Piosenki

piątek, 16 maja 2014

Rozdział 5.

Dwa miesiące przerwy! Tak,tak! Wakacje! Dziś pierwszy dzień,a ja leże sobie w swoim pokoju na łóżku i leniuchuje. Mam własny pokój! Kij z tym,że ściany są niebieskie! Wzięłam prysznic.ubrałam czystą czerwoną bieliznę,granatowy top,spodenki i Supry czarne. Na to kombinezon czarny. Malik musiał mi kupić motor. Ubłagałam go! Kilka pocałunków,dotyków i zgodził się! Chyba się zakochuje w nim. Wiecie co jest najlepsze? Oświecę Was! Nie spałam z nim jeszcze! Staram si panować nad agresją. Zbiegłam po schodach i już chciałam wychodzić kiedy wielka dłoń zacisnęła się na moim ramieniu. Sebastian! Nawet się odwracać nie musiałam. Nie wypuszcza mnie,jak nie zjem śniadania. Jeśli nie wrócę na obiad-szuka mnie. Jeśli nie wrócę na kolacje jest wkurwiony,znajduje mnie i daje podwójną porcję. Jednym słowem wkurwiająca niańka. Myśli,że jest jakimś bogiem jak Malik,karze mu mnie pilnować w jedzeniu. A najlepsze jest to,że działam mu na nerwy jak cały dzień jestem grzeczna,a w nocy się wymykam do klubów. Znam już wszystkie. Myśli,że nie skapnęłam się,że majstrował mi w telefonie i wmontował nadajnik. Jest cwany ale nie tak jak ja. Mam dwa telefony,a on nie wie o tym drugim. Dlatego telefon z nadajnikiem podrzucam Suzan. Odbieram go dopiero jak mam wracać. Zjadłam na szybkiego jajecznice z tostem. To już jest monotonne. Śniadanie,obiad i kolacja-jajecznica z tostami. Nie umie nic innego,dlatego to ja robię za kucharkę jak mi się nudzi. Narobiłam już dań,że starczy do niedzieli. Wyszłam z domu i schowałam do kieszeni oba telefony. Niestety muszę wytrzymać do piętnastej,bo Suzan pojechała do krewnych w odwiedziny. Wsiadłam na mój zielony motor i założyłam czarny kask. Rozmyśliłam się! Wyciągnęłam telefon z nadajnikiem i rzuciłam go w stertę szmat. Wyjechałam z garażu i od razu szybko ruszyłam. Zanim się domyśli już będę poza jego zasięgiem. Cicha,nieśmiała dziewczyna? Zgubiłam ją gdzieś po drodze. Teraz jest wnerwiające,kusząca,seksowna i pewna siebie dziewczyna,która jest agresywna jak ją wkurwisz. Mam jeszcze pięć minut na dotarcie do celu. Mianowicie? Stary tor w lesie. Byłam punktualnie. Pierwszy wyścig? Ja vs Dark. Nie znam typka ale podobno jest niezły w wyścigach motorowych. Chyba nie muszę mówić,że nikt nie wie,że jestem dziewczyną? Zawsze jestem punktualna i nie muszę ściągać kasku. Teraz też nie muszę. Praktycznie nikt mnie nie zna lub nie poznaje. Podjechałam na strat i czekałam na mężczyznę. Włosy miałam dokładnie schowane pod kaskiem.
-To z Tobą mam się ścigać? Ty nazywasz się Hell?-zapytał chłopak na czerwonym motorze. Skinęłam głową,a przed nami stanęłam czarnowłosa dziewczyna z długimi nogami i czarno-białą flagą. Spódniczka i stanik. Tylko to miała na sobie. Kiedy flaga zetknęła się z asfaltem ruszyliśmy. Jechałam równo z nim,aż w połowie go nie wyprzedziłam. Jechałam zbyt szybko nawet jak na zawodowca. Ufałam swojej maszynie i samej sobie. Dojechałam na metę pierwsza. Zrobiłam drift i zgasiłam motor. Dark przyjechał minutę później. Zdjęłam kask i potrząsnęłam głową,powodując,że moje włosy rozsypały się na plecy i ramiona. Wszyscy się na mnie patrzyli z szokiem lub zdziwieniem albo tym i tym. Lustrowali mnie wzrokiem albo pożerali. Byłam lekko znudzona.
-Clary Hell-powiedziałam z triumfalnym uśmiechem,patrząc na umięśnionego koreańczyka o przydługich włosach i czarnych oczach. Był cholernie zaskoczony ale po chwili się ogarnął.
-Raizo-przedstawił się i wziął od swojej dziewczyny czarny plecak z kasą. Wzięłam od niego plecak i postawiłam przed sobą. Wyciągnęłam wrednego zielonego Iphona i odblokowałam go.

                                              Od: Zastrzeżony.
     Masz ogon. Zgub go!
                                               xXx.
 Co? Jaki ogon? Po chwili usłyszałam auto.
-Jest mądrzejszy niż myślałam-westchnęłam,patrząc na zbliżające się auto. Czarne. Nie rzucało się zbytnio w oczy. Sebastian. Warknęłam zirytowana i ubrałam kask. Nie chce mi się z nim gadać..w dodatku przed tłumem-Zbyt poważnie traktuje to jebane zadanie niańczenia mnie-mruknęłam. Ruszyłam. To nie jego samochód...Gliny! Jeszcze bardziej przyśpieszyłam.

                                                          *****
Jak tylko Malik się dowie,że zostałam postrzelona przez jakiegoś pierdolonego policjanta,wpadnie w szał. Odwinęłam bandaż i szok...Nie było mojej rany! Zniknęła,nawet blizny...Wzięłam prysznic i zobaczyłam we wnętrzu lewej ręki dziwny znak. Na przedramieniu też. Widziałam gdzieś te znaki...Ojciec i Matka takie mieli.Byli Łowcami...A skoro oni byli to my jesteśmy...
Znak Łowców.
To wyjaśnia,czemu moje rany się szybko goją i nie zostają blizny...Ubrałam czarną bokserkę,ciemne rurki,glany i skórzaną kurtkę. Zeszłam na dół i kolejny zgon...
-Helen? Co tu robisz?-wykrztusiłam zszokowana. Była zapłakana.
-Porwali Klausa. Wampiry i trzy wilkołaki-odpowiedziała.
-Jest bezpieczny dopóki żyję i wampiry się nim nie pożywiły-oznajmiłam. Wzięłam klucze i wybiegłam z domu. A za mną zapłakana Helen i moja osobista niańka. Za dużo czasu by mi zajęło obejście auta,więc przejechałam się po masce. Otworzyłam drzwi i usiadłam za kierownicą. Helen usiadła z tyłu,a niańka z przodu. Ruszyłam szybko,a oboje zapieli pasy bezpieczeństwa. Po pięciu minutach byłam pod wyznaczonym miejscem. Wysiadłam z auta,tak jak siostra i niańka. Z tą różnicą,że nie rzuciłam się na trawę i zaczęłam ją całować,tak jak oni.
-Kto Ci dał prawo jazdy?!-krzyknęła Helen.
-Nikt-odpowiedziałam i otworzyłam furtkę oplątaną białą różą.Weszłam do ogrodu i zaczęłam tupać nogą w trawę.
Weszłam do ogrodu i zaczęłam tupać nogą w trawę. Po chwili usłyszałam skrzypienie-Jest!-mruknęłam do siebie i zaczęłam wyrywać trawę. Złapałam za sznur i pociągnęłam do siebie. Klapka się otworzyła i zobaczyłam skrzynie z bronią i ubraniami Łowcy. Plecak też znalazłam. Wpakowałam tam ciuchy i rzuciłam w niańkę. Do drugiego,znacznie większego zapakowałam broń. Miecze,noże do rzucania,kołki i gwiazdki. Zamknęłam klapę i ubrałam plecak. Ciężki ale co tam.
-Co to wszystko ma znaczyć?!-krzyknęła zszokowana Helen.
-Jesteśmy Łowczyniami jak rodzice i Klaus-odpowiedziałam,idąc do auta. Rzuciłam plecak na tylne siedzenie i usiadłam za kółko. Oni też wsiedli do auta i zapięli pasy. Ruszyłam z piskiem opon. Po kilku minutach wchodziłam na jacht naszego ojca. Plecak ciepnęłam gdzieś i ruszyłam pełnym gazem. Jacht był szybki. Dzień drogi stąd jest wyspa Kukuli. Tam jest Klaus. Prowadziłam jacht przez cały dzień,noc i ranek. Trzy kilometry przed wyspą,prowadzenie objął Sebastian. Ja się przebrałam w czarną koszule,gorset,skórzane wygodne spodnie,trapery i rękawiczki bez palców.
 Wszystko czarne. Helen miała podobny strój tylko niebieski. Potem poprzypinałam broń. Nagle jacht się rozpierdolił i wyrzuciło nas do morza.
  Kilometr do brzegu. Płynęłam pierwsza. Znaki strasznie piekły,znak że wampiry są blisko. Wyszłam z morza na piasek i wyciągnęłam miecz. Wyglądałam jak bogini zemsty.
-Nie mam zamiaru bawić się w chowanego!-oznajmiłam-Jak nie oddacie mojego brata to kurwa pożałujecie,że się urodziliście!!-krzyknęłam. Słyszeli mnie,mają dobry słuch. Z lasu wyszły trzy szare wilki. uśmiechnęłam się promiennie-Zabawę czas zacząć-mruknęłam,atakując. Dwóm z trzech wilków. Z trzecim miałam mały kłopot ale szybko go pokonałam.
-Fuu!-pisnęła Helen i zwymiotowała.
-Co to za miejsce?-zapytał Sebastian. Moja niańka była zdezorientowana.
-Powiedzmy,że wyspa,której nie ma na mapach i tylko Łowcy i inne stwory wiedzą gdzie jest-odpowiedziałam.
-Kukuli? Byłaś tu kiedyś?-zapytała blondynka.
-Żeby to raz-odpowiedziałam z ironicznym uśmiechem. Wyciągnęłam miech z klatki piersiowej wilka i oczyściłam go z krwi. 
Fala,która rozbiła jacht.
-Musimy być na czas pod zamkiem Irnor-oznajmiłam. Nie zrobiłam nawet jednego kroku,a przede mną wylądował ogromny biały smok. Patrzyłam w jego duże żółte oczy i pokłoniłam mu się. Odwzajemnił ukłon i dotknął pyskiem moje czoło. Bardzo powoli na niego wsiadłam. Miał założone dziwne białe siodło,było wygodne. Pogłaskałam go po szyi prawą ręką. Łuski były śliskie i piękne. Poczułam pieczenie we wnętrzu prawej dłoni. Popatrzyłam na nią. Biały maluteńki smok był odciśnięty na mojej skórze.
-Jestem Saphira-odezwała się smoczyca w mojej głowie-Jesteś moim Jeźdźcem. Będę na każde Twoje wezwanie-dodała.
-Jestem Clary-przedstawiłam się-Mogłabyś mnie zawieść do zamku Irnor?-zapytałam. W mojej głowie rozległ się śmiech smoczycy.
-Oczywiście! Tylko nie spadnij-odpowiedziała i wystartowała. Osobiście? Mam lęk wysokości ale to było niesamowite uczucie. Po kilku minutach byliśmy prawie u celu. Tylko kawałek. Smoczyca zniżyła lot. Trafiliśmy na jakąś wojnę.
Smok Clary-Saphira.
-Co to za ludzie?Dlaczego walczą?-zapytałam Saphiry.
-Elfy. Walczą w swojej obronie i zamku Parkas-odpowiedziała.
-Widzisz gdzieś mojego brata?-zapytałam z nadzieją. Sama też się rozglądałam ale nie miałam tak dobrych oczu jak smoczyca.
-Jest w zamku-odpowiedziała-Powiedz Alakares-poprosiła-Będziesz widzieć równie dobrze jak Ja-dodała. Powtórzyłam to słowo. Faktycznie. Widziałam lepiej niż wcześniej. Smoczyca ryknęła głośno,odpowiedziały jej dwa smoki za nami. Po czym zaatakowały tych złych. Przeleciała nad głowami elfów i wylądowała przed zamkiem.
-Nie mogę tam wejść-odpowiedziała na moje pytające spojrzenie. Zeszłam z siodła i z buta
otworzyłam sobie drzwi. Wyciągnęłam miecz i weszłam do środka. Widziałam twoje ludzi. Jeden siedział,a drugi stał przed nim i się śmiał. Widziałam dwie kolorowe plamy. Super,nie? Otworzyłam drzwi i weszłam do komnaty. Sala zebrań? Chyba tak. Mój brat siedział przywiązany do krzesła,a jakiś psychopata się śmiał. Czarnowłosy stał do mnie tyłem. Mam honor i nie będę atakować jak stoi do mnie plecami.
-Zostaw mojego brata!!-krzyknęłam. Chłopak,szybko się odwrócił do mnie przodem. Czarne oczy,blada cera i szpiczaste uszy. To z pewnością elf.
-Clarisso,natychmiast uciekaj!!-rozkazał mi Klaus. Czarnowłosy zlustrował mnie wzrokiem,po czym uśmiechnął się ironicznie. Już gościa nie lubię.
-Córeczka Jonathana i Margaret-stwierdził-Odłóż ten miecz,bo jeszcze sobie zrobisz krzywdę-zakpił. Poprawka,nienawidzę gościa!
-Tobie zrobię krzywdę!-warknęłam i popatrzyłam na niego wyzywająco.
-Jak sobie chcesz-mruknął,wyciągając miecz. Zaatakował mnie-chciał odciąć głowę,ale zrobiłam unik. Zablokowałam jego cios i kopnęłam z całej siły w brzuch. Zrobił kilka kroków do tyłu,aby złapać równowagę i teraz ja zaatakowałam-Jak się rozpłaczesz to cię oszczędzę-oznajmił z uśmieszkiem. Prychnęłam i strzeliłam go z liścia. Troszkę go rozdrażniłam. Przez kilka minut walczyliśmy. Było słychać szczęk naszych mieczy jak napierały na siebie,kroki i stłumione krzyki Klausa. Chłopak był ode mnie silniejszy i mądrzejszy ale ja po swoje stronie mam zaskoczenie i zwinność. W końcu udało mi się jakoś wykopać z jego ręki miecz i przywaliłam mu z obrotu. Runął na ziemię nieprzytomny. Podbiegłam do Klausa i przecięłam liny wiążące ręce i nogi. Przytulił mnie i pocałował w głowę.
-Tęskniłem za Tobą i tak cholernie się bałem-szepnął,przytulając mnie mocniej.
-Też tęskniłam-odpowiedziałam-Chodź-poprosiłam,wyplątując się z jego uścisku. Postanowiliśmy go przywiązać do stołu. Nie uwolni się sam. Chciałabym zobaczyć jego minę jak się ocknie! Wybiegliśmy z zamku. Saphira czekała na mnie pod wejściem do zamku. Uśmiechnęłam się do niej.
-Uważaj! Smok!-pisnął Klaus i zrobił jakiś dziwny ruch,przez co wylądowaliśmy na trawie. Zwijałam się ze śmiechu z jego reakcji. Smoczyca też się śmiała.
-Dobrze się spisałaś-pochwaliła mnie.
-Ty też-odpowiedziałam. Mogę się z nią komunikować poprzez myśli. Wstałam tak jak Klaus. Zobaczyłam jak Helen biegnie do nas na złamanie karku. Przytuliła się do Klausa,a później do mnie. O mało mi żeber nie zmiażdżyła! Zaśmiałam się i odeszłam kawałek,żeby sobie porozmawiali. W końcu się pokłócili. Podeszłam do smoczycy i pogłaskałam ją po szyi.
-W zamian za pomoc,chciałbym żebyście zamieszkali z nami do puki będziecie chcieli-powiedział głos za mną. Odwróciłam się i zobaczyłam blondyna o niebieskich oczach. Uśmiechał się przyjaźnie.
Książę Kaspian II.
 -Nie skorzystamy, Wracamy do domu-oznajmiłam.
-Twoja siostra się zgodziła,tak samo jak Twój brat-powiedział. Popatrzyłam w ich stronę. Patrzyli na mnie z uśmiechem na ustach. Uduszę ich własnoręcznie! Posłałam im spojrzenie mówiące "Jeszcze będziecie błagać". Nie mam nic do gadania,bo ich jest dwójka,a ja jedna i siłą ich stąd nie wyciągnę...chociaż? Ja mam jeszcze smoczyce,więc jest po równo.
-Mam go zjeść?-zapytała smoczyca,widząc moją minę.
-Dobry pomysł ale nie-odpowiedziałam. Saphira prychnęła na blondyna i ze zmrużonymi oczami przyglądała mu się.
-Zostałam przegłosowana-westchnęłam,zrezygnowana.
-Kaspian II książę-odpowiedziała na moje nieme pytanie. Też mi coś. Chłopak uśmiechnął się szeroko.
-W takim razie chodź-poprosił,wskazując na białego konia.
-Wolę Saphire-oznajmiłam i wsiadłam na grzbiet smoczycy.
-Jak chcesz-mruknął pod nosem-W takim razie jedź za mną-rozkazał. Niedoczekanie Twoje. Saphira ryknęła,po czym wzbiła się w powietrze. Książę od siedmiu boleści wsiadł na swojego konia po czym ruszył galopem. Bez najmniejszych trudności,smoczyca leciała obok niego. Przed nami pojawił się las,więc Saphira musiała lecieć nad drzewami. Po kilku godzinach zapadła noc. Nie stanęliśmy na żaden postój.











                                                      ^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^


Hej. Podoba Wam się rozdział? ZA 5 KOMENTARZY BĘDZIE NASTĘPNY ROZDZIAŁ.

6 komentarzy:

  1. Świetny rozdział. Tylko unikaj powtórzeń. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zajebisty rozdział! Masz dodać następny! Na pewno bd 5 kom, a nawet więcej!
    Karolcia ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kiedy 6 rozdział??? Nie moge się doczekać!

    OdpowiedzUsuń
  4. Saphira to bardzo ładny smok! I ten książę...

    OdpowiedzUsuń
  5. Czy sa te kody?

    OdpowiedzUsuń