Piosenki

niedziela, 18 maja 2014

Rozdział 7.

Weszłam do zamku niepostrzeżenie. Nikt mnie nie zobaczył jak szłam bezszelestnie do kuchni. Roiło się tu od kucharzy. Oczywiście pozwolili mi sobie coś upichcić. Tak na wszelki wypadek ubrałam fartuch i zaczęłam pichcić. Najpierw chciałam zrobić sobie naleśniki ale niektóre składniki wylądowały na mnie i włosach a nie na 'patelni' jeśli jakieś żelastwo można tak nazwać. Udało mi się zrobić trzy naleśniki z reszty ciasta. Potem zrobiłam sobie jajecznice z dwóch jajek. Zjadłam wszystko na miejscu,częstując kucharzy moimi naleśnikami. Dałam im przepis i kiedy zjadłam wyszłam. Nie mam zamiaru pokazywać się w takim stanie komukolwiek. Mąka we włosach,jajko na butach,ciasto na ciele i włosach. Jestem istnym przerażeniem. Na szczęście nikogo nie spotkałam po drodze do swojego pokoju. W tym problem. Gdzie jest reszta? Gdy weszłam do pokoju,aż się wzdrygnęłam.
-Co tu robisz?!-warknęłam z wrogością. Ten cham leżał sobie w najlepsze w moim łóżku.
-Leżę-odpowiedział.
-Masz minutę na wyjście stąd albo wywalę Cię siłą!-zagroziłam. Popatrzył na mnie i uśmiechnął się ironicznie. Wskazałam na drzwi,widząc,że nadal leży na moim łóżku-Widzisz te drzwi?-zapytałam na co przytaknął-Albo dobrowolnie stąd wyjdziesz albo Cię przez nie wypierdolę-warknęłam. Nie ruszył się nawet o milimetr.
-Możesz spróbować-powiedział drwiąco. Nie potrzeba mi dwa razy potarzać. Podeszłam do niego. Złapałam za nogę i ściągnęłam go z łóżka. Zaciągnęłam pod drzwi. Sięgnęłam do klamki i straciłam grunt pod nogami. Zmarszczyłam brwi. Teraz to ja leżałam na podłodze,a Artagan siedział na moim brzuchu i unieruchomił mi ręce.
-Złaź ze mnie!-warknęłam,próbując wyrwać ręce z uścisku.
-Przeproś-powiedział.
-Niedoczekanie Twoje!-syknęłam. Nie mam zamiaru i już!
-Negocjujmy-zaproponował,ignorowałam go i uparcie próbowałam wyrwać ręce. Żeby nie patrzeć na jego przystojną gębę,popatrzyłam na uwięzione ręce-Puszczę Cię w zamian za...-nie dokończył,bo mu przerwałam. To moja szansa!
-Za co?-zapytałam zaciekawiona. Nie interesowało mnie to wcale. Lekko poluźnił uścisk na moich rękach. Przestałam się szarpać. Jak mu przywalę to popamięta!
-Za...-zamyślił się,poluźniając jeszcze bardziej uścisk. To mi wystarczyło.Wyszarpałam ręce i zrzuciłam go z mojego brzucha. Był zszokowany. Sięgnęłam po łuk i strzałę. Zdążyłam ją nałożyć na cięciwę,naciągnąć i wymierzyć w niego.
-Jeśli nie chcesz,żeby ta strzała Cię nie przebiła radze Ci wyjść po dobroci-powiedziałam groźnie. Wystarczy,że puszcze strzałę. Wyszedł posłusznie.
-Idiota-mruknęłam pod nosem i zamknęłam drzwi na klucz. Wzięłam prysznic,ubrałam czerwoną bieliznę,męską koszule(mój rozmiar),spodnie i buty. Rozczesałam włosy i zaplotłam je w kłosa. Rzuciłam się na łóżko-dosłownie i zasnęłam. Obudziłam się przed północą. Wstałam z łóżka i wyszłam z pokoju,zamykając go na klucz. Zeszłam cicho po schodach i kiedy usłyszałam kroki,schowałam się za jakimś drzewkiem. Dwóch chłopaków bliźniaków szło do schodów.
Po prawej Aramil,po lewej Amarin (słudzy Artagan'a)
 -Nie wiem po co zabijaliśmy tego chłopaka-mruknął cicho pierwszy. Byli umazani we krwi.
-Bo Artagan nam rozkazał. Za niedługo zostanie królem i będzie podporządkuje sobie całą Alakilie..-powiedział drugi.
-Mógłby zacząć od blondynki i jej siostrzyczce-powiedział ten pierwszy. Helen i ja? Podporządkować? Może co najwyżej siebie!
-Nie miałbym nic przeciwko zabiciu tej głupiej blondynki-oznajmił ten drugi. Po moim trupie! Zniknęli na schodach,a ja jak najszybciej wybiegłam z zamku. Bałam się o Helen...Jest mądra i silna,na pewno sobie poradzi...Klaus z nią jest. Nic jej nie będzie. Wbiegłam do lasu i zatrzymałam się dopiero kilka metrów przed białą smoczycą,która właśnie wylądowała. Podeszłam do niej i wsiadłam na siodło. Wzbiła się w górę z dziecinna łatwością. Rozluźniłam się i uspokoiłam dopiero po chwili latania nad lasem.
Potem smoczyca ruszyła nad duże jezioro...
Po drugiej byłam na dziedzińcu zamku. Zrelaksowana i spokojna. Moje obawy się rozwiały,a ja ruszyłam pod dach,schować się przed deszczem. Znieruchomiałam jak tylko zobaczyłam Helen i jednego z tych chłopaków. Dobierał się do niej,a ona próbowała go odepchnąć. Podbiegłam do nich i odepchnęłam chłopaka od mojej siostry.
-Zostaw ją w spokoju!-warknęłam,on tylko się zaśmiał i zrobił szybki ruch ręki. Poczułam pieczenie na ramieniu i po kilku sekundach ciepło. Rzuciłam się na niego. Po chwili walki,skręciłam mu kark,dla pewniaka wbiłam mu sztylet w serce. Wstałam z mokrej kamiennej posadzki i podeszłam do płaczącej siostry. Przytuliłam ją do siebie.
-Już Ci nic nie zrobi...Zabiłam go...-pocieszałam ją-Odprowadzę Cię do pokoju-oznajmiłam i ruszyłam z płaczącą siostrą do jej pokoju. Po chwili leżała już na łóżku,czysta i przebrana. Po chwili zasnęła.Rzuciłam na jej pokój czar ochronny i poszłam do siebie. Umyłam się i przebrałam w piżamę. Przykryłam się na łóżku i zasnęłam. Miałam koszmary w nocy. Bardzo dziwne. Śniło mi się,że nie zdążyłam uratować siostry od tego gwałciciela,że ten chłopak zabił Helen i Klausa na moich oczach. Rzucałam się po całym łóżku...
Usiadłam z krzykiem na ustach. To na bank ten książę od siedmiu boleści bawi się w czarodzieja. Nie miałam nawet zadrapania po wczorajszej bójce. Można to nazwać samoobroną,poniekąd. Umyłam się,ubrałam i popatrzyłam na swoje odbicie w lustrze. Sińce pod oczami,podpuchnięte oczy i blada twarz. Nie wyglądam najlepiej. Schowałam sztylet do wysokiego buta i zeszłam do pokoju siostry. Klaus też tam siedział i przytulał blondynkę,która płakała. Opowiedziałam mu o wczorajszej nocy(pomijając wycieczkę z Saphirą).
-Ale co Ty tam właściwie robiłaś?-zapytał.
-Spacerowałam po sadzie,bo nie mogłam zasnąć-skłamałam. Elfy nie czytają w moich myślach,ale w ich tak.
-Chodźcie na śniadanie-poprosiłam.
-Nie wyjdę stąd-oznajmiła Helen i wybuchnęła głośniejszym płaczem. Popatrzyłam porozumiewawczo na Klausa. Wyszłam z pokoju i zeszłam na dół. Weszłam na salę. Położyłam na tacy coś co wyglądało jak kaszka,dwa jabłka,mleko z rodzynkami czy czymś takim i trzy kubki herbaty. Ominęłam kałuże wody i weszłam ostrożnie po schodach. Nogą otworzyłam drzwi do pokoju blondynki i weszłam do środka. Postawiłam tacę na szafce nocnej i usiadłam na fotelu.
Po pięciu godzinach namawiania blondynki,w końcu się poddała i wyszła na świeże powietrze. Nasze szczęście nie trwało długo. Kiedy tylko Helen zobaczyła bliźniaka zmarłego chłopaka. Wrzasnęła z przerażenia i rzuciła się do ucieczki. Ja razem z Klausem zostałam rzucona na ziemię.
-Zabij mnie Klaus,błagam!-jęknęłam.
-Nie zamierzam-oznajmił. Helen zwiała do lasu...Zaraz spoważniałam.
-Ona nie zna lasu!-pisnęłam. Błyskawicznie wstaliśmy i patrzeliśmy na las.
-Coraz gorzej-westchnął. Oprzytomniałam szybciej od niego.
-Znajdę ją,a Ty tutaj zostań i pogadaj sobie z Kaspianem-oznajmiłam. Wymieniłam z bratem porozumiewawcze spojrzenie i rzuciłam się do szaleńczego biegu za siostrą.Co prawda zmęczyłam się dopiero w połowie lasu ale ktoś mnie obserwował więc nie mogłam wezwać Saphiry. Przykucnęłam przy śladzie. To nie mojej siostry! O ja pierdolę!! Wstałam i wyciągnęłam miecz z paska. Rozejrzałam się i zobaczyłam dwóch umięśnionych mężczyzn. To na pewno ludzi tego egoistycznego książulka od siedmiu boleści. Zachciało się mojej siostrze biegać po lesie!
-Kalabis!!-krzyknęłam,wskazując miechem na przeciwników. Z moich przeciwników została kupka popiołu,a ja straciłam przytomność. Otworzyłam z trudem oczy i wstałam. usłyszałam ryk smoczycy i z jej pomocą wsiadłam na siodło. Moja siostra też siedziała na grzbiecie Saphiry. Wylądowała kilka metrów przed zamkiem i jak zeszłyśmy z jej grzbietu odleciała. Byłam wykończona,a do tego miałam gorączkę...Kiedy znalazłyśmy się pod zamkiem,gdzie czekał Klaus i jakiś chłopak,ponownie straciłam przytomność.
                                                        ****
-Ma gorączkę i jest strasznie zmęczona-stwierdził jakiś stary głos-To Kasikin. Choroba powoli ją zabiera na Tamtą Stronę-dodał.
-Da się coś zrobić?-zapytał dziewczęcy głos. Nie miałam siły bawić się w obstawianie kto to jest.
-Saphira...Las...Idź...Klaus...Pomoże...Mi-wyszeptałam z wysiłkiem i ponownie zapadła ciemność.
                                                   
                                                       ****
Otworzyłam oczy i od razu oślepiło mnie słońce. Rozejrzałam się po swoim pokoju. Klaus i Helen spali na fotelach z kocami i poduszkami. Wstałam z łóżka. Umyłam się,ubrałam i popatrzyłam na siebie w lustrze. Blada,sińce pod oczami. Tsa. Rzucił mi się w oczy naszyjnik na mojej szyi.
Niebieski kryształ a na nim biały smok i pod spodem jeszcze malutki kluczyk. Poznałam ten naszyjnik. Śnił mi się. Zrobiony z wody,zmieszany ze łzą i krwią smoka i Jeźdźca. To on mnie uratował od tej choroby rzuconej na mnie podstępnie. Schowałam naszyjnik pod koszulę i wyszłam z mojego pokoju. Bez pukania weszłam do pokoju tego gnoja.
-Masz mi coś do powiedzenia?!-zapytałam poirytowana.
-Nie-odpowiedział zaskoczony.
-Nie?! Kto nasłał na moją siostrę jakiegoś psychola?! Kto nasłał na mnie zabójców?! Kto chciał mnie zabić jakimś zaklęciem,powodującym choroby?!-krzyknęłam zdenerwowana. Zabiję go!
-Na pewno wiesz kto to zrobił-odpowiedział cynicznie.
-Oczywiście,że wiem-potwierdziłam-Radziłabym Ci spać z otwartymi oczami-powiedziałam z groźbą w głosie.
-Grozisz mi?-zapytał "przestraszony".
-Ależ oczywiście,że nie-powiedziałam z sarkazmem po czym wyszłam z jego pokoju. Zabiję Cię jak tylko będę miała okazję. Trucizną,zaklęciem,mieczem czy nawet poduszką. Weszłam do swojego pokoju i usiadłam na parapecie. Lało jak cholera i była burza. W końcu pora na jesień. Tu szybko zmieniają się pory roku,najdłużej jest tu tylko zima. Na samo wspomnienie białego puchu,zamarzniętych kauż i stawów wzdrygam się. Nienawidzę zimy. Jak w tą zimę się nie połame to będzie cud! Położyłam się spać bo jestem jeszcze nie w formie,a poza tym zmęczył mnie czar na chorobę,którą w moim świecie nazywamy ospą. To się jutro zdziwi. Zasnęłam po chwili.
Obudziłam się dwa dni później.
-Artagan jest chory na ospę,wiesz coś o tym?-zapytał Klaus. Udałam zdziwioną.
-Ospę?-udałam zdziwienie i nawet dobrze mi to wyszło. Może jeszcze poplątam różyczkę i odrę? Będzie zabawniej.
-Jest zmęczona,zostaw ją w spokoju-obroniła mnie Helen. Jako jedyna się przejmuje moim zdrowiem.
-Ale to ona mu to zrobiła!!-krzyknął wściekły i wyszedł z mojego pokoju trzaskając drzwiami. Czyżby przeszedł na jego stronę? Z pewnością. Tak więc zmieszałam choroby tego chuja. Zasnęłam po chwili.
Obudziłam się kilka dni później i ku mojemu zdziwieniu nastała zima. No nieźle. Kiedy wreszcie mogłam wyjść z zamku,Helen wyszła ze mną. Ona uwielbiała zimę. Ziemia zamarzła więc musiałam iść naprawdę wolno,żeby nie wyrąbać ale i tak mi nie wyszło bo poślizgnęłam się i długo walczyłam z grawitacją,aż w końcu przejechałam się po śliskiej powierzchni i wleciałam w zaspę. Blondynka zaczęła się śmiać jak opętana. Kiedy wreszcie uwolniłam się od zaspy rzuciłam w nią dużą kulką śniegu. Tak rozpętała się trzecia wojna światowa na śnieżki i moją walkę z grawitacją. Po trzech godzinach wylądowałam na tyłku i w dodatku przejechałam się trochę po lodzie. Mój tyłek cierpiał! Czerwone jak raki wróciłyśmy do zamku. Ja z kilkoma siniakami. Zjadłyśmy kolację z resztą. Królowa przyglądała mi się bacznie. Co ja takiego zrobiłam? W dodatku Klaus zaprzyjaźnił się z
Enilis Vey Karalis-Królowa (jest po stronie Dobra)
bratem bliźniakiem zmarłego Aramila-Amarin'em. Teraz on też jest Upadłym. Tak ich nazwałam. Są Upadłymi. Klaus posyłam mi co jakiś czas złowrogie spojrzenie. Coś knują i to na pewno mnie dotyczy. Stan Artagan'a pogarszał się albo polepszał,zależy jaki miałam humor. Odwdzięczał mi się koszmarami. Co ja poradzę,że jego stan jest zmienny?
-Nie przejmuj się nim-szepnęła moja siostra. Oderwałam smutne spojrzenie od Klausa i popatrzyłam na nią. Jako jedyna mi pomagała,nie licząc Valmai,z którą się zaprzyjaźniłyśmy.
-Oni coś knują przeciwko mnie-oznajmiłam im obu.
-Skąd wiesz?-zapytała zaciekawiona białowłosa.
-"Ukradkowe" spojrzenia w moją stronę podczas ich rozmowy są idiotyczne i na pewno to będzie związane z moją osobą-odpowiedziałam jej. Nie kryli nawet,że mnie obgadują. Z intensywnością gapiłam się na moje wino. Było jakieś dziwne. Jakby wlać do wody-wódki.
-Nie pijcie wina,dolali coś do niego-ostrzegłam je.
-Najchętniej zalałabym się w trupa-oznajmiła Helen.
-Nie tylko Ty jedna-westchnęłam. Po tym winie nie miało się kaca,co było bardzo pomocne na następny dzień. Już wypróbowałam kilka razy. Po skończonej kolacji Królowa chciała ze mną pomówić. Poszłam za nią do jakiegoś tajnego pokoju wypełnionymi obrazami przeróżnych smoków. Jeden mi się rzucił w oczy. Z pewnością kobieta na obrazie była Jeźdźcem Niebieskiego Smoka.
Był zupełnie inny od mojego.
-Jesteś Jeźdźcem,prawda?- zapytała,przyglądając mi się uważnie.
-Tak-odpowiedziałam.
-Jakiego koloru?-zapytała.
-Białego-odpowiedziałam.
-Nigdy nikt nie dosiadł Białego Smoka-powiedziała.
-Saphira mnie wybrała z jakiegoś powodu i uratowała życie przed śmiercią z jakiejś głupiej choroby wywołanej przez Artagan'a,któremu po raz kolejny się nie udało mnie zabić-mruknełam.
-Prowadzicie między sobą wojny na choroby-stwierdziła Enilis.
-Ja nie przywołuje chorób śmiertelnych,tak jak on-oznajmiłam.
-Chcesz go tylko nastraszyć,żeby dał Ci święty spokój-czytała mi w myślach?-On nigdy Ci nie da spokoju-oznajmiła-Będziecie wrogami do końca życia-dodała. Nie mogła mi czytać w myślach.
-Przywołuje choroby,których nie zna i mieszam je ze sobą-oznajmiłam niewzruszona. Nie działają na mnie takie kazania.







                                     ^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
Mój komputer to debil i działa mi na nerwy. Co ustawiam,żebyście mogli komentować to ten cwel cofa ustawienia. Podoba Wam się rozdział? Dodałam ten rozdział,bo obiecałam komuś. Tym ktosiem jest moja Najlepsza Przyjaciółka Karolina. Następny też dodam dzisiaj,jak się wyśpię. :D