiłam krzyk. Na moim czole była blizna,połowa pioruna. Pod oczami miałam brzydkie sińce. Jednam moją uwagę przyciągnęły oczy. Dalej były szare. Tylko z dodatkiem plamek złota. Blizne na pole było dość łatwo zakryć włosami. Ubrałam niebieski podkoszulek,czarne spodenki,buty za kostkę,"płaszcz" i nałożyłam na nos okulary przeciwsłoneczne. Normalnie jak jakiś agent! Rozczesałam włosy i wyszłam z łazienki. Hermi biegała jak oszalała po całym pokoju.
-Nie widziałaś przypadkiem moich butów?-zapytała przebiegając obok mnie.
-Sprawdź pod łóżkiem-poradziłam i zmyłam się stamtąd zanim Granger mnie staranowała. Iwanow gdzieś znikł. Podejrzewam,że poszedł do swojego pokoju. Wyszłam z wieży i skierowałam się do pokoju Rona i Harrego. Zapukałam ale odpowiedziała mi cisza. Weszłam bezceremonialnie do ich pokoju i wylałam na twarz obu oblałam lodowatą wodą. Usiedli na swoich łóżkach,przecierając mokre twarze.
Ron Weasley.
 -Jest za piętnaście ósma-oznajmiłam.
Zerwali się na równe nogi i zaczęli ubierać. Odwróciłam się tyłem do nich. Nie będę się gapić jak się przebierają. Po pięciu minutach wyszliśmy z ich pokoju. Potter też miał plamki złota w oczach jak ja. To przez tą więź.
-Lepiej będzie jeśli porozmawiamy z Dumbledorem o wczorajszych wydarzeniach-stwierdziłam.
-Masz rację-zgodził się ze mną. Po chwili spotkaliśmy panią McGonagall,która oznajmiła nam,że mamy wolny dzień.
-Muszę się opalić-mruknęłam do siebie. Weszliśmy do Wielkiej Sali. Ron lekko czerwony,Potter zamyślony.Granger też lekko czerwona,a ja ze swoim złośliwym uśmieszkiem,który posłałam Malfoyowi. Usiedliśmy przy stole i opowiedzieliśmy o wczorajszych wydarzeniach rudzielcowi i brunetce. Nagle drzwi się otworzyły,a w nich stanęła jakaś ropucha ubrana na różowo.
-Mam halucynację?-zapytałam samą siebie,gapiąc się ze zmarszczonymi brwiami-Wy też widzicie różową ropuchę na dwóch nogach?-zapytałam przyjaciół. Jestem pewna,że mam zwidy.
-Chyba to usłyszała-szepnął blady Ron.
-A jebać to!-machnęłam ręką i zabrałam się za jedzenie. Jak nie będę jeść to zaraz będę zwijać się ze śmiechu na podłodze. Los pokarał tą kobietę,zmieszaną z ropuchą. Kiedy zjadłam popatrzyłam na resztę. Gapili się na mnie-Co,kurwa?-zapytałam.
-Idziemy do dyrektora?-zapytał Potter. Kiwnęłam głową i wstałam. Zaraz za mną ciemny brunet. Ominęliśmy ropuchę i bezceremonialnie wyszliśmy z Sali. Po kilku minutach byliśmy prawie na miejscu. Pod drzwiami. Zapukaliśmy,a kiedy otworzył Dumbledore weszliśmy do środka.
-Czego chcecie dzieci?-zapytał uprzejmie. Opowiedzieliśmy mu wydarzenia z wczoraj. Kiedy ściągnęłam okulary z nosa,przyjrzał się uważnie naszym oczom.
-Jesteście teraz powiązani bardzo starą bratnią więzią Avas. Cierpicie wspólnie,dodajecie sobie sił,pomagacie,rozumiecie się bez słów...Jesteście razem niepokonani,osobno łatwiej Was zabić. Gdy jedno umiera,drugie traci część siebie-wytłumaczył nam wszystko o tej więzi. Jest naprawdę silna i nikt ani nic nie może jej złamać.
Kiedy ja się opalałam,Potter czytał książkę. Możemy sobie nawzajem czytać w myślach. Jego myśli są głośne i czytają książkę. Co chwila komentowałam opowieść. Jakaś magiczna. Nagle poczułam coś zimnego na całym ciele. Pisnęłam i wstałam z trawy jak poparzona. Bliźniaki stali z wiadrami,tak gdzie przed chwilą sobie leżałam. I tak się zaczęła nasza wojna na wodę. Kij z tym,że jest jesień. Słońce mocno przygrzewało. Tak więc,każdy lał wodą każdego. George,Fred,Ron,Hermiona,Harry,Dimitry,Austin i Ja. Śmialiśmy się,biegając po trawie i wymachując wiadrami. Na szczęście mieliśmy blisko jezioro.
-Do jeziora!-krzyknęli Bliźniacy.
-Na trzy!-krzyknął Austin. Stanęliśmy w jednej linii.
-Raz!-krzyknął Ron.
-Dwa!-krzyknęła Hermoina.
-Trzy!!!-wrzasnęliśmy wspólnie i ruszyliśmy biegiem po drewnianych deskach "mola". Jako ostatnia wskoczyłam w powietrze i po chwili wpadłam do ciepłej wody jeziora. Teraz to wszyscy jesteśmy cali mokrzy. Wypłynęłam na powierzchnie i zostałam oblana przez Blacka. Oddałam mu. Laliśmy się tak w wodzie,cały czas śmiejąc. Potem postanowiliśmy wyjść z wody,bo zrobiła się zimna. Wyszliśmy wszyscy razem. Nie obyło się bez żartów. Rozłożyliśmy duży koc. Usiadłam na kolanach Iwanowa na co oni zaczęli gwizdać i wrzeszczeć "Uuuu!" w wykonaniu chłopaków albo "Awwww" w wykonaniu Granger.
-Zamkniecie te jadaczki?-zapytałam ze śmiechem.
-Zamkniemy się jak,Wy się pocałujecie!-odpowiedział Fred. Wywróciłam oczami i pocałowałam Dimitriego. Po chwili się oderwałam i oparłam bokiem o jego klatę.
-Zagramy w butelkę!!-wrzasnął George.
-Na dworze?-zapytałam z uśmiechem. Polubiłam tych debili.
-U nas w pokoju o północy-odpowiedział. Każdy się zgodził. Posiedzieliśmy jeszcze godzinę na dworze,poszliśmy jak się trochę ściemniło. Pierwszy nowy zakaz. Nikt nie może chodzić nocą,po dworze. Nic mi nie wiadomo o zakazie chodzenia w nocy po zamku. Uwielbiam łamać zakazy! Iwanow splótł nasze palce razem i weszliśmy do zamku. Odprowadził mnie pod same drzwi do pokoju,który dzielę z Granger i zmył się do siebie. Wzięłam prysznic,ubrałam czarną koszule nocną i spodenki. Rozczesałam mokre włosy i położyłam się na łóżku.
-Clary,wstawaj!-zostałam brutalnie obudzona przez brunetkę. Otworzyłam oczy i wstałam z łóżka. Bardzo cicho wyszłyśmy na korytarz. Obie byłyśmy na bosaka i przez to szłyśmy bezszelestnie. Ja pół przytomna,ona całkowicie przytomna i czujna. Jak nas teraz złapią to z pewnością będziemy miały przejebane.








                                             ***********************************
Hej buntownicy! Czemu nie chcecie komentować? Tak trudno nawciskać kilka literek? Wyjaśnijcie,bo raczej nie jarze!
Neti-miotła Clary.
No więc tak. 13+14=27,czyli macie tyle napisać pod rozdziałem komentarzy. JEDNA OSOBA=JEDEN KOMENTARZ :]



















czwartek, 29 maja 2014

Rozdział 13.

Jakimś cudem doszłam do Wielkiej Sali i bardzo ostrożnie usiadłam na swoim miejscu. Między Potterem a Granger.
-Wyglądasz na zmęczoną i wściekłą zarazem-oznajmił Ron.
-Jakby się ktoś Ciebie głupio pytał i odpyskowywał mu złośliwie,a za to dwa razy więcej ćwiczył niż reszta to też byś tak wyglądał-warknęłam-W dodatku jestem jedyną dziewczyną w drużynie Moody'ego-dodałam. Zaśmiali się i zaczęliśmy jeść-Mam na dzisiaj dość,a jeszcze muszę iść do dyrektora-sapnęłam. Poczekałam,aż wszyscy wyjdą i wstałam. Podeszłam do dyrektora Dumbledore'a. Pogratulował mi wstąpienia do drużyny debili i dał miotłę. Minubus 1000 najlepsza i najszybsza miotła. Mogą ją mieć tylko Szukający. Za dwa tygodnie mecz. Podziękowałam za miotłę,okryłam ją szarą płachtą i poszłam do siebie...
Jak szybko potrafią zlecieć te dwa tygodnie. Zaskakujące tempo. Pierwszy tydzień leżałam sobie spokojnie w skrzydle szpitalnym,bo przyjebał mi tłuczek. Piłka wielkości mojej głowy z dużą siłą wjebała we mnie i zleciałam z miotły. Jeden minus tego. Malfoy też trafił do skrzydła szpitalnego. Był cały w siniakach i miał wstrząs mózgu. Jest też plus. Mogliśmy się wyzywać na okrągło. Pełna nienawiść. Musieli nas rozdzielić,bo jedno łóżko mnie nie powstrzymało od rzucenia się na niego z pięściami. Ja byłam w jednym końcie wielgachnego pokoju,a on w drugim. Codziennie odwiedzali mnie przyjaciele i debile z drużyny. Iwanow też raz przyszedł,ale jak mu podbiłam oko odpuścił sobie przychodzenie do mnie. Drugi tydzień się nade mną znęcali. Trzy razy więcej ćwiczeń to lekka przesada. Draco wyszedł dwa dni przed meczem,a mnie musieli pilnować,żebym przypadkiem nie zrobiła. Przebieram się oddzielnie od tych zboczeńców. Nauczyli mnie zamykać się w szatni na klucz. Związałam włosy w wysokiego kucyka i mocno zasznurowałam buty. Wyszłam z szatni w tym samym momencie co debile i ruszyliśmy na boisko z miotłami. Pierwszy wyszedł James,potem debile wyszli gęsiego. Na samym końcu ja. Jestem ich "tajną" niebezpieczną bronią. Ruszyłam przed siebie kiedy te cwele dały mi znak. Dumnie krocząc z miotłą w ręce stanęłam z pokerową twarzą przy drużynie.
-Czyżby Gryffoni znaleźli sobie Szukającego? Ależ tak! I to nie byle jakiego! Szukającą Gryffindoru jest Clarissa Hell!!-komentator był zdziwiony i radosny tak jak reszta. Strzepnęłam z mojego ramienia łapę Iwnowa. Niestety stałam koło niego.
-Macie grać czysto! Bez żadnego gryzienia,czarowania i spychania z mioteł!-oznajmiła McGonagall. Wszyscy polecieli w górę,ale ja zostałam. Kiedy wypuścili wszystkie piłki. Tłuczka,złotą małą kuleczkę ze skrzydełkami i inne duperele nadal stałam na ziemi. Zauważyłam złotą kuleczkę ze skrzydełkami i dopiero teraz wzleciałam w górę. Moim celem jest to szybkie cholerstwo ze skrzydełkami. Moim zadaniem jest złapać tą kulkę i wygramy. Przeleciałam obok grających debili. Zrobiłam szybki unik przed tłuczkiem wysłanym na mnie przez Ślizgonów Warknęłam coś pod ich adresem i ruszyłam za piłeczką. Niestety nie byłam sama. Szukający Ślizgonów też ruszył za piłeczką. Lecieliśmy ramię w ramię ale w końcu go wyprzedziłam. Liczyła się tylko ta piłeczka i nic więcej. Wyciągnęłam rękę po nią ale ta wredna mała piłeczka skręciła. Zrobiłam koziołka i ruszyłam za nią. Wleciałam między drewniane deski i w miarę je omijałam...
                                                                   ***
-Aaa!-pisnęła Hermiona widząc jak brunetka wywija koziołka.
-Spokojnie. Nic jej nie będzie-starał się ją uspokoić brunet w okularach. Brunetka uspokoiła się i obserwowała jak jej przyjaciółka wlatuje między deski,a za nią szatyn ze Ślizgonów. Co chwilę tłuczek rozwalał deski,ciskany przez Malfoya. Brunetka była tak zajęta ściganiem piłeczki,że nie zwracała uwagi na to co dzieje się dookoła niej. Tłuczek trafił ją w ramię przez co spadła z miotły i trzymała się jej tylko jedną ręką. Po chwili siedziała już na miotle i zawzięcie goniła złotą kulkę. Po jakichś dwóch godzinach zleciała z miotły i runęła prosto na ziemię. Podniosła się do klęczek i chwyciła za szyję. Potter i Granger zerwali się na równe nogi i zaczęli do niej biec. Była blada jak trup i nagle coś zalśniło w jej ręce. Oboje stanęli jak wryci i patrzyli na jej rękę.
-Gryffindor wygrywa dzięki pięknej i niebezpiecznej Clarissy Hell!!! Złapała Znicza!!! Proszę państwa co za emocje....!!-zaczął krzyczeć do mikrofonu komentator.
                                                                ***
Dusiłam się. Podniosłam się do klęczek i złapałam za gardło. Zaczęłam kaszleć. Po chwili wyciągnęłam z ust złotą skrzydlatą piłeczkę,którą prawie połknęłam. Patrzyłam na nią tępo i dopiero po chwili zorientowałam się,że to Znicz,a my wygraliśmy. Przez tą cholerną piłeczkę o mało się nie udusiłam! Po chwili wstałam i lekko się zachwiałam przez brunetkę,bo się na mnie rzuciła z przytulasem. Dołączyli też te debile jebane i stałam jak posąg w grupowym uścisku. Nie byłabym sobą gdybym tego nie skomentowała. Od razu się odsunęli i zostałam tylko w uścisku Hermi.
-Dusisz-jęknęłam,bo zabrakło mi powietrza. Oderwała się ode mnie z szerokim uśmiechem. Ślizgoni byli zawiedzeni swoim Szukającym. Nie chce się przechwalać ale Szukający jest najważniejszy z całej drużyny. Chyba przeszłam do historii. W końcu to o mało złotego Znicza nie połknęłam...
W sumie mamy wolne dziś od szkoły ale ja zamierzam pochłaniać naukę. Niech znają moją łaskawość. W końcu wpierdoliłam Malfoyowi za to,że zabrał Hermi szklaną kulę. Unikam jak ognia Iwanowa. Cwel chce zaprosić mnie na bal. Dobry powód do unikania go? Dobry. Tak więc w czasie wolnym,wślizgnęłam się do biblioteki. Harry,Ron i Hermiona też tu siedzieli i gapili się na mnie.

Jakby tego było mało. Drużyna też tu była,razem z Iwanowem. Jak błyskawica wleciałam między półki i ukryłam się za jakimś regałem. Uff. Nie zauważyli mnie. Już miałam przemknąć do Ksiąg Zakazanych,gdy wyrósł przede mną...Iwanow. Miałam ochotę uciec z krzykiem albo się rozpłakać. Jak on mnie znalazł? Popatrzyłam na swoje paznokcie. Wydawały się bardzo interesujące,bardziej niż Iwanow.
-Połowa dziewczyn się w Tobie zakochała,a Ty akurat mnie musisz prześladować?-zapytałam z wyrzutem. Roześmiał się. To nie jest zabawne! To tragiczne!
-Powinnaś być szczęśliwa,że akurat Ciebie prześladuje-odpowiedział.
-Ale nie jestem!-warknęłam-Zostaw mnie w spokoju-zażądałam i ominęłam go.
-A jak nie zostawię,to co?-zaczął się ze mną droczyć. Grr!
-To nic. Daję Ci do zrozumienia,że nie jesteś w moim typie-odpowiedziałam.
-Jestem w typie każdej-stwierdził z uśmiechem.
-A czy ja wyglądam na każdą?-zapytałam przerażająco spokojnie.
-Nie-odpowiedział.
-No to się odwal ode mnie!-warknęłam i wyminęłam go.
Na Wielką Salę szłam jak żółw. Jestem głodna jak wilka ale nie zamierzam siedzieć przy jednym stole z drużyną. Weszłam do Sali razem z Potterem. Pożegnałam się i wolniej od ślimaka szłam do stołu. Usiadłam pomiędzy bliźniakami.George'em Weasley i Fredem Weasley. Oczywiście powitali mnie po swojemu czyli poczochrali moje włosy.
-A tyle je układałam!-jęknęłam. Wyczochrałam im obu włosy,które teraz stały na wszystkie strony. Polubiłam ich. Wszyscy ucichli i odwrócili się do dyrektora Dumbledore'a.
Austin Black.
-Chciałbym powitać nowego ucznia naszej szkoły! Austina Blacka!-oznajmił i wskazał na chłopaka ręką. Został przydzielony do Griffindoru. Wywróciłam oczami. Zjadłam obiad i wstałam od stołu. Przeszłam ławkę i podeszłam do moich przyjaciół. Usiadłam obok Pottera.
-Nie będą źli,że usiadłaś z nami?-zapytał Ron.
-Zjadłam z nimi obiad. Powinno ich to cieszyć,że nic im nie dosypałam do zupy-odpowiedziałam. Zaśmiali się z mojej odpowiedzi. Zarobiłam pięć szwów na prawym przedramieniu od tłuczka. Taka znajomość jest groźna. Ja tą znajomość przetrwałam i tylko rana mi o niej przypomina.
-Ziemia do Clary!-powiedział rozbawiony Potter machając mi przed twarzą ręką.
-Hę?-mruknęłam,na co się zaśmiali.
-Kiedy masz iść na ściągnięcie szwów?-zapytała Hermi.
-Za dwa lub trzy dni-odpowiedziałam.
-Uwaga Snape tu idzie!-pisnął blady Ron. Zmiana tematu!
-Hermiona Strasznie chrapie w nocy-palnęłam pierwsze lepsze co mi wpadło do głowy.
-Ja nie chrapę!-zaprzeczyła brunetka.
-Nie,wcale-mruknęłam.
-Ciekawe czy na opiece o zwierzętach będzie pytać-zastanowił się głośno Potter. To akurat mieliśmy wspólnie.
-Ja tam to nie uważam na jej lekcjach-powiedziałam.
-A jak Cię weźmie do odpowiedzi?-zapytał Ron.
-Pierdole to-stwierdziłam.
-Słownictwo Hell!-upomniał mnie lodowaty głos. Zbyt dobrze wiem do kogo należy-Minus dziesięć punktów-dodał Snape.
-Jakby pan słyszał mnie na treningu to uszy,by panu odpadły-powiedziałam. Polazł kogoś innego upominać.
-Uwziął się na Ciebie-stwierdził Potter.
-Żeby to tylko on-mruknęłam-Założę się,że jeszcze dzisiaj mnie weźmie do odpowiedzi-stwierdziłam.
-Szkoda,że nie mamy razem lekcji-westchnęła Hermi.
-Nie martw się. Odrobimy to na Opiece Nad Zwierzętami-pocieszyłam ją. Wstaliśmy od stołu i ruszyliśmy do klas. Obrona Przed Czarną Magią. Nawet nie zdążyłam usiąść na krześle obok Pottera,bo Snape wziął mnie do tablicy. Posłałam brunetowi spojrzenie mówiące "A nie mówiłam?",ten się zaśmiał. Ten cham napisał na tablicy zadania z lekcji,o której się nie uczyliśmy. Dobrze,że przeczytałam cały podręcznik. Zrobiłam te głupie zadania i posłałam nauczycielowi triumfalny i wredny uśmiech. Usiadłam na swoim miejscu. Nauczycielowi zaczęło nie pasować usadowienie wszystkich,więc je zmienił. Zgadnijcie z kim siedzę. Z Malfoyem. Na początku nie było tak źle. Kilka wyzwisk i szturchnięć. Ale potem się zaczęło. Wylałam na jego włosy atrament. Odwdzięczył się tym samym. Tyle,że ja teraz miałam czarne włosy,a nie granatowo-zielono-różowe. Cała klasa pękała ze śmiechu. Niestety mieliśmy cztery lekcje ze Snape'em. Weszłam do Wielkiej Sali z wrednym uśmiechem i teraz już pustą butelką atramentu. Pomyślałam,że lubi też niebieski i fioletowy. Tak więc weszłam pierwsza,a zaraz za mną już nie blondyn. Cała sala ryknęła śmiechem na jego widok. Usiadłam pomiędzy bliźniakami.
Fred i George Weasley.
-To Twoja sprawka?-zapytał Fred,pokazując na Malfoya.
-Uczę się od najlepszych-przytaknęłam. Zjadłam szybko dwie bułki i o mało nie zabijając się o sznurówki usiadłam między Granger,a Potterem,który kończył opowiadać wydarzenia z ostatnich czterech godzin.
-Do twarzy Ci z czarnymi włosami-powiedział Nowy.
-Wyglądam jak Snape. Ze mną jeszcze nie jest tak tragicznie jak z tym klaunem-stwierdziłam. Zaczęliśmy się śmiać ale po chwili przestaliśmy,bo obok mnie usiadł Iwanow i Malfoy-Podobają Ci się włosy?-zapytałam złośliwie kolorowo włosego.
-Jak się nie zmyją to Cię uduszę-warknął.
-Pocieszyłabym Cię ale mi się nie chce-oznajmiłam. Klaun odszedł od naszego stolika mamrocząc pod nosem jakieś przekleństwa,za co odjęli mu punkty.
-Czego?-zapytałam chłodno Iwanowa.
-Zostaniesz moją dziewczyną?-zapytał,a ja od razu wyplułam herbatę i zaczęłam się krztusić. Kiedy z pomocą Pottera jakoś się uspokoiłam.
-Nie-odpowiedziałam śmiertelnie poważnie. Po twarzy Iwanowa wiedziałam,że łatwo się nie podda.
-Dlaczego nie?-zapytał.
-Bo nie i już!-warknęłam.
-Musisz znaleźć inne wytłumaczenie niż "bo nie" i "nie jesteś w moim typie"-powiedział. I co teraz?
-Bo Cię nie lubię-wypaliłam.
-Ale ja Cię lubię-powiedział.
-Nic mnie to nie interesuje-oznajmiłam i wyszłam z Sali.
Dobry miesiąc go unikałam albo uciekałam. A co najbardziej mnie przeraziło to to,że chyba go bardzo lubię. Właśnie uczyłam się Historii Magii,kiedy drzwi się otworzyły do mojego pokoju. Nie odrywałam oczu od książki. Jak się nie nauczę połowy podręcznika to nie zgam z SUM'ów.
-Hermi wyszła na randkę z Ronem,Harry-oznajmiłam,przewracając kartkę.
-To dobrze-powiedział Iwanow,zabierając mi książkę. Zabijałam go wzrokiem.
-Tam są drzwi-oznajmiłam,wskazując na drzwi i biorąc następną książkę do ręki. Znowu mi ją zabrał. Spokojnie,mam ich pod dostatkiem na łóżku.
-Wiem gdzie są drzwi-powiedział,zabierając mi książkę. Za szóstym razem się poddałam.
-Dobra! Czego che...-nie dokończyłam,bo mnie pocałował. Wiecie co ja zrobiłam? Oddałam go!
-To co? Mam uważać to za tak?-zapytał,patrząc na mnie badawczo kiedy się ode mnie odkleił.
-Nie!
-Tak?
-Nie!!
-Nie
-Tak!!-podniosłam głos i walnęłam się z otwartej dłoni w czoło,lewą ręką-To znaczy Nie!-już miałam go zwyzywać za to,że wziął mnie takim głupim sposobem. Pocałował mnie w usta bardzo długo i namiętnie.
-Spotkamy się na śniadaniu,skarbie-powiedział i ruszył do drzwi.
-Nie mów tak do mnie! Nie jestem Twoją dziewczyną i nigdy więcej mnie nie całuj!!-krzyknęłam wściekła.
Znałam na pamięć wszystkie książki,więc powinnam zdać sumy. Weszłam do klasy i od razu usiadłam w ławce z Malfoy'em (siedzimy tak na wszystkich lekcjach przez Snape'a). Napisałam wszystko i oddałam kartki.
Rzuciłam się na łóżko wyczerpana. Testy tak mnie zmęczyły,że od razu zasnęłam...
Obudziłam się w środku nocy,wypoczęta. Coś mi tu nie gra. A! Wiem! Nie ma Hermi. Ubrałam czarne spodnie,glany,bokserkę i skórzaną kurtkę. Wyciągnęłam miotłę z pod łóżka i otworzyłam okno balkonowe. Weszłam na miotłę i jak strzała poleciałam w stronę zakazanego lasu. Nabrałam wysokości (żeby nikt mnie nie zobaczył) i rozglądałam się za Hermi.Była centralnie tuż przy Zakazanym Lesie. Schyliłam się i ruszyłam na dół. Z lądowaniem jakoś mi nie wychodzi dlatego runęłam na trzech kolesi ubranych na czarno. Oni jedni trawę,a ja z nich wstałam.
-Chociaż raz miękkie lądowanie-powiedziałam do siebie. Podeszłam do Hermi-Co tu robisz?-zapytałam się jej.
-Dostałam sowę od Rona,że mam przyjść pod Zakazany Las,ale to była pułapka-odpowiedziała.
-Nadal jest pułapką-wtrącił jeden z trzech kolesi,na których wpadłam.
-A Ty co tutaj robisz? Jak przyszłam to smacznie spałaś-zapytała. Rozmasowałam bolący tyłek.
-Chciałam sobie polatać w nocy-odpowiedziałam sarkastycznie-Nie było Cię jak się obudziłam i stwierdziłam,że się nie uśpię jak Cię nie ma i nie chrapiesz-odpowiedziałam-Muszę się nauczyć lądować. Wstyd. Szukająca nie umie lądować,a umie się prawie udusić złotym Zniczem-mruknęłam do siebie.
-Jak wyjdziemy z tego cało to Cię nauczę-obiecała Granger. Zaczęłam szukać mojej miotły,bo wypuściłam ją jak tylko zaczęłam "lądować".
-Tego szukasz?-zapytał rozbawiony głos. Przeniosłam swoje spojrzenie z trawy na kolesia,który trzymał moją miotłę.
-Tak. Możesz mi ją już oddać-powiedziałam wyciągając rękę w jego stronę. Oni się tylko zaśmiali,a ten który trzymał moją miotłę wrzucił ją do lasu. Zacisnęłam dłonie w pięści,wściekła i już miałam się na niego rzucić z pięściami,ale przerażona Granger złapała mnie za prawe przedramię. Blizna zapiekła,a ja cicho syknęłam.
-Porąbało Cię? Jest ich trzech,a my dwie. Mają różdżki,a my nie!-powiedziała cicho. Zaśmiałam się cicho. Rozśmieszyła mnie.
-Jak myślisz,czemu Malfoy wylądował w skrzydle szpitalnym z wstrząsem mózgu i taki poobijany?-zapytałam ją. Jej źrenice się rozszerzyły.
-Ty go tak stłukłaś?-odpowiedziała pytaniem na moje pytanie. Uśmiechnęłam się.
-Strasznie niebezpiecznie chodzić w nocy po zamku jeśli ktoś ze mną zadarł-potwierdziłam.
-Ty głupia suko!-warknął zamaskowany koleś i walnął mnie w twarz. Moja ręka automatycznie,powędrowała do policzka. Cała trójka wymierzyła w nas różdżkami. Doskonale wiedziałam,że to MÓJ koniec,ale nie Granger. Wysłałam myślową wiadomość kilkum profesorom i dyrektorowi Dumbledore.
George Weasley








                                        *******************************
Hej! Jak rozdział? 13 komentarzy=następny rozdział (jak jutro napisze,to dodam. MOŻE)
MOŻECIE KOMENTOWAĆ TYLKO RAZ (CHYBA,ŻE USUWACIE SWÓJ KOMENTARZ I PISZECIE INNY). DOTYCZY TO SZCZEGÓLNIE KAROLINY NOWAK.














Granger

wtorek, 27 maja 2014

Rozdział 12.

Leciałam i leciałam...w dół. Aktualnie leciałam do Hogwartu w nowoczesny sposób. Po co? Nie mam pojęcia. Widocznie chcą mnie wykształcić na czarodzieja albo mają wojnę i w ten sposób gwarantują mi bezpieczeństwo. Zgłupieć można. Zakończyłam randkę z grawitacją i przyszła kolej na randkę z ziemią.  Wleciałam prosto na Wierzbę Bijącą. Jak mnie chlasnęła gałęzią to znalazłam się na skale.
-Zachciało im się mnie teleportować na jebaną żywą wierzbę-warknęłam do siebie i jakoś wstałam z mchu i trawy. Zakręciło mi się w głowie i zwymiotowałam za skałę. Popatrzyłam na swoje ubranie. Czarne spodenki,bokserka,kurtka skórzana,rękawiczki bez palców też skórzane i buty za kostkę. Teraz można jeszcze dodać czerwone nogi. Otrzepałam ubrania i omijając szerokim łukiem ruszające się drzewo weszłam do lasu. Po jakiś piętnastu minutach zobaczyłam jakąś czarną postać nad białym koniem...jednorożec! Są bardzo czyste i mają srebrną krew. Rzuciłam się z pięściami na czarną postać. W jednej chwili uciekła z sykiem. Rąbnęłam na ziemię z hukiem. Szybko się otrząsnęłam i podeszłam do ledwie żyjącego jednorożca. Jeszcze chwila i by zginął...Uzdrowiłam go potężnym zaklęciem po którym zwymiotowałam. Jednorożec doszedł do siebie po chwili i teraz stał zlękniony przede mną. Przekazałam mu poprzez wizję,że jestem przyjacielem i pomogłam mu. Powiedzmy,że mogę włazić do umysłu innego człowieka i przekazywać mu myśli.obrazy,usuwać lub zmieniać wspomnienia. Jedyna przydatna rzecz. Poprosiłam konia,żeby zaprowadził mnie na skraj Zakazanego Lasu,w którym obecnie stoję. Koń ruszył,a ja podążyłam za nim. Po kilku minutach byliśmy na miejscu. Koń jak tylko zobaczył postać w białej szacie uciekł. Podeszłam bliżej czujna. Siwowłosy starzec czekał na kogoś.
-Dyrektor Hogwartu? Profesor Albus Dumbledore?-zapytałam niepewnie. Popatrzył na mnie i uśmiechnął się miło.
-Tak to ja. A Ty zapewne musisz być Clarissa Hell-odpowiedział. Przytaknęłam-Co Cię tu sprowadza?-zapytał. Zastanowiłam się głęboko.
-Przysyła mnie Triest. Mam się tu uczyć i być w miarę normalną "czarodziejką"-odpowiedziałam z namysłem.
-W miarę normalną "czarodziejką"?-zapytał marszcząc brwi. Ruszyliśmy do zamku.
-Nie jestem czarodziejką. Jestem Jeźdżćcem i Łowcą w jednej osobie. Władam magią jak każdy czarodziej ale nie potrzebuje kawałka badyla by czarować. Niestety zablokowali mi talent Łowcy i nawet jakbym chciała nie nauczę się władać mieczem czy nożami-opowiedziałam mu całą historię,kończąc pod wielkimi drzwiami do Wielkiej Sali. Jest rozpoczęcie roku i wszyscy czekają tylko na profesora Dumbledore'a i mnie. Weszliśmy do Sali. Ja stanęłam przy grupce nastolatków przy lekko zniszczonej przez lata gadającej Triadzie Przydziału,która ma mi wskazać gdzie będę przynależeć. Do Gryffindoru,Slytherinu,Hufflepuffu albo Ravenclawu. Uczniowie przyglądali mi się zaciekawieni ale ignorowałam ich i starałam się nie myśleć co będzie jeśli trafię do Slyterinu.
                                                            ***
Wreszcie nastała moja kolej. Usiadłam na stołku,a triada znalazła się na mojej głowie.
-Gryffindor!-oznajmiła triada po chwili. Okrzyki radości wzniosły się na całą Salę. Usiadłam obok jakiejś brunetki.ciemnego bruneta i rudego chłopaka. Od teraz to mój stół.
-Jestem Hermiona,a to jest Harry i Ron-przedstawiła się brunetka i pomachała do mnie (siedziałam koło niej) jej towarzysze też do mnie pomachali i szczerzyli się jak idioci.
Draco Malfoy.
-Jestem Clary-odpowiedziałam z uśmiechem.
 Przynajmniej mam już troje znajomych. Gadaliśmy ponad pół godziny do puki Hermi nie zbladła i patrzyła na coś za mną.
-Co jest? Zobaczyłaś ducha?-zapytałam zdezorientowana.
-Zobaczyła największego złośliwca w historii ludzkości-odpowiedział za nią Ron,który też zbladł.
-Niemożliwe! To ja jestem złośnicą w historii ludzkości-mruknęłam i odwróciłam się. Blądwłosy chłopak o ciemnych oczach szedł w naszą stronę z dwoma "gorylami"-Że niby ten cwel jest złośliwszy ode mnie?-zapytałam z kpiną.
-Draco Malfoy-szepnęła przerażona Hermi. Prychnęłam i wróciłam do zabijania widelcem jedzenia.
-Czego chcesz?-zapytał ostro Potter.
-Przywitać nową uczennicę szkoły Carysse-odpowiedział Malfoy.
-Komitet powitalny się znalazł-mruknęłam pod nosem odwracając się. Wstałam z ławki. Byłam równa z chłopakiem wzrostem dzięki wysokim butą-Mam na imię Clarissa,krasnoludku-warknęłam,patrząc na niego wyzywająco.
-Uważaj mała bo może Ci się coś stać-odwarknął wściekły. Udałam przerażoną co go usatysfakcjonowało.
-Mała to jest...-nie dokończyłam bo przerwało mi chrząknięcie z boku.
Draco Malfoy
Draco Malfoy
Draco Malfoy
Severus Snape
Cała nasza piątka popatrzyła w prawo. Czarnowłosy mężczyzna o bladej cerze stał obok nas. Uśmiechnęłam się niewinnie.
-Masz szczęście,że dopiero zaczyna się rok szkolny i macie dzień wolny i bezkarny-powiedział,przeszywając mnie swoimi prawie czarnymi oczami.
-Dobrze wiedzieć-mruknęłam pod nosem i uśmiechnęłam się szeroko. Wraz z moimi nowymi przyjaciółmi wyminęłam krasnala i wyszliśmy z Wielkiej Sali. Pozwiedzaliśmy zamek do późnego wieczora. Oczywiście ostatni punkt to biblioteka. Ron i Potter się zmyli twierdząc,że mają jakąś sprawę do załatwienia. Hermi zmyła się po piętnastu minutach. Przeczytałam połowę biblioteki. Było już po ciszy nocnej,więc szłam w miarę cicho. Moje szczęście nie trwało długo,bo w pobliżu wieży Gryffonów wpadłam na kogoś. Ups!
-Przepraszam,zamyśliłam się-powiedziałam,wstając z zimnej kamiennej podłogi. Chłopak też wstał i jednym wprawnym ruchem oświetlił różczkę.
Dimitry Iwanow.
-Nie szkodzi-odpowiedział uśmiechając się do mnie. Przystojny brunet o czekoladowych oczach i wysoki-Wiesz,że jest cisza nocna?-zapytał,kiedy zlustrował mnie wzrokiem.
-Wiem. Zasiedziałam się w bibliotece-odpowiedziałam,wymijając go. Kiedy tylko zniknęłam za drzwiami mojego pokoju,który dzieliłam z Hermioną,odetchnęłam z ulgą. Przebrałam się w piżamę i położyłam na łóżku. Zasnęłam od razu.
-Rano obudziła mnie Hermi. Wzięłam prysznic w ekspresowym tempie i ubrałam pierwsze lepsze ciuchy i "płaszcz" czarny z godłem Griffindoru. Związałam włosy w wysokiego kucyka,złapałam książki w biegu i wybiegłam z pokoju. Zleciałam po schodach do pokoju wspólnego,gdzie reszta na mnie czekała. Wyszliśmy razem na śniadanie. Na śniadaniu stwierdziłam,że za wszelką cenę będę unikać chłopaka,na którego wpadłam. Nie będzie łatwo,bo jest z Griffindoru...Ale to nie będzie nie wykonalne. Zjadłam dwie kanapki z dżemem i przeczytałam cały podręcznik do trzeciej klasy. Jestem w trzeciej klasie! Pierwsze co mam to Obrona Przed Czarną Magią ze Snape'em,a potem Nauka jazdy na miotle. Okazało się,że mam lekcję z Harrym,bo Hermiona i Ron mieli Eliksiry.
Kiedy zajęliśmy miejsca wszedł czarnowłosy mężczyzna (trup z wczoraj). Okazało się,że będzie nas uczył za jakiegoś innego nauczyciela. W połowie lekcji drzwi się otworzyły,a ja zobaczyłam tego samego chłopaka,na którego wpadłam po ciszy nocnej. Zaczęłam starannie pisać notatki mając nadzieję,że chłopak mnie nie zauważy.
-Dzień Dobry Panie profesorze-przywitał się z nauczycielem i rozejrzał po klasie.
-Dzień Dobry Iwanow-odpowiedział nauczyciel. Nadzieja matką głupich bo wzrok chłopaka zatrzymał się na mnie. Zaczęłam jeszcze szybciej pisać notatki wpatrując się w zeszyt i nie podnosząc wzroku-Co Cię tu sprowadza?-zapytał wredny facet. Na początku lekcji wziął mnie do odpowiedzi ale jakoś wybrnęłam.
-Nie co lecz kto-mruknął chłopak-Dyrektor chce porozmawiać z panną Hell. Jest tutaj?-zapytał patrząc na nauczyciela.
-Nie ma mnie-mruknęłam pod nosem-To ja-odpowiedziałam chłopakowi niechętnie,nadal pisząc notatki. Dlaczego ja? Co ja takiego zrobiłam światu? Wzięłam książki i wstałam.
-Możesz wyjść z lekcji-oznajmił mi wredny trup. Ślimaczym tempem ruszyłam za Iwanow'em. Zerknęłam jeszcze na Pottera z nadzieją,że jakoś mi pomoże. Jednak on siedział nieruchomo w wpatrywał się w podręcznik. Kiedy tylko wyszliśmy z klasy chłopak oparł się o ścianę. Zamknęłam drzwi od sali i czekałam cierpliwie aż się ruszy ale nic na to nie wskazywało. Jedyne co zapewniało mnie,że jeszcze żyje to unosząca się klatka piersiowa i mruganie. Cały czas mnie obserwował.
-Zmyśliłeś tą historyjkę z dyrektorem,prawda?-zapytałam go.
-Jest w połowie prawdziwa. Dyrektor chcę z Tobą porozmawiać ale na przerwie-odpowiedział.
-To po jakiego grzyba mnie wyciągałeś z lekcji?-zapytałam zła.
-Chciałem się Ciebie coś spytać-odpowiedział po chwili z lekkim wahaniem.
-I tylko po to mnie wyciągnąłeś z lekcji?!-zapytałam wściekła lekko podnosząc ton głosu. Przytaknął. Wzięłam głęboki wdech i w myślach policzyłam do dwudziestu (tak na wszelki wypadek). Kiedy otworzyłam oczy chłopak był bliżej mnie. Zbyt blisko...Cofnęłam się kilka kroków w tył,by utrzymać bezpieczną odległość.
-O co takiego chciałeś mnie spytać co nie mogło poczekać do przerwy?-zapytałam lekko złośliwym tonem.
-Miałabyś ochotę się ze mną umówić?-zapytał. Nie wiem jak on ale nie odpowiem dopóki nie będę wiedziała co jest grane. Udaję,że się zastanawiam i włamuje się do umysłu nieświadomego bruneta. Kolejny zakładzik o przelecenie mnie? Kto pierwszy ten wygrywa?!
-Musiałoby mi walnąć na mózg-mruknęłam pod nosem-Nie-odpowiedziałam zachowując twarz pokerzysty.
-Jak to nie?!-chłopak był zdziwiony.
-Normalnie. Przeliterować?-zapytałam ze złośliwym uśmiechem. Dimitry Iwanow był zbyt pewny siebie i chyba nie pogodził się z prawdą,że mu odmówiłam. Odwrócił się na pięcie i tak po prostu odszedł...Jak ja mam kurwa teraz dojść do dyrektora?! A chuj z tym! Poczekałam na Harrego. Zostawiliśmy książki w pokojach i razem wyszliśmy przed zamek na trawę. Starsza kobieta z siwymi włosami spiętymi w kok i długiej sukni stała przed grupką nastolatków i mioteł. Mioteł!! Normalnie myślałam,że tam padnę ze śmiechu. Ja na miotle...Hahaha! Podeszliśmy do Hermiony i Rona,którzy stali na uboczu i o czymś zawzięcie gadali.
-Czego chciał od Ciebie Dimitry?-zapytał zaciekawiony Potter.
-Umówić się ze mną-odpowiedziałam znudzona.
-Zgodziłaś się?-zapytała Hermiona.
-Chyba Was pojebało! W życiu się z nim nie umówię! On chce mnie tylko przelecieć dla głupiego zakładu!-chyba powiedziałam za dużo...
-Skąd wiesz?-zapytał Ron.
-Usłyszałam jak rozmawiał z kolegami przypadkiem-skłamałam.
-Chcecie zobaczyć co dostałam od Wuja?-zapytała retorycznie i wyciągnęła z kieszeni piękną szklaną kulę z jakimś herbem rodowym-Jest dla mnie bardzo ważna...-nie dokończyła bo obok mnie śmignęła blond czupryna i zabrała brunetce szklaną delikatną kulę...
Pani McGonagall została wezwana na chwilę do dyrektora. Zakazała nam używać mioteł i poszła. Malfoy ze szklaną kulą w ręce,poleciał na miotle do góry.
-Ty jebany krasnalu! Jak nie oddasz jej kuli to Cię rozkwaszę na kwaśne jabłko!-krzyknęłam mrużąc groźnie oczy i patrząc na tego frajera. Zrobił kółko i zaśmiał się.
-Jak tak bardzo ją chcesz to sama ją sobie weź-odkrzyknął i uśmiechnął się złośliwie. Lekko zirytowana wsiadłam na miotłę i skoczyłam do góry. Leciałam prosto na tego blond krasnala,który rzucił szklaną kulę w chuj wysoko...
-Nie!!-krzyknęła Hermiona bliska płaczu,trzymana mocno przez Rona.
-Z Tobą policzę się później-warknęłam w stronę tego cwela i trącąc go poleciałam w górę za szklaną kulą,która gdzieś zniknęła. Rozejrzałam się,nie zwalniając.Kula minęła mnie bardzo szybko. Zawróciłam i zaczęłam lecieć za nią z wyciągniętą ręką. Zbliżałam się niebezpiecznie do ziemi...W końcu złapałam szklaną kulę dwa metry od ziemi...W ostatniej chwili zawróciłam ku niebu i podleciałam do reszty klasy. Wyciągnęłam rękę z kulą i uśmiechnęłam się triumfalnie. Zaczęli krzyczeć z radości. Kiedy wylądowałam oddałam kulę właścicielce i zaczęłam iść w kierunku Malfoy'a.
-Panno Hell! Minus pięćdździesiąt punktów dla Gryffindoru! A teraz zapraszam za mną!-powiedziała "nauczycielka".
-Masz fuksa. Zobaczymy na jak długo-mruknęłam do blondyna. Odwróciłam się i ruszyłam za nią.
-Idziemy do dyrektora?-zapytałam ale nie odpowiedziała. Po kilku minutach weszłyśmy do jakiegoś pokoju chuj wie gdzie...i zgon! Iwanow i jakiś brunet siedzieli przy stole i o czymś zawzięcie dyskutowali ale kiedy zobaczyli tą francę przede mną umilkli.
-Znalazłam Wam Szukającego-oznajmiła. Oboje się uśmiechnęli,a ja skrzyżowałam ręce pod biustem.
-W takim razie jak się nazywa?-zapytał brunet zaciekawiony.
-Clarissa Hell-odpowiedziała i odsłoniła mnie.
-Po moim trupie-oznajmiłam ostro. Za chuja nie będę w drużynie z Nim.
-W takim razie Griffindor straci czwórkę uczniów-stwierdziła franca. Jędza! Podła żmija! Patrzyłam na nią z nienawiścią,której nawet nie ukrywałam.
-Dobra!-warknęłam i wyszłam z pokoju trzaskając drzwiami. Przerwa obiadowa! Oczywiście się troszeczkę spóźniłam przez te jebane korytarze. Weszłam do Wielkiej Sali wściekła.
-Wredna kurwa! Jebana suka!...-piękną wiązankę puściłam na McGonagall. Aż uszy więdły od mojej mantry. Wszyscy jedli i rozmawiali więc nie zwracali uwagi jak sobie przeklinałam. Usiadłam obok Pottera i Hermiony. Zaczęłam zabijać łyżką zupę,która wyglądała jak rzygi.
-Co się stało?-zapytał Potter lekko zszokowany,że mówiłam takie przekleństwa.
-McGonagall się kurwa stała!-odpowiedziałam lekko podniesionym głosem. Kurwicy dostałam...
-Jaśniej poproszę-zażądał Ron.
-Ta jebana wiedźma zabrała mnie do pokoju Iwanow'a i jakiegoś bruneta i oznajmiła,że znalazła Szukającego!-powiedziałam jaśniej,bardziej znęcając się nad zupą.
-I co? Zgodziłaś się?-zapytał Potter.
-Na początku nie ale wzięła mnie szantażem,że wyrzuci całą naszą czwórkę-odpowiedziałam,jeszcze bardziej znęcając się nad zupą.
-Ona już z pewnością nie żyje-stwierdziła brunetka i wyciągnęła z mojej ręki łyżkę.
-I co zamierzasz?-dopytywał się Potter.
-Jak to co? To co umiem robić najbardziej! Opierdalać się!-odpowiedziałam.
-Po przerwie objadowej przyjdź na boisko. Mamy trening-oznajmił Iwanow i odszedł.
-Gdzie podziewa się Malfoy?-zapytałam rozglądając się po Sali. Napotkałam tylko kilka spojrzeń drużyny,z którą mam niby trenować.
-Ma trening. Za dwa tygodnie mecz. Gryffoni kontra Ślizgoni-odpowiedział Ron.
-Czemu Oni siedzą przy osobnym stole?-zapytałam.
-Mogą spokojnie omawiać różne plany-odpowiedział Potter. Na tym się skończyła nasza rozmowa,bo skończyła się przerwa.
Razem z Granger szłyśmy w stronę boiska. Oczywiście się spóźniłam. Musiałam się przebrać,a ja jak chcę to potrafię przebierać się piętnaście minut. Brunetka poszła na trybuny. Ma wolne,bo jej zajęcia zostały odwołane.
-Dłużej się nie dało?-zapytał brunet kiedy tylko podeszłam do nich. Nie było ani jednej dziewczyny.
Kapitan drużyny Griffindoru. James Moody.
-Dało-odszczekałam się.
Trening to istna masakra. Dwadzieścia brzuszków, pięćdziesiąt pompek i inne wymyślne ćwiczenia. Za każde odszczekanie się miałam dwa razy więcej ćwiczeń. Jakoś się wyrobiłam do siedemnastej czterdzieści. A sporo miałam tych ćwiczeń...
Kiedy ledwie doszłam do pokoju wspólnego Gryffonów od razu,walnęłam na podłogę. Czułam każdy mięsień i żyłkę. Koszmar!
McGonagall









                                **************************************************


Co myślicie o tym rozdziale? 12 KOMENTARZY=13 ROZDZIAŁ. Skoro nie piszecie dużo komentarzy to będę wymuszać.