Ośrodek to nie takie złe miejsce. Bardzo mi pomogli. Zwłaszcza Natalie. Przestałam się ciąć i zaczęłam jeść. Przybrałam na wadze. Nadal ważę niewiele bo 49 kilo ale nadrabiam. Dobrowolnie oddałam im wszystkie żyletki i inne ostre rzeczy,którymi się cięłam po rękach i udach. Teraz mam tylko rany,które za kilka dni przejdą w blizny. Jestem bardziej ożywiona i skora do rozmowy. Wczoraj przyszła Helen i zabrała moją walizkę. Dziś wychodzę na wolność. Przebrałam koszule nocną na czarne rurki,podkoszulek i bluzę na zasówak. Rozczesałam włosy i wpakowałam do torby koszule nocną,szczotkę,bokserkę i spodenki. Spędziłam tu dwa miesiące ale było warto. Jestem teraz inną osobą. Założyłam torbę na ramie i wyszłam na korytarz. Zeszłam po schodach na dół do holu. Pożegnałam się z pielęgniarkami,które czuwały nad nami. Przytuliłam Natalie.
-Będzie mi Ciebie brakowało-powiedziała.
-Mi Ciebie też-mruknęłam-Przynajmniej masz Nas z głowy-zażartowałam z uśmiechem. Julie zaśmiała się z mojego jeszcze chorego żartu. Wyszłyśmy razem z Ośrodka.
-Nareszcie wolność!-ucieszyła się blondynka. Też się cieszyłam. Odetchnęłam.
-Uwielbiam wolność-stwierdziłam.
-Może mała imprezka dzisiaj wieczorem? We dwie?-zaproponowała niebieskooka. Uśmiechnęłam się szerzej.
-Czytasz mi w myślach-przytaknęłam.
-Wpadnę po Ciebie Hell-oznajmiła,przytulając mnie.
-Okey-mruknęłam. Blondynka poszła w prawo,ja w lewo. Klaus miał po mnie przyjść ale chyba zapomniał. Ukrywa coś przed nami,to jest pewne. Po kilku minutach byłam pod domem rodzeństwa. Mieszkamy razem. Mieli małą przerwę ode mnie. Dom był duży i zielonkawy. Weszłam po schodach i weszłam do środka.
-Jestem!!-krzyknęłam. Odpowiedziała mi cisza. Może nie usłyszeli-Jestem!!!-wrzasnęłam. Brak odpowiedzi. Co jest,kurwa? Rozejrzałam się po pomieszczeniach. Weszłam do kuchni i zrobiłam sobie obiad. Naleśniki. Zjadłam sześć. Zostawiłam kartkę dla Klausa,zostawiłam bluzę i wyszłam z domu. Sprawdzę jeszcze ogród i idę do pracy Helen. Nikogo nie było. Było ciepło jak zawsze w lato. Ruszyłam chodnikiem w kierunku pubu,w którym pracowała siostra. Po dziesięciu minutach spacerku dotarłam na miejsce. Weszłam do budynku i zobaczyłam siostrę. Obsługiwała stolik z jakimiś trzema dziewczynami. Z lekkim uśmiechem podeszłam do niej.
-Clary!-pisnęła i przytuliła mnie. Byłyśmy równego wzrostu. Dumna pokazałam jej ręce.
-Nie cięłam się od trzech tygodni-powiedziałam z dumą. Blondynka wyszczerzyła się,nie widząc świeżych ran.
-Wyglądasz inaczej-powiedziała,lustrując mnie wzrokiem. Zrobiłam obrót wokół własnej osi.
-Nabrałam masy i jem-pochwaliłam się.
-Ile ważysz?-zapytała.
-Teraz 49 kilo-odpowiedziałam-Gdzie Klaus?-zapytałam ją.
-Nie przyszedł po Ciebie?-była w lekkim szoku.
-Jakby przyszedł to bym się nie pytała gdzie jest-mruknęłam.
-Hell! Do roboty!-warknął jej szef,aż podskoczyłam. Z natury nie jest wredny.
-Dzień Dobry!-przywitałam się z nim.
-Witaj Clary!-odpowiedział. Helen poszła obsłóżyć dwóch chłopaków,którzy zajęli ostatni wolny stolik-Gdzie się podziewałaś?-zapytał Brus.
-Pracowałam nad sobą-odpowiedziałam wymijająco. Zadzwonił jego telefon i musiał iść,na szczęście.
-Zaraz kończę zmianę i możemy iść-oznajmiła Helen.
-Co masz jeszcze zrobić?-zapytałam.
-Podać zamówienia czterem stolikom-odpowiedziała.
-Pomogę Ci-zaoferowałam swoją pomoc. Blondynka podała mi tace z dwoma kawami.
-Podaj tamtym dwóm chłopką-poprosiła. podeszłam do stolika i podałam im dwa kubki kawy i wróciłam do blondynki. Nałożyłam na czarną tace dwa talerzyki z plackami i dwa kubki herbaty.
-Dwie dziewczyny przy czwórce-oznajmiła. Poszłam na lewo,a ona na prawo. Położyłam zamówienia przed dziewczynami i wróciłam. Siostra obsłóżyła swoje stoliki i przywitała się ze swoim kolegą. Nie przepadamy za sobą. To się nie zmieniło. Uśmiechnęłam się do niego wrednie. Najchętniej przywaliłabym mu tą tacą przez ten jego głupi łeb.
-Cześć smarkulo-przywitał się ze mną.
-Cześć krasnalu-odpowiedziałam. To jego ksywa. Sama mu ją wymyśliłam. Wyszłam za blondynką z lokalu. Szłyśmy wolno do domu. Zobaczyłam przerażonego Klausa i dwóch mężczyzn. Ewidentnie mu grozili-Klaus!!-krzyknęłam,przebiegając przez ulice. O mały włos by mnie auto nie przejechało.
-Chcesz się zabić?!-krzyknął na mnie.
-Do trzech razy sztuka-mruknęłam pod nosem. Dwie próby samobójcze mam za sobą.
-Masz czas do jutra-warknął mulat. Czas do jutra? O co chodzi?
-O co mu chodzi?-zapytałam brata,kiedy dwa typki odchodzili.
-O nic-odpowiedział wymijająco.
-Jestem Twoją siostrą! Możesz mu ufać!-podniosłam lekko głos.
-Nie zamierzam wpakować Cię w to bagno-oznajmił i ominął mnie. Zacisnęłam dłonie w pięści. To jest denerwujące! Nic mi nie chce powiedzieć!
-Clary!-usłyszałam za sobą głos Julie. Odwróciłam się z uśmiechem. Chyba szła po mnie.
-No cześć!-przywitałam ją. Ruszyłyśmy do domu blondynki,rozmawiając,śmiejąc się i wygłupiając. Spędziłam u niej trzy godziny. Pożegnałam się i lekko wstawiona ruszyłam do domu. Było dobrze po dwudziestej trzeciej. Uwielbiam noc. Po kilku minutach byłam w swoim pokoju. Rzuciłam się na łóżko i zasnęłam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz