-Nie radze niczego próbować. Jesteśmy nietykalne-oznajmiłam,dodając kilka łyżeczek zielonego proszku.
-Nietykalne? Chcesz się przekonać?-zapytał z groźbą w głosie. Zaśmiałam się,dodając łyżeczkę fioletowej cieczy. Normalnie jak galaretka.
-No pewnie. Uderz mnie albo moją siostrę,a Twój pożal się boże książę nie zostanie uleczony i nigdy nie wyjdzie z łóżka-powiedziałam z wyższością i dumą. Mają przesrany tydzień albo dwa.
-Że niby Ty masz go leczyć?-zakpił sobie ze mnie bijąc w policzek moją siostrę. Był zajęty uderzeniem blondynki,więc nie zobaczył,że wsypałam troszkę niebieskiego i żółtego proszku. To się książę i jego podwładni ucieszą!
-Królowa mi rozkazała go uzdrowić,więc nie fikaj-warknęłam dodając pół łyżeczki czerwonego proszku. Wstrzymałam oddech i czekałam na jakiś wybuch,ale ku mojemu zdziwieniu mój eliksir zrobił się kremowy. Czyli,że dobrze odważyłam wszystko i mogę go podać zasrańcowi.Na jego nie szczęście wszystko go będzie boleć. Zabrałam ampułkę z lekarstwem i popatrzyłam na tego żałosnego dupka.
-Jeśli ją jeszcze raz uderzysz to Twój książę umrze,a ja nawet palcem nie kiwnę-powiedziałam z powagą i groźbą. Niechętnie puścił Helen,która strzeliła mu takiego plaskacza,że odbiły się jej palce na jego policzku. Wyszłam z mojego "laboratorium" i weszłam po schodach na górę do pokoju tego delikwenta. Jego życie w moich niezdarnych rękach.
-Co Ty tu robisz?!-krzyknął,rzucając we mnie nożem. Z dziecinną łatwością zrobiłam unik i podeszłam bliżej jego łóżka.
-Jestem Twoim medykiem od dzisiaj,aż do tygodnia najwyżej dwóch-oznajmiłam z uśmieszkiem na ustach. Normalnie czuję się jak Rekla,a on jest Dubhe z klątwom,którą tylko ja mogę usunąć jeśli będzie mi się chciało. Wyciągnęłam rękę z buteleczką w jego stronę.
-Nie zamierzam nic od Ciebie brać,a już w szczególności lekarstwa-warknął.
-W takim razie nie mam zamiaru zatrzymywać choroby-oznajmiłam-Następną dawkę dostaniesz jutro wieczorem-oznajmiłam z uśmiechem na ustach i odwróciłam się do niego tyłem. Ruszyłam do drzwi.
-Zaczekaj!-poprosił zrezygnowany. Odwróciłam się z triumfem na twarzy i rzuciłam mu buteleczkę. Wypił ją do dna. Po chwili zaczął się zwijać z bólu.
-Następnym razem nie radze bić mojej siostry,bo on-wskazałam na wijącego się chłopaka-skończy gorzej-zagroziłam z satysfakcją. Wyszłam z jego pokoju i weszłam do swojego-piętro wyżej. Położyłam się spać,chodź było wcześnie.
Minęło tylko cztery dni,a ten gnom już był zdrowy! Tylko cztery dni nietykalności...Jeszcze jutro wielki zasrany bal z okazji jego zasranych okazji. Jebany bal,jebani ludzie,jebana suknia i wszystko jest jebane! Robiłam wszystko,żeby się rozchorować. Począwszy od spodenków i bokserki i leżeniu w zaspie. Po tym wybryku pilnuje mnie dziesięcioro strażników,co nie jest takie fajne,bo stoją w moim pokoju i się na mnie gapią. Czemu nie chcę iść? Odpowiedź prosta. Królowa i Król są starzy(chociaż nie wyglądają) i chcą dać koronę,któremuś z dwójki cholernych braci. Helen zakochała się w Kaspianie(ja się nie dziwie,bo ciacho,tylko minus jest dobry nienawidzimy się nawzajem). Moja siostra jakoś próbuje załagodzić naszą odwzajemnioną nienawiść. W końcu doszło do tego,że się założyliśmy się o takie tam głupstwo. Nie wiem jak wyglądam w ciemnej czerwieni ale na pewno nie będę odstraszać.Bardziej martwi mnie zakład. Mam przyjść w tej ciemno czerwonej sukience na bal. Jest jednak kilka plusów. Nie uzgodniliśmy czy mam tańczyć,udawać,że świetnie się bawię,i czy mam go nie wnerwiać. Po dwudziestej pierwszej wygnałam strażników swoimi metodami. Jak nie wyjdą,ubiorę ich w sukienki. W drzwiach się nie mogli zmieścić. Położyłam się spać.
Wstałam dobrze po siedemnastej. A obudził mnie nie kto inny jak Kaspian(Klocek). Jego metody budzenia są proste. Najpierw po dobroci,jak nie podziała do wanny lodowatej wody. Kiedy tylko otworzył drzwi wstałam ledwie przytomna.
-Już wstałam-mruknęłam. Umyłam się,ubrałam tą cholerną sukienkę,rozczesałam włosy,zamaskowałam znaki i wyszłam z łazienki. Popatrzyłam na zegar. Po 18...Goście już są. W grodze do Sali Balowej,umililiśmy sobie czas wymianą poglądów(po przezywaliśmy się troszeczkę) i o mało nie doszło do rękoczynów,którą nazywamy spotkaniem się z żeczywistością. W ostatniej chwili rozdzieliła nas Helen i Valmai.
-Jak nie będziecie się zachowywać to będziecie razem tańczyć na środku sali-zagroziła moja siostra. Ciekawa propozycja. Może dokończymy wymianę poglądów i spotkanie z żeczywistością?
-Chcesz,żeby się pozabijali i to przy ludziach?-zapytała Valmai-Ich wyzwiska wcale nie są przyjemne dla nas,a co dopiero jakby się tam zachowywali-dodała.
-Słuszna racja-przytaknęła blondynka. Weszliśmy do Sali Balowej i pierwsze gdzie się skierowałam to do Naszego stołu.
-Oni z pewnością chcą,żeby się pozabijali-mruknęła moja siostra,patrząc na nasz stolik. Klaus,Artagan i dwie nieznajome panienki. To będzie ciekawy bal i urodziny. Uśmiechnęłam się złowrogo do dwóch imbecyli czekających na nas. Usiedliśmy. Helen,Kaspian,Valmai i ja przy krawędzi stołu. Spokojnie mogliśmy wymieniać swoje poglądy. Już miał mi odpyskować kiedy Helen siłą odciągnęła go od stołu i zniknęli mi z oczu.
-Zwariować z Wami idzie-poskarżyła się mi białowłosa.
-Och,daj spokój. Ty chyba Nas rano nie widziałaś-stwierdziłam.
-Trzeba Was trzymać na bezpiecznej odległości. Co najmniej 10 000tysięcy kilometrów-oznajmiła.
-Nie wiem czy to by pomogło...-zaczęłam ale jakiś chłopak mi przerwał,prosząc do tańca. Powiedziałam tylko groźne NIE i sobie poszedł.
-Idzie Król-oznajmiła.
-Nie uważasz,że zima ma coś uroczego w sobie? Ja myślę,że jest i tajemnicza i piękna-zaczęłam swój monolog. Nawet nie dopuściłam jej do głosu-Moja siostra lubi akurat tą porę roku. Ja bardziej wolę inne pory roku,bo w zimie bardzo łatwo coś złamać na tak śliskim lodzie...
-Zatańczmy-rozkazał Król-Ilu już odprawiłaś książąt do domów?-zapytał.
-Koło piędźdździesiątki będzie. Na pewno się szybko nauczę ich spławiać-odpowiedziałam.
-Jak Ty ich tak szybko odprawiasz? Wracają do domu prawie płacząc-zapytał Król.
-Pokazuję im inną stronę siebie. Tej bardziej uszczypliwej,wrednej i mówiącej co tylko pomyśli-odpowiedziałam dumna.
-Bądź grzeczna-rozkazał i "oddał" mnie jakiemuś chłopakowi. No więc najpierw delikatnie próbowałam mu powiedzieć,że nie jestem zainteresowana,a potem no cóż...zaczęłam po swojemu.
-Nie jesteś w moim typie-wypaliłam,szukając pomocy u przyjaciółki. Tsa...ona raczej mi nie pomoże zwłaszcza,że patrzy na chłopaka,z którym tańcze współczująco i niemal przepraszająco.
-Król ostrzegał mnie przed Twoimi ciętymi uwagami-oznajmił.
-A ostrzegał przed tym,że potrafię nieźle przywalić?-zapytałam retorycznie. Oczywiście,że nie,bo Król nie wiedział o moich licznym bijatykach z Kaspianem i Upadłymi.
-Też-odpowiedział.
-Mogę zademonstrować na Kaspianie...
-Mówił,że często się bijecie ale z braterskiej miłości-przerwał mi.
-Tsa! Jak zwykle mówi odwrotnie-westchnęłam. Tańczył ze mną niewzruszony...
-Nie przepadam za chłopakami-oznajmiłam.
-Mnie na pewno polubisz-stwierdził. Rozpaczliwym gestem,nadepnęłam mu na stopę...Podziałało! Puścił mnie zaskoczony. Ruszyłam z triumfalnym uśmiechem do Valmai. Usiadłam na miejscu Kaspiana.
-Czemu Ty wszystkich odtrącasz?-zapytała płaczliwym głosem.
-Z tym upartym osłem nie miałam tak łatwo-obroniłam się-Po prostu mam kochającą siostrę,przyjaciółkę i Saphirę. Czego chcieć więcej?-odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
-Helen pomóż mi!-poprosiła białowłosa. Tak więc obie prawiły mi kazania,a ja z drwiącym uśmiechem na ustach patrzałam to na jedną to na drugą.
-Zachowujecie się jakbym popełniła zbrodnie-stwierdziłam.
-Też się tak zachowywałem-oznajmił Kaspian. Teraz oboje słuchaliśmy ich kazania. Popatrzyłam porozumiewawczo na blondyna.
-Gdzie Wy idziecie?!-krzyknęła za nami moja siostra,jak wstaliśmy od stołu i ruszyliśmy do tłumu tańczących.
-Nigdzie!-odkrzyknęliśmy niewinnym tonem.
-Nie wiem jak Ty ale ja się chyba zaleję w trupa i pójdę spać-stwierdziłam.
-Genialny pomysł ale starsi po ostatnim naszym "zalaniu w trupa" schowali arsenał nie wiadomo gdzie-oznajmił.
-Oni to uknuli już wcześniej-stwierdziłam.
-Dokładnie-przyznał mi rację blondyn.
-No nic! Na trzeźwo też można się bawić!-powiedziałam.
-Kolejny dobry pomysł-przyznał mi rację. Tak więc,zawróciliśmy. Nie dane mi było nawet dojść do stołu,bo ktoś mnie objął w talii i zaczął tańczyć wolniaka.
![]() |
| Książę Urian |
-Poddaj się to będzie Ci łatwiej przywyknąć-za proponował. Podniosłam głowę i zobaczyłam ciemno brązowe włosy zasłaniające mu połowy twarzy i szare oczy. Patrzyłam na niego z nieskrywaną niechęcią wręcz nienawiścią i determinacją.
-Nigdy się nie poddam-powiedziałam ostro,wkurzona na maxa. Moje policzki były lekko czerwone ze złości. On patrzyła na mnie z leciutkim podziwem,irytacją i determinacją.
-Jak sobie chcesz-mruknął-I tak do mnie przybiegniesz-stwierdził. Chyba po trupie,żeby Cię straszyć. Puścił mnie,a ja z zaciśniętymi pięściami wyszłam z Sali Balowej. Szlak mnie zaraz trafi! Wybiła północ,a ja wybiegłam z Sali i zaczęłam biec po schodach. Musiałam uważać,żeby się nie przewrócić. Weszłam do swojego pokoju i ściągnęłam zasraną sukienkę.
Ubrałam strój Łowców i wymknęłam się przez okno (wcześniej zamykając drzwi na klucz). Wylądowałam na trawie zwinnie i zaczęłam piec bezszelestnie z całym uzbrojeniem jaki miałam jak tu przyjechaliśmy. i wtedy mnie olśniło. Gdzie jest Sebastian? Zaczęłam biec jeszcze szybciej. Nie wiem ile tak biegłam ale zatrzymałam się dopiero przed zamkiem Irnor. Coś tu nie grało. Jeśli to pułapka to jestem w dupie. Weszłam do środka i bezszelestnie próbując namierzyć Sebastiana.
^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
Jak rozdział? Tą notatkę też napisałam dla Karoliny. Przykro mi,że nie dacie komentować ale to nic. Idę się kimnąć bo całe 24 godziny byłam na nogach. Dobranoc :**.

