****
Po chwili ktoś unieruchomił Śmierciożerców. Profesor McGonagall
odciągnęła mnie od ciała brunetki.
-Ona...mnie...uratowała-wychlipiała Hermiona,płacząc. Wiedziała,że to nie pomoże jej przyjaciółce,ożyć. Dyrektor Dumbledore sprawdzał czy Clarissa żyje. Jej klatka piersiowa unosiła się minimalnie i opadała. Oddychała z trudem,walcząc o następny oddech. Zanieśli ją do skrzydła szpitalnego i oddali pod opiekę Patty. Robiła co mogła,żeby tylko pomóc brunetce. Po kilku godzinach wszystko zależało od niej. Czy przeżyje czy umrze. To było bardzo dobre co zrobiła,byleby Granger przeżyła.
****
Kiedy tylko dyrektor Dumbledore wstał,w Wielkiej Sali zrobiło się cicho.
-W nocy jedna z uczennic Clarissa Hell uratowała Hermione przed śmiercią z różdżki Śmierciożercy. W ten sposób to ona dostała śmiercionośnym zaklęciem i teraz walczy o życie. To bardzo honorowe z jej strony. Przez najbliższy tydzień nie będzie lekcji-oznajmił poważnie siwowłosy dyrektor. W sali panowała cisza. Jedynie Hermiona płakała w ramię swojego przyjaciela Rona.
![]() |
| Hermiona Granger. |
Tydzień minął szybko,ale był udręką. Hermiona,Harry i Ron cały czas czuwali przy szpitalnym łóżku brunetki,aż się ocknie. Niestety,nic na to nie wskazywało,żeby w najbliższym czasie się obudziła. Była blada,pod oczami były czerwone wory,jakby płakała. Powoli zamieniały się w sine. Usta jej zbladły. Była zimna. Jedyne co wskazywało,że jeszcze żyła to niemiarowo unosząca się klatka piersiowa. Jedyny znak,że żyje...
****
Ciemność nareszcie sobie poszła. Otworzyłam oczy i wzięłam głęboki oddech. Moje płuca. Widziałam wszystko jak przez mgłę. Zamrugałam i wpatrywałam się tępo w sufit. Po jakimś czasie przyszli moi przyjaciele. Wyściskali mnie,a Hermiona ze szczęścia,aż się popłakała.
-Jak się czujesz?-zapytał Potter.
-W miarę dobrze-odpowiedziałam-Ile "spałam"?-zapytałam ciekawa.
-Równy miesiąc-odpowiedziała Hermi.
-O ja pierdole-mruknęłam.
-Nawet najpotężniejsze zaklęcie Cię nie zmieniło-stwierdził Ron szczerząc się. Zaśmialiśmy się wszyscy.
-Muszę nadrobić czas. Przyniesiecie mi tu wszystkie podręczniki?-zapytałam.
-Pewnie!-odpowiedział Potter i zniknął za drzwiami z Ronem.
-Miałaś rację co do ojca Malfoy'a-oznajmiła brunetka.
-Wiem-westchnęłam-Coś się zmieniło w szkole?-zapytałam zmieniając temat.
-Dużo. Opiekę nad zwierzętami mamy z Hagridem. Jest jeszcze kilku aurorów w szkole. Pilnują jej przed Śmierciożercami. Uczymy się obrony,ucieczki i ataku na lekcji Spane'a-odpowiedziała.
-W następnym tygodniu mnie wypuszczą-oznajmiłam z uśmiechem.
-To dobrze-powiedziała Hermi. Pogadałyśmy jeszcze trochę,chłopaki przynieśli mi książki i musieli iść. Przez większość czasu uczyłam się zaklęć. To najbardziej mi się przyda.
Ubrałam się w strój szkolny i z książkami udałam się do Wielkiej Sali. Po wielu namowach Patty,zgodziła się. Oczywiście nie dane mi było dojść do Sali...
Po przesłuchaniu poszłam do Wielkiej Sali. W moich żyłach jest jeszcze eliksir prawdy. Kiedy tylko weszłam do Sali,wszystkie oczy były skierowane na moją osobę,co trochę mi przeszkadzało. Usiadłam na swoim miejscu między Potterem,a Granger.
-Sorki,że tak długo ale jeszcze chcieli mnie przesłuchać-powiedziałam na wstępie.
-Przesłuchać? Po co?-zapytała zdziwiona brunetka. Już nienawidzę tego eliksiru. Jeszcze tylko kilka minut i będę mogła mówić normalnie.
-Chcieli wiedzieć co robiłam na miejscu mojego wypadku i skąd wiedziałam o tym,że ojciec Malfoy'a jest Śmierciożercą-odpowiedzialam z niesmakiem. Spokojnie wszyscy mogą wyciągać ze mnie informację jakie ich interesują.
-Skąd wiedziałaś?-zapytał Ron. Wzięłam głęboki oddech.
-Na to pytanie odpowiem tylko jak będziemy sami-oznajmiłam cicho. Tak więc po śniadaniu szliśmy do tajnego pokoju na trzecim piętrze (Zakazanym). Kiedy już byliśmy w Pokoju Życzeń opowiedziałam im o moim darze. Oczywiście sprawdzili mnie. Nauczyłam ich chronić swoje umysły. Potem pędziliśmy na lekcje z Hagridem. Małe spóźnienie. Wściekłam się na Malfoy'a,który najeżdżał na wielkoluda. Stanęłam w jego obronie i zaczęłam wyzywać go od egoistycznych dupków,lam i tego typu. Tak go zjechałam,że się zamknął. Wypadek z pamiętnej nocy nauczył nocy nauczył mnie jednej rzeczy. Nosić różdżkę przy sobie. Byłam przygotowana na atak Śmierciożerców...
Po lekcji Hagrida wróciliśmy do zamku i na korytarzu spotkałam Iwanowa. Przez jeszcze dwie minuty nie mogę kłamać,co trochę utrudnia mi życie. Więc jak się zapytał czy chcę z nim chodzić,nie mogłam skłamać. Zrobiłam się czerwona i wydukałam cichutkie tak,bo jakbym powiedziała "nie",skłamałabym,a nie mogę. Tak więc oficjalnie z nim chodzę...
Po lekcjach poszliśmy do chatki Hagrida,za pozwoleniem Dambledora. Stanęliśmy jak wryci,gdy zobaczyliśmy jak jego chatka płonie,a obok są dwoje Śmierciożerców. Otrzeźwiałam najszybciej.
-Hagrid!!!-wrzasnęłam i zaczęłam biec do płonącej chatki.
-Clary!!-pisnęła Hermiona. Zwróciłam na siebie uwagę dwóch zamaskowanych Śmierciożerców.
-Ottorius!!-krzyknęłam,wskazując różdżką dwóch napastników. Odrzuciło ich kilka metrów i zaczęli się zwijać z bólu. Potter,Ron i Hermi zajęli się ugaszeniem ognia. Ja natomiast napastnikami. Zabrałam im różdżki i złamałam. Moje zaklęcie przestało działać.
-Drętwota!-powiedziałam. Natychmiast zdrętwieli. Nie mogą się nawet ruszyć o krok. To lepsze niż Ottorius. Nawiązałam kontakt z trzema aurorami i przekazałam wiadomość. Zjawili się po kilku sekundach. "Aresztowali" Śmierciożerców,a ja pomogłam gasić ogień. Trochę to potrwało ale naprawiliśmy chatkę Hagrida.
-Moja miotła dalej jest w krzakach?-zapytałam Hermiony.
-Tak-odpowiedziała-Gdzie idziesz?!-krzyknęła,kiedy szłam w stronę Zakazanego Lasu.
-Po miotłę!-odkrzyknęłam i szłam dalej. Potter podbiegł do mnie i razem podeszliśmy do Zakazanego Lasu. Nie mam zamiaru tam wejść. Trzymaliśmy w pogotowiu różdżki. Tak na wszelki wypadek,sprawdziłam umysłowo czy nie ma Śmierciożerców. Zesztywniałam,gdy odkryłam,że czekają na nas ukryci w lesie.
- Ekspekto Patronum!!-krzyknęłam,podnosząc rękę z różdżką. Wystrzeliła z niej niebieskawa poświata,która po kilku sekundach zamieniła się w olbrzymiego wilka. To zaklęcie mniej więcej jak tarcza. Przez chwilę będzie nas chronić.
-Co się dzieję?-zapytał zdezorientowany Potter.
-Śmierciożercy-odpowiedziałam,wyciągając lewą rękę-Do mnie,Neti*!-krzyknęłam. Coś poruszyło krzakami,a po chwili wyleciała z niej moja miotła. Złapałam ją i oboje na nią wsiedliśmy. Patronum zniknął. Mamy problem!-Expulso!!!-wrzasnęłam,kierując różdżkę prosto w ukrytych Śmierciożerców. Odbiłam nas od ziemi i z szybką prędkością zaczęłam lecieć do Hermoiny i Rona. Jakimś cudem wylądowałam po ludzku,przed nimi. Zeszłam z miotły i wepchałam na nią przerażonego Rona-Lecie do zamku!-rozkazałam. Odlecieli,a ja złapałam Granger za rękę i zaczęłam ciągnąć w stronę zamku.
-Doganiają nas!-oznajmiła brunetka,oglądając się za siebie. Zachciało im się nas gonić.
-Chodziłaś na zajęcia Snepa! Co trzeba robić,żeby uciec?-zapytałam przyśpieszając. Ledwie mogłam oddychać,przez tak duży wysiłek fizyczny jakim jest bieg po miesiącu "spania".
-Trzeba się rozdzielić!-odpowiedziała piskliwym głosem.
-My tego nie zrobimy!-oznajmiłam jej-Musisz się uspokoić!-powiedziałam,robiąc unik w prawo-Dobrze,że umiem czytać w myślach-mruknęłam pod nosem. Odwróciłam się i zatrzymałam-Immobilus!!-krzyknęłam,kierując różdżką w stronę Śmierciożerców. Zaklęcie spowolniło ich wystarczająco,byśmy mogły wbiec na teren zamku.
-Serpensorita!!-krzyknęła Hermi. Wyczarowała węża. Ruszyłyśmy biegiem do zamku. Wkurzyłam się i teleportowałam nas do zamku. Czary ochronne wpuściły nas do niego i wylądowałyśmy w Wielkiej Sali,w której było zebranie nauczycieli i aurorów. Wylądowałyśmy na podłodze. Gleba z klasą. Sapnęłam i wstałam. Otrzepałam ubranie z kurzu.
-Następnym razem muszę się bardziej postarać-mruknęłam do siebie. Pomogłam wstać Granger.
-Co Wy tu robicie?-zapytał jeden z aurowów. Mają trudne imiona,więc je zapomniałam.
-Uciekałyśmy przed Śmierciożercami-odpowiedziałam,zginając się w pół. Kolka gigant,mnie złapała.
-Nie możliwe! Przecież aresztowaliśmy tamtych dwóch-powiedział czarnowłosy mężczyzna.
-Ukryli się w lesie-sapnęłam.
-To jakim cudem ich zobaczyłaś?-zapytał Snape.
-Wyczułam ich-odpowiedziałam wymijająco. O moim darze wiedzieli tylko aurorzy i Dumbledore. I tak ma zostać.
-Musimy przeczesać cały las-stwierdził czarnowłosy mężczyzna. Darius czy jakoś tak.
-Zgadzam się z całą pewnością z Dariusem-potwierdził Dumbledore.
-Niech dziewczyna odpocznie trochę,a później nam pomoże-powiedział niski facet.
-Ona?-zdumiał się Snape. Weszłam do jego umysłu. Mam złe przeczucia,które się potwierdziły. Popatrzyłam na dyrektora Dumbledora. Żeby móc rozmawiać,z kimś muszę nawiązać kontakt wzrokowy. "Profesor Snape to Książę Półkrwi,cokolwiek to znaczy. Ma znamię na plecach" przesłałam mu myśl. Wytrzeszczył oczy,zdumiony.
-Odpocznij Clarisso,a później pomożesz aurorom-powiedział.
-Dobrze-mruknęłam i razem z Hermi wyszłyśmy z Sali...
Przespałam się trochę i nabrałam sił. Zaklęcia,bieg,teleportowanie,wchodzenie w czyjś umysł i wiadomość dla Dumbledora,trochę mnie zmęczyły. Przebrałam się w biały kombinezon ochronny z herbem Gryffindoru,ubrałam buty i związałam włosy. Wyszłam z naszej wieży i skierowałam się do Wielkiej Sali. Po drodze natknęłam się na Malfoy'a.
-Bal przebierańców jest dopiero za tydzień-skomentował mój ubiór.
-Ty nie musisz mieć kostiumu-odszczekałam się nie zatrzymując.
-Ty też nie-warknął,blokując mi przejście.
-Mam ważniejsze sprawy na głowie niż kłótnie z Tobą-oznajmiłam-Z łaski swojej zejdź mi z drogi,albo użyję siły-powiedziałam.
-Tutaj jesteś Clarisso-odetchnął z ulgą Darius. Odwróciłam się do niego przodem-Wszyscy na Ciebie czekamy-dodał. Uśmiechnęłam się lekko.
-Wiem. Szłam już do Was ale Malfoy nie chce mnie przepuścić-oznajmiłam. Darius popatrzył na Malfoy'a karcacym wzrokiem.
-Draco czy przypadkiem nie powinieneś być na lekcji?-zapytał go.
-Ona też-odpowiedział wskazując na mnie palcem.
-Clarissa ma ważniejsze sprawy,niż nauka-powiedziałam mówiąc o sobie "ona".
-Co na przykład?-zadrwił blondyn.
-To już nie Twój interes-warknęłam razem z aurorem. Wściekły blondyn poszedł na lekcję. Ja z Dariusem poszłam do Wielkiej Sali. Aurorów było z trzydziestu i zdziwili się widząc mnie.
-Gdzie dokładnie Was przenieść?-zapytałam Dariusa.
-Przed Zakazany Las-odpowiedział.
-To nie będzie normalnie lądowanie-uprzedziłam ich i przeniosłam ich i siebie. Jak uprzedzałam mieliśmy twarde lądowanie. Przeszłam od razu do rzeczy. Zamknęłam oczy i zaczęłam szukać umysłów w lesie. Natrafiłam na kilka. Poinformowałam Dariusa i dwudziestu ośmiu aurorów wraz z Dariusem weszło do lasu. Musiałam się skupić,co przyszło mi łatwo. Mówiłam Dariusowi gdzie się ukrywają Śmierciożercy. Dziesięciu aurorów wróciło z dwudziestoma Śmierciożercami. Nie zwracałam na nich najmniejszej uwagi. Dalej pomagałam Dariusowi w poszukiwaniach Śmierciożerców. Po dwóch godzinach wrócili z trzydziestoma. Wysłałam jeszcze sygnał sprawdzający czy ktoś jest. Już miałam się odwrócić do aurorów i więźniów,gdy usłyszałam myśli Pottera. Wciągnęłam ze świstem powietrze przez usta. Moje źrenice wróciły do normy. Spięłam się i posłałam myśl Potterowi. Odwróciłam się przodem do Dariusa i reszty. Wszyscy na mnie patrzyli.
-Gdzie mam Was wysłać?-zapytałam z pokerową miną. Nie zamierzam się teleportować.
-Do Azkabanu-odpowiedział,przyglądając mi się badawczo. Utworzyłam z Potterem co podobnego do więzi i posyłałam mu siłę,a brałam na siebie ból i strach-Wszystko w porządku?-zapytał,widząc mów grymas na twarzy. Chciałam skłamać ale nie mogłam.
-Nic nie będzie w porządku jeśli Harry umrze-odpowiedziałam. Moje źrenice znów się rozszerzyły.
-O czym Ty mówisz? Co robisz?-zapytał zdezorientowany,kiedy zacisnęłam pieści i zrobiłam kilka kroków w stronę lasu.
-Ten idiota z brzydką gębą i bez nosa chce zabić Harrego-odpowiedziałam. Śmierciożercy warknęli,gdy zbeształam ich "Pana".
-Voldemord-szepnął Darius. Przytaknęłam.
-Spokojnie,załatwię to z Potterem-uspokoiłam go-Gotowi?-zapytałam.
![]() |
| Harry Potter. |
-Co tu robisz?-zapytał zdziwiony moją obecnością.
-Jesteśmy przyjaciółmi,a przyjaciele sobie pomagają w takich chwilach-oznajmiłam-Twoje myśli są dość głośne-odpowiedziałam wymijająco na jego pytanie. Swoją różdżką dotknęłam różdżki Harrego. Obydwie błysnęły błękitnym światłem,zmierzając się z zielonym światłem brzydala. Po chwili on zamienił się na proch,a my oboje upadliśmy wyczerpani na ziemię.
-Czułem połowę bólu i obcą siłę-powiedział.
-Stworzyłam między nami więź,żebyś tak nie cierpiał i dodawałam Ci siły. To coś jak Ava-oznajmiłam. Po dwóch godzinach jakoś doszliśmy do zamku. Potter miał jeszcze nawet siłę mnie pchać do mojego pokoju. Już sięgałam do klamki,kiedy drzwi się otworzyły i najnormalniej w świecie poleciałam do przodu. Gratulację dla mnie! Przynajmniej miałam miękkie lądowanie.
-To się nazywa zgniecenie kogoś miłością-zażartował Iwanow. Wstałam z niego...Jak to zabrzmiało -.-
-Chyba zmiażdżenie miłością-mruknęłam. Byłam ledwie żywa,a ten mnie jeszcze głupimi żartami nęka. Rzuciłam się na fotel przy kominku. Iwanow usiadł obok mnie i gadał bez sensu,więc usnęłam...
Obudziłam się rano obolała i niekontaktująca jeszcze. Za wcześnie na to. Zerknęłam na zegar z kukułką. 7:03. Cudownie! Calutka godzina do śniadania. Dopiero po chwili skapnęłam się na kim jestem oparta. Iwanow smacznie sobie spał,a ja miałam głowę na jego ramieniu. W dodatku mnie objął. Zoś za bardzo sobie pozwala. Mój kark! Powoli wstałam i weszłam do swojego pokoju,który dzieliłam z Granger. Aktualnie jeszcze spała. Wzięłam swoje ciuchy i weszłam do łazienki. Zamknęłam się w niej. Wzięłam prysznic i ubrałam bieliznę. Przeszłam obok lustra i kątem oka zobaczyłam swoje odbicie. Zmarszczyłam brwi i podeszłam do lustra. Byłam blada,chude ręce i długie nogi niczym się nie różniły od moich wcześniejszych. Jednak kiedy popatrzyłam na swoją twarz,stłumiłam krzyk. Na moim czole była blizna,połowa pioruna. Pod oczami miałam brzydkie sińce. Jednam moją uwagę przyciągnęły oczy. Dalej były szare. Tylko z dodatkiem plamek złota. Blizne na pole było dość łatwo zakryć włosami. Ubrałam niebieski podkoszulek,czarne spodenki,buty za kostkę,"płaszcz" i nałożyłam na nos okulary przeciwsłoneczne. Normalnie jak jakiś agent! Rozczesałam włosy i wyszłam z łazienki. Hermi biegała jak oszalała po całym pokoju.
-Nie widziałaś przypadkiem moich butów?-zapytała przebiegając obok mnie.
-Sprawdź pod łóżkiem-poradziłam i zmyłam się stamtąd zanim Granger mnie staranowała. Iwanow gdzieś znikł. Podejrzewam,że poszedł do swojego pokoju. Wyszłam z wieży i skierowałam się do pokoju Rona i Harrego. Zapukałam ale odpowiedziała mi cisza. Weszłam bezceremonialnie do ich pokoju i wylałam na twarz obu oblałam lodowatą wodą. Usiedli na swoich łóżkach,przecierając mokre twarze.
![]() |
| Ron Weasley. |
Zerwali się na równe nogi i zaczęli ubierać. Odwróciłam się tyłem do nich. Nie będę się gapić jak się przebierają. Po pięciu minutach wyszliśmy z ich pokoju. Potter też miał plamki złota w oczach jak ja. To przez tą więź.
-Lepiej będzie jeśli porozmawiamy z Dumbledorem o wczorajszych wydarzeniach-stwierdziłam.
-Masz rację-zgodził się ze mną. Po chwili spotkaliśmy panią McGonagall,która oznajmiła nam,że mamy wolny dzień.
-Muszę się opalić-mruknęłam do siebie. Weszliśmy do Wielkiej Sali. Ron lekko czerwony,Potter zamyślony.Granger też lekko czerwona,a ja ze swoim złośliwym uśmieszkiem,który posłałam Malfoyowi. Usiedliśmy przy stole i opowiedzieliśmy o wczorajszych wydarzeniach rudzielcowi i brunetce. Nagle drzwi się otworzyły,a w nich stanęła jakaś ropucha ubrana na różowo.
-Mam halucynację?-zapytałam samą siebie,gapiąc się ze zmarszczonymi brwiami-Wy też widzicie różową ropuchę na dwóch nogach?-zapytałam przyjaciół. Jestem pewna,że mam zwidy.
-Chyba to usłyszała-szepnął blady Ron.
-A jebać to!-machnęłam ręką i zabrałam się za jedzenie. Jak nie będę jeść to zaraz będę zwijać się ze śmiechu na podłodze. Los pokarał tą kobietę,zmieszaną z ropuchą. Kiedy zjadłam popatrzyłam na resztę. Gapili się na mnie-Co,kurwa?-zapytałam.
-Idziemy do dyrektora?-zapytał Potter. Kiwnęłam głową i wstałam. Zaraz za mną ciemny brunet. Ominęliśmy ropuchę i bezceremonialnie wyszliśmy z Sali. Po kilku minutach byliśmy prawie na miejscu. Pod drzwiami. Zapukaliśmy,a kiedy otworzył Dumbledore weszliśmy do środka.
-Czego chcecie dzieci?-zapytał uprzejmie. Opowiedzieliśmy mu wydarzenia z wczoraj. Kiedy ściągnęłam okulary z nosa,przyjrzał się uważnie naszym oczom.
-Jesteście teraz powiązani bardzo starą bratnią więzią Avas. Cierpicie wspólnie,dodajecie sobie sił,pomagacie,rozumiecie się bez słów...Jesteście razem niepokonani,osobno łatwiej Was zabić. Gdy jedno umiera,drugie traci część siebie-wytłumaczył nam wszystko o tej więzi. Jest naprawdę silna i nikt ani nic nie może jej złamać.
Kiedy ja się opalałam,Potter czytał książkę. Możemy sobie nawzajem czytać w myślach. Jego myśli są głośne i czytają książkę. Co chwila komentowałam opowieść. Jakaś magiczna. Nagle poczułam coś zimnego na całym ciele. Pisnęłam i wstałam z trawy jak poparzona. Bliźniaki stali z wiadrami,tak gdzie przed chwilą sobie leżałam. I tak się zaczęła nasza wojna na wodę. Kij z tym,że jest jesień. Słońce mocno przygrzewało. Tak więc,każdy lał wodą każdego. George,Fred,Ron,Hermiona,Harry,Dimitry,Austin i Ja. Śmialiśmy się,biegając po trawie i wymachując wiadrami. Na szczęście mieliśmy blisko jezioro.
-Do jeziora!-krzyknęli Bliźniacy.
-Na trzy!-krzyknął Austin. Stanęliśmy w jednej linii.
-Raz!-krzyknął Ron.
-Dwa!-krzyknęła Hermoina.
-Trzy!!!-wrzasnęliśmy wspólnie i ruszyliśmy biegiem po drewnianych deskach "mola". Jako ostatnia wskoczyłam w powietrze i po chwili wpadłam do ciepłej wody jeziora. Teraz to wszyscy jesteśmy cali mokrzy. Wypłynęłam na powierzchnie i zostałam oblana przez Blacka. Oddałam mu. Laliśmy się tak w wodzie,cały czas śmiejąc. Potem postanowiliśmy wyjść z wody,bo zrobiła się zimna. Wyszliśmy wszyscy razem. Nie obyło się bez żartów. Rozłożyliśmy duży koc. Usiadłam na kolanach Iwanowa na co oni zaczęli gwizdać i wrzeszczeć "Uuuu!" w wykonaniu chłopaków albo "Awwww" w wykonaniu Granger.
-Zamkniecie te jadaczki?-zapytałam ze śmiechem.
-Zamkniemy się jak,Wy się pocałujecie!-odpowiedział Fred. Wywróciłam oczami i pocałowałam Dimitriego. Po chwili się oderwałam i oparłam bokiem o jego klatę.
-Zagramy w butelkę!!-wrzasnął George.
-Na dworze?-zapytałam z uśmiechem. Polubiłam tych debili.
-U nas w pokoju o północy-odpowiedział. Każdy się zgodził. Posiedzieliśmy jeszcze godzinę na dworze,poszliśmy jak się trochę ściemniło. Pierwszy nowy zakaz. Nikt nie może chodzić nocą,po dworze. Nic mi nie wiadomo o zakazie chodzenia w nocy po zamku. Uwielbiam łamać zakazy! Iwanow splótł nasze palce razem i weszliśmy do zamku. Odprowadził mnie pod same drzwi do pokoju,który dzielę z Granger i zmył się do siebie. Wzięłam prysznic,ubrałam czarną koszule nocną i spodenki. Rozczesałam mokre włosy i położyłam się na łóżku.
-Clary,wstawaj!-zostałam brutalnie obudzona przez brunetkę. Otworzyłam oczy i wstałam z łóżka. Bardzo cicho wyszłyśmy na korytarz. Obie byłyśmy na bosaka i przez to szłyśmy bezszelestnie. Ja pół przytomna,ona całkowicie przytomna i czujna. Jak nas teraz złapią to z pewnością będziemy miały przejebane.
***********************************
Hej buntownicy! Czemu nie chcecie komentować? Tak trudno nawciskać kilka literek? Wyjaśnijcie,bo raczej nie jarze!
Neti-miotła Clary.
No więc tak. 13+14=27,czyli macie tyle napisać pod rozdziałem komentarzy. JEDNA OSOBA=JEDEN KOMENTARZ :]



Czy ty lekko nie przesadzasz???? ;) Na poprzednim było tylko 20, góra!!!!!!!!!11
OdpowiedzUsuńKarolcia
To WY przesadzacie. Żadnego komentarza do 13 rozdziału nie ma. Dwa czy trzy dni temu dodałam trzynasty,nie było żadnego komentarza. Teraz nie ulegnę prośbą przyjaciółce,żebym dodała rozdział mimo,że nie było komentarzy. Następny rozdział pojawi się dopiero jak tu będzie 26 komentarzy. Ja sobie cierpliwie poczekam. :)
UsuńI jeszcze: Zapomniałam, a edytować się nie da :) hihi
OdpowiedzUsuńMożesz usunąć moje nazwisko na poprzednim rozdziale???
Nie wiem czy mogę.. :]. Daj mi jeden dobry argument do tego. :D
Usuń