Piosenki

poniedziałek, 19 maja 2014

Rozdział 9 ^^.

Przyzwyczaiłam się do pobudki Kaspiana. To taki jakby rytuał. Nawet nie otworzyłam oczu kiedy mnie wrzucił do wanny pełnej lodowatej wody. Po wczorajszej wyprawie niestety nie znalazłam Sebastiana.
-Znajdź sobie inną pobudkę.To już na mnie nie działa,Kaspian-oznajmiłam mu.
-Jestem Urian,a nie Kasper-poprawił mnie.
-To znajdź sobie dobre wytłumaczenie-powiedziałam,otwierając oczy i wychodząc z wanny.
-Chyba wystarczy,jak Ci powiem,że jestem Twoim narzeczonym?-zapytał. To chyba zaraz mnie szlak trafi! Ciekawe co jeszcze mi nie powiedzieli.
-Nie ręczę za siebie-warknęłam i wyszłam z mojego pokoju trzaskając mocno drzwiami (o mało z zawiasów nie wypadły). Musiałam walczyć z grawitacją,bo byłam mokra,a woda ciurkiem ze mnie spływała. Pewnie mają teraz jakieś zebranie rady czy coś. Otworzyłam drzwi i weszłam do środka.
-Nie wyjdę za Uriana!!!-wrzasnęłam na wstępie. Wszystkie oczy skierowały się na mnie. Zmrużyłam wściekła oczy i patrzyłam na Króla i Królową.
-A chcesz się przekonać?-zapytał Król nieźle wkurzony. Wyszczerzyłam się do króla.
-No pewnie-odpowiedziałam.
-Nie możemy się wycofać-oznajmiła Królowa smutno. Uważaj bo uwierzę!
-Nie mam zamiaru się z nikim żenić-oznajmiłam ostro.
-Twoje zdanie się tu nie liczy-wtrącił jakiś mężczyzna. Posłałam mu drwiący uśmieszek.
 Król Laurion (ojciec Uriena).
-Przed ołtarzem będzie-odszczekałam.
-Będzie brzmieć TAK-nie dawał za wygraną.
-Będzie brzmieć NIE-zaprzeczyłam. Nie wyjdę za niego i koniec kropka.
-To się okaże-mruknął.
-Będzie brzmieć NIE czy Wam się to podoba czy nie-oznajmiłam z szatańskim uśmieszkiem i wyszłam z Sali Obrad. Na schodach spotkałam Helen i Vaymai.
-Nie podoba mi się Twój uśmiech i nie chcę wiedzieć co zamierzasz-oznajmiła Helen.
-To naprawdę Ci się spodoba-powiedziałam.
-Co zamierzasz?-zapytała przestraszona białowłosa.
-Ja plus okno równa się wolność-podpowiedziałam.
-Zamierzasz uciec?-zapytała piskliwym głosem moja siostra.
-To na początek-mruknęłam,mijając je. Weszły ze mną do mojego pokoju. Przebrałam się w ciepłe spodnie szare,koszulę,długie buty i płaszcz. Włosy związałam w warkocza i wyszłam z dziewczynami.
-Idziemy na łyżwy-oznajmiła Helen.
-No to idźcie-powiedziałam i już miałam się odwracać ale złapały mnie za ramiona i zaczęły ciągnąć. Lud im znacznie pomagał,bo gdyby nie on nie miałyby szans-Ale ja nie chcę!!-krzyczałam i próbowałam się wyrwać. Po kilku minutach stałyśmy przed zamarzniętym jeziorem. Ubrały mi łyżwy na siłę i wypchały na jezioro. Wrzasnęłam i zaczęłam tracić równowagę. Mój taniec połamaniec,rozśmieszył dzieci. Miałam ochotę płakać. Nienawidzę zimy! W końcu jakaś pięcioletnia elficka dziewczynka się nade mną zlitowała. Nauczyła mnie panować nad nogami i nauczyła jeździć. Na początku mi nie szło ale potem w miarę się nauczyłam.
-Umiem!-pisnęłam i podskoczyłam. I tu był błąd,bo po sekundzie wylądowałam na tyłku. Dziewczynka zachichotała i popatrzyła za mnie. Zrobiłam tak samo.
-Zastanawiałam się lalusiu gdzie jesteś-oznajmiłam mu.
-Jestem od Ciebie we wszystkim lepszy-stwierdził,kiedy się podnosiłam.
-Nie masz szans mnie pokonać nawet na miecze-przypomniałam mu. Rzucił mi szpadę,którą złapałam-Skopię Ci dupę-oznajmiłam. Zaśmiał się i zaatakował. Z dziecinną łatwością odparłam atak. Usłyszałam dziewczyny jak mówiły "Znowu się zaczyna!". Dzieci obserwowały nas z zainteresowaniem. Po kilkunastu minutach wygrałam (jak zwykle).
-Jak Ty to robisz?-zapytał.
-Wygrywam? Za przeciwnika trzeba mieć ofiarę losu-zakpiłam.
-W jeździe na łyżwach mnie na pewno nie pokonasz-oznajmił.
-Nie masz szans-stwierdziłam. Ustawiłam się obok niego. Policzyliśmy do trzech i ruszyliśmy. Równo ale po chwili mnie wyprzedził. Przyśpieszyłam i wyminęłam go przed metą..Niestety nie umiałam hamować więc się trochę przejechałam...Koniec wycieczki miałam na kogoś klatce piersiowej. Wstałam i pomogłam "poszkodowanemu". Kompletnie nic nie widziałam przez włosy. Odgarnęłam je do tyłu i znieruchomiałam. Dlaczego? Dlaczego to mnie każe los?
-Czy ty mnie przypadkiem nie śledzisz?-zapytałam Uriana.
-Nie-odpowiedział rozbawiony. Prychnęłam i wyminęłam go. Po kilku metrach wleciałam na Kaspiana. Wyszliśmy z wielkiej zaspy. Otrzepałam ubranie.
-Nic Wam nie jest?-zapytała Vaymai.
-Wreszcie mam odpowiedź na swoje pytanie. Faceci są po to,żeby łagodzić upadek-oznajmiłam.
-Jej nic nie jest-stwierdził Kaspian.
-Ale Tobie za to coś wyskoczyło na twarzy-powiedziałam i rzuciłam w jego twarz śniegiem.
-Tobie też-odszczekał i oddał mi. Tak wybuchnęła wojna,wszyscy na wszystkich. Ku uciesze dzieciaków to Kaspian obrywał.
Byliśmy już prawie pod zamkiem,kiedy przyszła mi pewna myśl do głowy.
-Kto pierwszy w Jadalni ten jest lepszy od pozostałych!!!-wrzasnęłam i ruszyłam przed siebie. Co to by była za zabawa jakbyśmy nie oszukiwali? Żadna! Kaspian podstawił mi nogę i wywinęłam orła. Szybko się podniosłam i wepchnęłam Vaymai do olbrzymiej zaspy. Helen zlikwidował Kaspian wrzucając do "dziury" w środku zaspy. Zostaliśmy tylko my. Wbiegliśmy do zamku. Utykaliśmy na lewe nogi. Przeszliśmy na układ. Wejdziemy ramię w ramię. Tak też zrobiliśmy i szerokimi uśmiechami. Wszyscy,aż umilkli zdziwieni naszym zachowaniem. Zjedliśmy szybko kolację i teraz spokojnie piliśmy ciepłe herbaty.
-Teraz trzeba się ukryć-stwierdziłam.
Znajdą nas wszędzie-mruknął.
-Rusz muzgownicą!-poprosiłam-Wiem! Biblioteka!-oznajmiłam.
-Nigdy nas nie znajdą-stwierdził.
-Dokładnie,bo nawet o tym nie pomyślą-potwierdziłam. O mało ze stołka nie spadłam,gdy drzwi się otworzyły. Do środka weszły wściekłe dziewczyny. Zerwaliśmy się na równe nogi.
-Chyba kwiatki nie wystarczą-westchnął Kaspian.
-Helen preferuje niezapominajki niebieskie-oznajmiłam.
-Pogadamy o tym później-stwierdził.
-Proponuję ucieczkę-zaproponowałam. Od razu na to przystał. Zniknęliśmy za drzwiami do kuchni. Jak strzały wlecieliśmy do biblioteki.
-A teraz gdzie?-zapytał spanikowany. Rozejrzałam się.
-Możemy wyskoczyć oknami i zamknąć się w swoich pokojach-odpowiedziałam,podchodząc do okna. Otworzyłam je i zobaczyłam mały balkon.
-Raczej się tam oboje nie zmieścimy-stwierdził. Usiadłam na parapecie.
-Z drugiej strony pewnie też jest jakiś balkon-oznajmiłam i zeskoczyłam. Wyjrzałam przez balustradę. Na pewno nie przeżyję upadek z takiego  piętra. Odwróciłam się i zapukałam do okna. Zimno! Po kilku sekundach drzwi balkonowe się otworzyły. Jakiego ja mam pecha! Urian uśmiechnął się szeroko na mój widok.
-Co tu robisz?-zapytał. Bezceremonialnie go wyminęłam i weszłam do środka.
-Aktualnie ukrywam się przed wściekniętą siostrą i przyjaciółką-odpowiedziałam,podchodząc do drzwi. Szarpnęłam za klamkę...Nie!! Zamknął na klucz!! No dlaczego ja?!-Mógłbyś otworzyć drzwi?-zapytałam.
-Nie mam klucza-oznajmił z uśmiechem.
-No chyba sobie kpisz!-warknęłam. No to klops! Z jednej strony Helen i Vaymai mnie nie dorwą,z drugiej jestem w pokoju Urian. Walnęłam w drzwi czołem. Ała!
-Mówiłem,że do mnie przybiegniesz-odezwał się w końcu.
-Nie wspominałeś nic o tym,że będę uciekać przed siostrą,skakać z okna i że będziemy zamknięci w pokoju!-powiedziałam chodząc z tę i z powrotem pod drzwiami. Przynajmniej jestem daleko od niego. Nagle mnie olśniło. Walnęłam się otwartą dłonią w czoło i wyplątałam wsuwkę z włosów. Zaczęłam majstrować przy zamku...
-Co robisz?-zapytał zaciekawiony,stając za mną.
-Oglądało się trochę filmów o włamywaczach. Próbuję otworzyć zamek wsuwką,która mnie jeszcze nie zawiodła,jeśli chodziło o zamek w pokoju Klausa-odpowiedziałam-Odsuń się,bo przeszkadzasz-poprosiłam grzecznie. Odsunął się. Wyciągnęłam drugą wsuwkę i przekręciłam je. Usłyszałam znajome klik i drzwi się uchyliły-Nara-pożegnałam się i wyszłam.
Kiedy tylko zjadłam śniadanie zostałam siłą wyprowadzona przez dwóch strażników. Przed zamkiem znokałtowałam jednego. Do ślubu tydzień,a ja jestem siłą uprowadzona do ich kraju! Straciłam grunt pod nogami. Ja się tak traktować nie zgadzam! Zaczęłam okładać napastnika po plecach z całej siły.
-Którego NIE nie zrozumieliście?!-krzyczałam i biłam pięściami w plecy Uriana.
-Wszystkich-odpowiedział,wkładając mnie do powozu i zamykając drzwi za sobą.
-Nie zgadzam się na ten cholerny ślub!!!-wrzasnęłam wściekła. I tak ucieknę!
-Ale oni się zgodzili-oznajmił spokojnie brunet.
-Gówno mnie to obchodzi!!-krzyknęłam. Po jakichś trzech godzinach darcia się gardło mnie rozbolało,więc się zamknęłam. Jeszcze dwie i będziemy w moim "nowym"więzieniu.
-Cieszę się,że już się uspokoiłaś-powiedział brunet,patrząc na mnie. Dziękowałam moim włosom,że spadły mi na twarz! Niestety musiał je odgarnąć. Przyzwyczaiłam się do tego. Mimo to wzdrygnęłam się. Prychnęłam,skrzyżowałam ręce pod biustem i obserwowałam krajobraz-Jaka buntowniczka!-zaśmiał się Urian. Hahaha! Zobaczymy kto się rano będzie śmiał! Po kilku minutach kimnęło mi się.
Otworzyłam oczy i zobaczyłam ciemność. Coś obok mnie się poruszyło...Przestraszona wyskoczyłam z łóżka. O mało zawału nie dostałam! Odgarnęłam sobie włosy z twarzy i zobaczyłam tego imbecyla w bokserkach.
-Co Ty tu robisz?!-pisnęłam. (Piszcze tylko jak się przestraszę). Roześmiał się.
-Spałem ale mnie obudziłaś-odpowiedział.
-Że ty niby spałeś ze mną w łóżku?!-zdenerwowałam się.
-A masz coś przeciwko?-odpowiedział pytaniem na pytanie.
-Wszystko!-warknęłam,robiąc krok w tył. Z jednego zrobiło się pięć...
-A co konkretnie?-zapytał,zbliżając się do mnie. Wpadłam na ścianę plecami.
-Ciebie-odpowiedziałam wściekła. Jest nieobliczalny i silniejszy...
-Ja nie widzę problemu-oznajmił. Pociągnął mnie za ręce i siłą położył na łóżku. Sam też się położył. Leżałam na skraju łóżka,jak najdalej od niego. Przyciągnął mnie do siebie i przytulił. Poczekałam,aż zaśnie. Godzinę tak dla pewności. Wygrzebałam się z łóżka i rozejrzałam za swoimi ubraniami (miałam na sobie tylko koszule). Chyba je gdzieś ukrył...A co się będę! Ubrałam jego spodnie czarne,płaszcz i duże buty też czarne. Związałam włosy i otworzyłam okno. Wyszłam przez nie ,zamknęłam i zeskoczyłam. Ruszyłam biegiem do muru. Wdrapałam się na drzewo (najbliższe muru) i po prostu przeskoczyłam nad ogrodzeniem. Udało się! Przywołałam Saphire. Po kilku minutach smoczyca wylądowała przede mną. Szybko wsiadłam na siodło i wzniosła się w powietrze. Cel-wolność ale najpierw spotkanie z przyjaciółmi.








                                  ^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
Już nie płacz Karolina! Masz ten rozdział! Jak Wam się podoba? Wiem,nie możecie komentować ale to wina mojego komputera!